Przejdź do treści
Jak to się robi w Zabrzu. „Niech Legia nam zazdrości”

Polska Ekstraklasa

Jak to się robi w Zabrzu. „Niech Legia nam zazdrości”

Z braćmi Łukaszem i Rafałem Wolsztyńskimi oraz Adamem Wolniewiczem z Górnika Zabrze spotkaliśmy się… 320 metrów pod ziemią, w korytarzach kopalni Guido.

ROZMAWIAŁ GRZEGORZ GARBACIK


– Na jakim miejscu rozgrywek pierwszoligowych znajdował się Górnik dokładnie 12 miesięcy temu?
Rafał Wolsztyński: Trudno trafić, chyba gdzieś koło ósmego-dziewiątego miejsca.
Łukasz Wolsztyński: I na pewno nie było za wesoło. Wyglądało to dosyć średnio. Wyniki nie napawały optymizmem. Na szczęście to przeszłość, znajdujemy się w zupełnie innych realiach.

– Atmosfera była daleka od idealnej, spekulowano nawet o tym, że trener Brosz może stracić pracę. Minął rok i Górnik jest liderem Ekstraklasy. Do was to wszystko w ogóle dociera? Zdajecie sobie sprawę z tego, jak wasze życie, kariery zmieniły się przez te 12 miesięcy?
ŁW: Sami tego chcieliśmy, na to pracowaliśmy. Jesteśmy liderem, zagramy w półfinale Pucharu Polski. Tyle że to jest dziś, za rok możemy na to wszystko spoglądać z zupełnie innej perspektywy. Jest radość z dokonań, nie zamierzamy jednak spoczywać na laurach. Jeśli staniemy w miejscu, nie będziemy się rozwijać, czeka nas szybka podróż w drugą stronę.
RW: Faktycznie pojawiały się głosy, że trener Brosz niczego wielkiego nie wniósł do drużyny, ale chwila moment – to jest Górnik Zabrze. Tu zawsze są wymagania, spore ciśnienie na wynik, zwłaszcza że spadliśmy z Ekstraklasy.
ŁW: Dokładnie. To wcale nie jest taką prostą sprawą pozbierać zespół do kupy. To jest proces, nic nie przychodzi z dnia na dzień. Trener się uczył nas, my poznawaliśmy jego filozofię gry. Potrzeba było czasu, aż to wszystko się dotrze.
RW: I w końcu się dotarło. Całe szczęście, że wszyscy wytrzymali ciśnienie i trener nadal jest z nami, bo dopiero w tym sezonie widać owoce naszej wspólnej pracy. W grze Górnika jest sporo automatyzmów, które ćwiczyliśmy jeszcze w pierwszej lidze. Dlatego teraz możemy grać niemal na pamięć.

– Trener Brosz jest odważnym człowiekiem? To on zaczął stawiać na młodych, którzy dziś stanowią o sile pierwszej drużyny. Mimo wszystko było to ryzyko.
ŁW: Można tak powiedzieć. Być może jest to taka cecha, której brakowało innym trenerom? Trener Brosz dostrzegł w nas potencjał, postanowił zaufać, a do tego jest słowny. Na początku dał nam jasny sygnał, że taka będzie jego filozofia prowadzenia Górnika. Zdania nie zmienił.
RW: Przy okazji pokazał innym trenerom, że może było warto postawić wcześniej na takich chłopaków jak my. Kto wie, gdzie byłby Górnik, gdyby poprzedni szkoleniowcy postawili na nas, a niekoniecznie brali zawodników z innych klubów, podczas gdy chłopcy stąd tułali się po wypożyczeniach. Nie chodzi przecież tylko o nas. Adaś Wolniewicz czy Rafał Kurzawa także musieli szukać szczęścia gdzie indziej.
ŁW: Warto zwrócić uwagę na to, jak trener współpracuje z Gwarkiem Zabrze czy GKS Katowice. Młodzi chłopcy z tych klubów będą wiedzieć, że jeśli zaczną ciężko pracować, będą się wyróżniać, Górnik zawsze może na nich postawić. To ważne, żeby mieli świadomość, iż nie trzeba wcale daleko wyjeżdżać, bo w regionie jest klub, który stawia na młodzież. 

– Fakt, że pochodzicie z Górnego Śląska, pozwolił obniżyć próg wejścia do zespołu?
Adam Wolniewicz: To wcale nie jest tak, że wychowankowie mają w Górniku łatwo. Wręcz przeciwnie. W Zabrzu nie było mody na to, by stawiać na swoich piłkarzy. Mieliśmy trzy razy trudniej, bo musieliśmy iść na wypożyczenia, by ktoś zwrócił na nas uwagę. Docenił to trener Brosz.

– Zdaniem Krzysztofa Bukalskiego człowiek z innego regionu Polski musiał pracować dwa razy ciężej, starać się dwa razy mocniej, by zapracować sobie na szacunek kolegów z szatni i kibiców Górnika. Jak jest obecnie?
RW: Niekoniecznie tak musi być. Weźmy na przykład drużynę Górnika przed trenerem Broszem. Jeśli chce cię jakiś szkoleniowiec, wcale nie musisz starać się dwa razy bardziej, bo na dzień dobry masz kredyt zaufania. W obecnym Górniku trener od razu powiedział, że każdy ma czystą kartę i na boisku musi udowodnić swoją wartość. Nikt nie może być pewny miejsca w składzie, bez względu na pochodzenie.
ŁW: To pokazuje nasz śląski charakter. Nie pozwolimy…
AW: …może inaczej, nie odpuszczamy na treningach chłopakom, którzy nie są stąd. Walczymy o swoje, nie ułatwiamy im sprawy.

– Krążą wam po głowach myśli o tym, jak wielka szansa otwiera się przed Górnikiem jako klubem w tym sezonie, ale także wami osobiście?
ŁW: Trener Brosz zaszczepił w nas wielką pokorę na takie właśnie przypadki. Żeby nie wybiegać za daleko w przyszłość, bo najważniejszy jest każdy kolejny trening, kolejny mecz. Jeśli będziemy dobrze wykonywać robotę, reszta przyjdzie sama. Nasz rozwój oznacza także rozwój zespołu i klubu. Dla każdej ze stron jest to dobry układ.
RW: Z drugiej jednak strony to całkiem normalne, że każdy z nas chce grać jak najlepiej, iść do góry. Chociażby z tak prozaicznego powodu jak lepsza pozycja przy rozmowach na temat nowych kontraktów. Właśnie to zaszczepił w nas trener – mamy spoglądać jak najwyżej, a nie zadowalać się tym, co jest, tym, co już osiągnęliśmy.
ŁW: Trener powtarza w szatni takie zdanie: jeśli chcemy, by szczytem naszych marzeń był Górnik Zabrze, daleko nie pociągniemy. Każdy z nas ma mieć ambicje, by celować jak najwyżej. Aby za kilka lat przyjechać na Roosevelta, ale już w roli zawodników najlepszych klubów.
RW: Za małolata marzyliśmy o grze w Górniku. Jak już tu jesteśmy, chcemy grać jeszcze wyżej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Każdy chciałby kiedyś zagrać na Zachodzie czy w reprezentacji. 

Zapoznaliście się z jednym z ostatnich wywiadów z Dariuszem Mioduskim, właścicielem Legii Warszawa? W kwestii zagranicznych transferów utalentowanych polskich piłkarzy stwierdził, że gracze między innymi Górnika powinni przed opuszczeniem kraju próbować sił w Legii i Lechu Poznań. Co wy na to?
AW: Ewidentnie się zagalopował. Naszym celem jest zbudowanie w Zabrzu takiej ekipy, żeby to Legia nam zazdrościła. Mamy ambicję, by to Górnik stał się klubem dużo lepszym od Legii. I chociaż nie możemy pochwalić się tak wielkimi pieniędzmi, to mamy chłopaków stąd, którzy mają cel. Cały klub się zmienia, nie tylko sportowo, ale także pod względem finansowym, kadrowym. Jeśli nadal będziemy tak pracować, niedługo przyjdzie czas, kiedy to Legia będzie spoglądała na nas, a nie my na zespół z Warszawy.
RW: Tak jest! Piłka nożna to nie tylko pieniądze. To, że masz ich więcej, wcale nie oznacza, że za chwilę wszyscy zawodnicy będą do ciebie przechodzić. Jesteśmy stąd, jesteśmy przywiązani do Górnika, każdy z nas marzył o tym, żeby tu być, a nie dla każdego z kolei marzeniem jest gra w Legii.
ŁW: Ważna jest również identyfikacja kibiców z zespołem. Fani wiedzą, że to jest ich drużyna, taka, jaką kiedyś chcieli widzieć. W innych klubach w Polsce spoglądają na Górnika z zazdrością. Bo widzą, jaki tu jest klimat. U nas na mecze nie przychodzą tylko najbardziej zagorzali kibice. Na nasze spotkanie chodzą żony, matki, sąsiedzi, kuzynowie, koledzy, którzy oglądają zespół, piłkarzy, a przy okazji znajomych.
AW: Każdy z nas ma znajomych, kolegów z podwórka…
ŁW: Kogoś, z kim się za łebka piłkę kopało. To jest magnes dla kibiców. Jeden pochodzi z Rudy Śląskiej, to na mecz przyjeżdża cała Ruda, drugi jest z Knurowa, przyjeżdżają ludzie z Knurowa. Dla nich to jest bardzo ważne, bo niektórzy nas znają, grali z nami na boiskach, a dziś mogą powiedzieć, że w Górniku gra ich kumpel lub chłopak z tego samego osiedla.
AW: Zawsze inaczej kibicuje się osobie ci znanej czy bliskiej niż kolejnemu przepłaconemu zawodnikowi ściągniętemu z zewnątrz…
RW: Nie raz i nie dwa dostawaliśmy wiadomości, żeby załatwić bilety na mecze, koszulki Górnika. To jest fajne, bo pracowaliśmy na pozycję wiele lat. Jest nam tym bardziej miło, gdy ludzie chcą oglądać nasze mecze, a jeśli robią to koledzy, to w ogóle mega!

– W Zabrzu panuje znakomity klimat dla piłki. A jak to się przekłada na waszą popularność? Idąc włoskim tropem, czy po obiedzie na mieście musicie płacić rachunki?
AW: Gdybyśmy byli jedynym klubem na Górnym Śląsku, ominięcie rachunku mogłoby się zdarzyć. Tyle że klubów w regionie jest więcej. Nie każdy musi trzymać z nami. Chociaż nie da się ukryć, że moda na Górnika jest coraz większa.
ŁW: Często jednak można dostrzec wyrazy sympatii. Kiedy na przykład jemy obiad z żonami, narzeczonymi i podchodzi pan z dzieckiem, który bardzo przeprasza, że przeszkadza, ale chciałby sobie zrobić zdjęcie. To miłe.
RW: Między innymi po to pracowaliśmy przez tyle lat, by ktoś nam zawracał głowę takimi właśnie sprawami. Super! W ogóle nam to nie przeszkadza.

– Skromni jesteście, moda na Górnika trwa w najlepsze.
AW: OK, ale to nie jest tylko nasza zasługa. Sporą rolę odegrali w tym wszystkim także trenerzy ekip młodzieżowych z ostatnich lat. Jak choćby Józef Dankowski. To oni przygotowali grunt, dzięki nim możemy teraz spijać śmietankę. Wielu ludzi nie słyszało o Górniku, o jego historii…
ŁW: Może trochę to zanikło, nie było wyników… Górnik przeżywał słabsze lata, ale teraz wraca, jest liderem Ekstraklasy. Ludzie wierzą, że może być tak jak kiedyś. I wracają na stadion.

– Czy komplet widzów niemal na każdym domowym meczu wprowadza do waszej gry jakikolwiek paraliżujący czynnik, stwarza dodatkową presję, czy jest raczej napędzający?
AW: Ja na swoim boisku czuję się dobrze, czuję wsparcie kibiców i to pomaga w zwycięstwach na własnym stadionie. Jesteśmy w końcu niepokonani na swoim terenie. Nasz stadion to nasz atut. Gdyby nie kibice, mogłoby to nieco gorzej wyglądać.
ŁW: Bardziej nas to motywuje, niż paraliżuje. Czujemy siłę.
RW: A druga sprawa jest taka, że po prostu wiemy, co mamy robić na boisku. Trener Brosz uzmysłowił nam, że trzeba się skupić na wykonaniu roboty, a nie na tym, co dzieje się na trybunach. Ta runda pokazuje, że to dobrze funkcjonuje. Nic nas nie rozprasza. 

– Jesteście zgraną paczką w szatni i na boisku?
AW: Jesteśmy chłopakami stąd, większość z nas zna się od dłuższego czasu. Przechodziliśmy praktycznie wszystkie etapy w Górniku, niemal od juniorów. Cały czas się trzymaliśmy razem. Chyba dzięki temu jesteśmy dziś przyjaciółmi na dobre i na złe.
ŁW: Każdy z nas przeszedł podobną drogę. Jeden z drugim wie, co trzeba było zrobić, żeby dojść do takiego miejsca. Dużo ze sobą rozmawiamy, trzymamy się razem i to ma również przełożenie na to, co dzieje się poza stadionem, poza szatnią. Jeździmy gdzieś razem, nasze żony się spotykają…
RW: Chyba można powiedzieć, że jesteśmy jedną wielką rodziną. Kiedy jemy wspólną kolację, nikt się nie wyłamuje. Nie ma takich sytuacji, że jeden drugiego poza boiskiem unika. Lubimy ze sobą przebywać i to potem widać w trakcie meczów, gdzie się wspieramy. A to się z kolei przekłada na wyniki. Z drugiej strony, jeśli są odpowiednie rezultaty, to z kolei napędza atmosferę, ale akurat w przypadku Górnika powiedziałbym, że jest na odwrót. To atmosfera robi wyniki.
AW: Wiemy, że w ciężkich chwilach możemy na siebie liczyć. Ta więź jest coraz mocniejsza.

– Jesteście też „ludźmi z trybun”, którzy dopingowali Górnika podczas meczów, jeździliście na wyjazdy.
ŁW: Wszystko zaczęło się od przegranego meczu z Legią Warszawa. Poczuliśmy wtedy tę miłość, poczuliśmy trybuny.
RW: A dodatkowo trafiliśmy wówczas na dobre spotkanie, bo przyjechała Legia, były pełne trybuny, wielka mobilizacja. Każdy był taki podbudowany. Mecz super się oglądało, nasiąknęliśmy Górnikiem i zaczęliśmy jeździć na wyjazdy. Najpierw z tatą, później sami.
ŁW: Doświadczyliśmy piłki z nieco innej strony. Kiedy widzieliśmy, że do Górnika przychodzi piłkarz, który niekoniecznie daje tyle, ile powinien, że przyszedł tu tylko zarobić pieniądze, wyzywaliśmy go z trybun! Dzięki temu dziś jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że jeśli nie wykonamy dobrze pracy, nie możemy mieć pretensji, gdy ktoś nas będzie wyzywał. Patrzymy na siebie przez pryzmat zawodników, ale także kibiców. Wiemy, jak to działa w jedną i drugą stronę.

– Wspomnieliście o tacie. Ojcowie byli lub są nadal związani z futbolem. Jak duży był ich wpływ na to, że dziś jesteście w tym miejscu?
AW: W moim przypadku bardzo duży. Przyszedłem do Górnika w wieku ośmiu lat, piłkę, Górnika zaszczepił we mnie właśnie ojciec. Dlatego jestem dumny, że po tylu latach nadal funkcjonuję w tym klubie. Wsparcie rodziny było kluczowe. Słyszałem, żebym nie przejmował się, nie załamywał, mimo porażek i kontuzji. Dzięki temu jestem teraz silniejszym człowiekiem.
ŁW: U nas było dokładnie tak samo. Pierwszy kontakt z piłką to przecież kopanie właśnie z tatą w wieku bodaj pięciu lat. Tak wszystko się zaczęło. Później zostaliśmy zapisani do miejscowej Concordii.
RW: Tacie za bardzo w futbolu nie wyszło i chciał, żebyśmy stali się tym, kim on nie zdołał się stać. Dostrzegł w synach potencjał i pchał w górę. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Do tej pory tata przychodzi na mecze, często razem z panem Marianem Wolniewiczem. Jeżdżą na wyjazdy, czy to Kraków, czy Szczecin. Są z nami. Wszystko im zawdzięczamy. 

– Kiedy zdaliście sobie sprawę z tego, że otrzymacie w Górniku realną szansę? Adam dwa lata temu chyba nie miał takiego przekonania, bo chyba inaczej zaplanowałby datę ślubu.
AW: No tak, ślub zaplanowałem na czwartek, między pucharowym meczem z Sandecją a ligowym z Pogonią… Wiadomo, w tamtym czasie niekoniecznie myślałem o tym, że w niedługiej perspektywie wskoczę do pierwszego składu. Miałem 22 lata, grałem w trzecioligowych rezerwach, nie planowałem, że to może się tak potoczyć. W ogóle nie wiedziałem, co będzie. Czy będę miał okazję grać w piłkę na wysokim poziomie, czy trzeba będzie to skończyć? Nie zdążyłem się jednak odwrócić, a już się okazało, że gram w Górniku, który jest na pierwszym miejscu w Ekstraklasie, a o większość piłkarzy z naszego zespołu biją się czołowe polskie kluby.
RW: U nas było podobnie, chociaż z bratem zawsze mocno wierzyliśmy w to, że będziemy grać w piłkę. Życie nie kończy się na Górniku. Byliśmy gotowi na to, że przyjdzie nam występować w innych miejscach. Jeśliby nas w Zabrzu nie chcieli, nic na siłę. Trzeba by było szukać szczęścia gdzie indziej. Dlatego też jeździliśmy na wypożyczenia, próbowaliśmy sił w innych miejscach. W końcu jednak pojawił się trener Brosz i wymyślił, że będzie stawiał na miejscowych chłopaków. Właśnie wtedy poczuliśmy, że otwiera się przed nami szansa. Szkoleniowiec zadzwonił, powiedział, że chce nas w zespole, że będziemy u niego zawodnikami, którzy będą coś znaczyć. Plan zdał egzamin. Łukasz i Adam grają, ja jeszcze co prawda tak wyraźnie nie zaistniałem, ale jak wrócę po kontuzji także będę częścią drużyny.
AW: Jak to nie zaistniałeś? Gola strzeliłeś, punkty nam przywiozłeś. To wszystko jest ważne, wszystko się liczy. Pomogłeś w kilku meczach. Zdrowie zablokowało ci możliwość występu w innych spotkaniach, ale każda minuta, którą spędziłeś na boisku, miała znaczenie, pomogła Górnikowi.

– Kto był waszym najtrudniejszym rywalem w tym sezonie – jako drużyna, ale także jako piłkarz?
ŁW: Arek Głowacki, i to nawet nie z grudniowego meczu, ale z tego wcześniejszego. Byłem mniej doświadczony, mocno wtedy odczułem klasę, jaką reprezentuje, jak jest silny fizycznie. A zespół? Myślę, że postawiłbym na Legię, z którą przegraliśmy w Warszawie. Grali bardzo dobry, dojrzały futbol. Mogli się podobać.
AW: Zawsze jest inaczej, na każdego trzeba znaleźć inny sposób. Nie patrzę na nazwiska i nie ma dla mnie znaczenia, czy muszę zatrzymać Peszkę z Lechii, czy Hamalainena z Legii. Każdy ma plusy i minusy. O ile z Ekstraklasy nikt nie utkwił mi tak mocno w pamięci, to jeszcze na poziomie I ligi miałem bardzo duże problemy z Sylwestrem Patejukiem z Wisły Puławy. W dużej mierze z tego względu, że nie miałem jeszcze tak dużego doświadczenia, nie wiedziałem, jak się dobrze pod niego ustawiać.
RW: A ja nie mam za bardzo odniesienia, bo tych meczów za wiele jeszcze nie rozegrałem. Z perspektywy trybun najtrudniejszym rywalem była Legia. Było widać, że to drużyna klasowa, prezentująca najwyższy poziom w Polsce.
ŁW: W pierwszym meczu Legia chyba nie bardzo wiedziała, na co nas stać. Na rewanż była już spięta i przygotowana. Widać było zupełnie inne podejście. Kiedy strzelili gola w końcówce, cała drużyna wyskoczyła z ławki, była ogromna radość. Rywale mają już wobec nas większy szacunek. Nie jesteśmy jakąś przypadkową drużyną. Ugranie punktów z Górnikiem uważa się za dobry wynik.

– Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia, jakie najlepsze prezenty w życiu otrzymaliście?
AW: Muszę się poważnie zastanowić.
ŁW: Chyba z czasów, kiedy zaczynaliśmy kibicowanie Górnikowi…
RW: Nie no, to te buty przecież były.
ŁW: Aha, no w sumie tak. Zaczynaliśmy rozgrywki w nowym roku i tata pomyślał, że na święta dobrze będzie nam kupić buty. Pojechaliśmy razem do sklepu i coś tam sobie niedrogiego wybraliśmy. Tata powiedział, żebyśmy to zostawili przy kasie i się jeszcze rozejrzeli. No i wchodzimy do sklepu Nike, a tam promocja – dwie ostatnie pary, które można było razem kupić za 200 złotych.
RW: To nawet nie był nasz rozmiar, trochę mniejsze, ale nieważne.
ŁW: Wiedzieliśmy, że są za małe, ale mówimy do taty, że przymierzymy, na pewno będą dobre. Były ciasne, udawaliśmy jednak, że wszystko jest w porządku, że są idealne. Tata popatrzył na nas: – Ja pieprzę, mama mnie chyba zabije.
RW: Bo mama była przyzwyczajona, że kupujemy buty za 30 złotych w jakimś zwyczajnym sportowym, a tu takie drogie prezenty. Tata wziął jednak sprawę na poważnie, miał w głowie te rozgrywki ligowe, i jak przyjechaliśmy do domu, my szybko uciekliśmy do pokoju, żeby jeszcze raz je przymierzyć, a tata musiał się tłumaczyć. Jak powiedział, że buty kosztowały 200 złotych, mama zaczęła się na niego tak wydzierać, że nie wiedzieliśmy, co zrobić.
ŁW: Ale potem już był pełen luz i spokój. Buty były na nogach i z perspektywy czasu chyba właśnie z nich najbardziej się cieszyliśmy. Drugim takim prezentem był na pewno sprzęt z Górnika, bo dostaliśmy czapki, koszulki, praktycznie wszystko, czego potrzebowaliśmy. To było w czasach, kiedy zaczynało się nasze kibicowanie na poważnie. Rodzice kupili nam wtedy takie komplety na święta.
AW: Myślałem, myślałem, ale niczego sobie nie przypominam.

– Jesteście liderem Ekstraklasy, gracie w półfinale Pucharu Polski. Co was ostatecznie zadowoli na koniec sezonu?
AW: Interesuje nas tylko pełna pula.
RW: Nie ma żadnego celu minimum.
ŁW: Trzeba mierzyć wysoko, tak jak mówi trener Brosz. I nie będzie taryfy ulgowej dla rywali.
AW: Też umówmy się, nie ciąży na nas wielka presja. Mamy po dwadzieścia kilka lat, to dla nas pierwszy taki sezon w Ekstraklasie, każdy z nas jest głodny sukcesu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś zacząłby kalkulować, że OK, to wystarczy nam finał Pucharu Polski i, powiedzmy, miejsce w pierwszej dwójce Ekstraklasy.
ŁW: Niczego nie odpuszczamy. Chcemy napisać swoją historię.



WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W ŚWIĄTECZNYM (51-52) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej