Trzy zwycięstwa z rzędu – niby poważne drużyny powinny notować takie serie w miarę regularnie. W przypadku Jagiellonii Białystok tak długa passa wygranych nie miała miejsca od półtora roku.
Białostoczanie mieli idealnie ułożony terminarz w tym sezonie. Mecze w czterech pierwszych kolejkach rozgrywali przed własną publicznością, w dodatku z rywalami, których wypada ogrywać. Efekt był taki, że Jaga zdobyła siedem punktów z dwunastu możliwych, więc całkiem przeciętnie. Później przyszła seria pięciu spotkań z rzędu bez wygranej i coraz głośniej kibice domagali się rozstania z Ireneuszem Mamrotem.
Ten jednak cierpliwie układał klocki po swojemu. Najpierw pokonał Lecha przy Słonecznej, później przywiózł trzy punkty z Lubina i nastroje się uspokoiły. Jagiellonia wskoczyła do górnej połowy tabeli, a jeśli dzisiaj wygra, na pewno będzie już w pierwszej piątce.
No właśnie, wygra. Od półtora roku Pszczółki nie są w stanie wykręcić „serii” trzech zwycięstw z rzędu. Ostatni raz ta sztuka udała się Jadze wiosną 2020 roku, kiedy najpierw wygrała dwa mecze w marcu, a później w maju po powrocie z koronawirusowej przerwy. Białostoczanie ogrywali kolejno: Pogoń, Śląska i Cracovię.
Jak będzie dzisiaj? Do Białegostoku przyjeżdża Radomiak, czyli rywal bardzo niewygodny dla wszystkich zespołów w PKO Bank Polski Ekstraklasie. Inna sprawa, że beniaminek znacznie więcej krwi potrafi napsuć na swoim terenie – w delegacji nie wygrał jeszcze ani razu w tym sezonie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.