Czternasta kolejka Ekstraklasy rozpoczęła się w Białymstoku. Miejscowa Jagiellonia podejmowała GKS Bełchatów. Gospodarze nie mogą być zadowoleni po tym spotkaniu.
Faworytem piątkowego starcia była Jagiellonia, która miała dwanaście punktów przewagi nad GKS-em. Bełchatowska drużyna w tym sezonie spisuje się beznadziejnie i do czternastej kolejki zgromadziła zaledwie pięć „oczek”. Jednak nową jakość w tym zespole wprowadza od niedawna Michał Probierz, który swoją drogą wrócił do dobrze znanego sobie Białegostoku.
Mecz nie rozpoczął się najlepiej dla gospodarzy. GKS w 22. minucie zdobył prowadzenie, a dobrą sytuację wykorzystał Tomasz Wróbel. Ten doświadczony pomocnik zaledwie dziesięć minut później stał się antybohaterem swojej drużyny. Wróbel za bezmyślne kopnięcie Alexisa Norambueny zobaczył czerwoną kartkę.
Wydawało się, że od tego momentu już tylko Jagiellonia będzie panowała na boisku. Tymczasem w 44. minucie goście wyprowadzili perfekcyjny kontratak. Łukasz Madej dograł do Kamila Wacławczyka, a ten z kilku metrów wpisał się na listę strzelców. Goście schodzili do szatni z prowadzeniem 2:0.
Oczywiście od samego początku drugiej połowy Jagiellonia miała wyraźną przewagę. Już w 46. minucie gospodarze wyrównali. Bramkę zdobył Tomasz Frankowski, który dopiero pojawił się na boisku. Gola wyrównującego w 68. minucie strzelił Nika Dzalamidze, który otrzymał fantastyczne podanie od „Franka”.
Jaga do końca przeważała, ale nie zdołała już strzelić decydującego gola o zwycięstwie. Z pewnością remis jest znacznie korzystniejszym rezultatem dla GKS-u Bełchatów, który przez długi czas grał w osłabieniu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.