Im więcej jakości w grze Atletico,
tym mniej konkretu. Kiedyś piłkarze Diego Simeone w derbach Madrytu dwa razy
wpadali w pole karne Realu i strzelali dwa gole (pomijając mecz z lutego 2015
wygrany 4:0), dziś w drugiej połowie pojawiali się w szesnastce raz na dwie
minuty co najmniej, ale do sieci nic wpadało nic.
A Real na odwrót – nie napracował
się na połowie przeciwnika, ale wyjeżdża z punktami. Nie dość na tym
paradoksów. Można było odnieść momentami wrażenie, że doskonale dysponowany Isco
nie ma za bardzo z kim pograć w piłkę. Gareth Bale (poza akcją zakończoną asystą)
i Lucas Vazquez byli jacyś tacy niewyraźni, a Cristiano skoncentrował się na
strzelaniu goli. Obok Isco pochwalić trzeba także stopera Nacho.
Na Vicente Calderon jeszcze raz zatriumfowała
filozofia Zinedine’a Zidane’a: nic nie musimy. Nie musimy dominować, nie musimy
w każdym momencie meczu demonstrować naszej wielkości, nie wstydzimy się nawet
desperacko bronić na własnej połowie przed atakami zespołu w teorii słabszego.
Wystarczy, że od czasu do czasu zaatakujemy tak, by rywala wdeptać w ziemię.
Wygramy i niech ktoś potem powie, że mu się nie podobało. Wyśmiejemy go.
Piłkarze Zidane’a w derbach
pokazali tę cechę, dzięki której wygrali poprzednią edycję Ligi Mistrzów:
kompletny brak psychiki. Ich po prostu nic nie rusza. Robią swoje. W meczu na
Vicente Calderon w żaden sposób nie odbiło się na nich na przykład to, że w
ciągu kwadransa pięć albo i sześć razy (można się było zgubić w liczeniu)
stracili bezsensownie piłkę na własnej połowie. Innym zaczęły by drżeć nogi,
baliby się każdego zagrania, na Los Blancos nie zrobiło to żadnego wrażenia.
Rywal nie wykorzystał błędu by strzelić gola, więc nic się nie stało.
I w konsekwencji stało się to, że
Real wykonał olbrzymi krok w kierunku odzyskania tytułu mistrza Hiszpanii. Atletico
zaś po raz kolejny pokazało, że choć gra ładniej z przodu, to rozhermetyzowało
się z tyłu. Koszty ze zmiany stylu przewyższają zyski.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.