Jagiellonia oddała Koronie gola, ale zabrała punkty
Jagiellonia rozgromiła 4:1 Koronę Kielce, jednak mecz w Białymstoku przejdzie do historii nie z powodu wyniku, a sytuacji bez precedensu w rozgrywkach PKO Bank Polski Ekstraklasy do jakiej doszło w pierwszej połowie.
Jagiellonia objęła prowadzenie w kontrowersyjnych okolicznościach. Marc Gual upadł na murawę, na co jeden z piłkarzy Korony zareagował wybiciem piłki na aut, lecz białostocczanie, a konkretnie wspomniany Gual, wbrew regułom fair-play nie oddali futbolówki rywalom, a wyprowadzili akcję, po której bramkę zdobył Tomas Prikryl.
Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego, co w pełni zrozumiałe, natychmiast zaczęli protestować. Ostatecznie po kilkuminutowych przepychankach zawodnicy „Jagi” postanowili oddać gola przeciwnikom. Z piłką przez całe boisko przebiegł Jakub Łukowski i nieatakowany przez nikogo doprowadził do remisu.
To bezprecedensowa sytuacja w rozgrywkach Ekstraklasy.
Druga połowa należała już tylko i wyłącznie do „Dumy Podlasia”. Strzegący dostępu do bramki koroniarzy Konrad Forenc aż trzykrotnie był zmuszony wyciągać futbolówkę z własnej siatki: po dwóch rzutach karnych na listę strzelców wpisali się kolejno Gual i Fedor Cernych, a w końcówce wynik ustalił Jesus Imaz.
Maciej Stolarczyk i spółka po raz kolejny dopisali do swojego dorobku komplet punktów i zbliżają się do czołówki tabeli. Wprost przeciwnie beniaminek, dla którego to już czwarty mecz z rzędu bez zwycięstwa, a co za tym idzie, znalazł się tuż nad strefą spadkową.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.