W drugim meczu 18. kolejki PKO BP Ekstraklasy Stal Mielec na własnym boisku zremisowała bezbramkowo z Lechem Poznań. W piątkowych meczach Ekstraklasy nie zobaczyliśmy ani jednego trafienia.
Bez goli w Mielcu. Faworyzowanemu Lechowi nie udało się pokonać bramkarza gospodarzy i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 0:0. Spotkanie przeszło do historii Ekstraklasy i Canal+, bowiem mecz w Mielcu po raz pierwszy był w całości nadawany na żywo w serwisie YouTube. W szczytowym momencie transmisję oglądało około 45 tysięcy osób.
W pierwszej części spotkania goli nie było, jednak sporo działo się na murawie w Mielcu. Od pierwszych minut bardzo aktywny był Lech Poznań, czego można było się spodziewać. Ofensywni piłkarze Kolejorza mieli jednak problem z wykończeniem. Kilka akcji miał D´Avila Ba Loua, jednak skuteczny między słupkami był Bartosz Mrozek.
Stal nie była bierna i również miała kilka, na prawdę dobrych okazji. Kreacja akcji mielczan była całkiem niezła, jednak i u nich kulała skuteczność. Piłka najczęściej leciała w światło bramki, dzięki czemu Filip Bednarek nie miał większych kłopotów z obroną.
Pod koniec pierwszej połowy Michał Skóraś został zaczepiony przez jednego z zawodników Stali w polu karnym. Sędzia Raczkowski skorzystał z VAR, jednak nie zdecydował się podyktować jedenastki.
Po przerwie Lech znów miał optyczną przewagę. W 61. minucie Mikael Ishak trafił do siatki, jednak trafienie nie zostało uznane przez pozycję spaloną. Analiza VAR wykazała, że Szwed nieznacznie złamał linię spalonego.
Kolejorz nie był już tak aktywny w grze ofensywnej, za to Stal miała okazję do zdobycia bramki. Szczególnie pod koniec meczu po sporym zamieszaniu Michał Mak oddał strzał w kierunku bramki, jednak w ostatnim momencie Karlstrom wybił piłkę, tuż przed linią bramkową.
Oba zespoły dopisują do swojego konta po punkcie. Lech jest na 4. miejscu w tabeli, Stal plasuje się trzy lokaty niżej.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.