Złote pokolenie czeskich piłkarzy odeszło, a wspomnienia o ich dokonaniach już dawno przykrył kurz. Życie nie lubi jednak pustki, co najlepiej obrazuje przykład podbijającego boiska Premier League Tomasa Soucka.
Tomas Soucek znakomicie odnalazł się w realiach Premier League. (fot. Reuters)
GRZEGORZ GARBACIK
Przygoda 25-latka z ligą angielską zaczęła się w dość nietypowy sposób. Soucek trafił do West Ham United na zasadzie wypożyczenia. Slavia Praga zarobiła na takiej operacji 4,5 miliona euro, ale wystarczyło kilka meczów, by klubowy księgowy poczuł, że na tym wpływy z transferu wychowanka się nie skończą.
FELLAINI 2.0
Soucek początkowo nie trafiał zbyt często do siatki rywali, ale nie tego od niego oczekiwano. Występujący na pozycji defensywnego pomocnika piłkarz miał dodać nieco mięśni i wzrostu w środku pola, a także wnieść wartość do gry drużyny przy okazji stałych fragmentów. Czech z miejsca stał się jednym z najważniejszych graczy w układance Davida Moyesa, a media zaczęły określać go mianem Marouane’a Fellainiego w wersji 2.0. Dlaczego tak? Ponieważ w przeszłości rosły Belg był pupilem obecnego menedżera Młotów podczas jego kadencji w Evertonie, a podobieństwa między piłkarzami są aż nadto widoczne. – To dla mnie bardzo miłe porównanie. Wiem kim był Fellaini i jaką karierę zrobił w Premier League – dodał Soucek, który przyznał, że wielu wątpiło w to, czy uda mu się odnaleźć na angielskich boiskach. – Mówili, że będzie mi trudno się przebić, ale ja wierzyłem w swoje mocne strony – dodał.
Porównanie do Fellainiego nie jest przypadkowe. Soucek podobnie jak Belg znakomicie gra głową, a oprócz tego bardzo dobrze wywiązuje się ze swoich zadań w obronie, gdzie często bez pardonu powstrzymuje przeciwników. Najlepiej świadczą o tym jego liczby – 41 fauli w 23 ligowych meczach obecnego sezonu. Więcej nieczystych zagrań na swoim koncie ma jedynie Pierre-Emile Hoejbjerg z Southampton – 42 (stan na 10 lutego). Żeby jednak nawiązaniom mogło stać się zadość, Soucek musiał zacząć strzelać także gole. Do trzech wbitych na wypożyczeniu, podczas obecnej kampanii dołożył 8 kolejnych, już w roli zawodnika, którego West Ham wykupił za ponad 16 milionów euro. Tym samym stał się on piątym czeskim piłkarzem, który na poziomie Premier League osiągnął pułap minimum dziesięciu trafień, dołączając do elitarnego grona z Bergerem, Smicerem, Barosem i Rosickim. Najwięcej, bo aż 38 bramek zdobył ten pierwszy i wydaje się, że jeśli Soucek będzie strzelał z taką regularnością, to pobije rekord swojego znakomitego rodaka.
GŁÓWKA PRACUJE
Tylko w tym sezonie trafienia Czecha zapewniły Młotom wygrane z Fulham, Crystal Palace, Evertonem czy Leeds. W każdym z 23. ligowych meczów przebywał on na boisku od pierwszej do ostatniej minuty, urastając do miana niekwestionowanego lidera. Jego usługami interesują się dziś najwięksi, jednak w Londynie ani myślą pozbywać się kogoś takiego jak Soucek, nawet za cenę 50 milionów, która zaczęła się pojawiać przy jego nazwisku.
Od momentu pojawienia się w Premier League Czech stoczył najwięcej powietrznych pojedynków i zdobył najwięcej goli po uderzeniach głową. Jego umiejętność walki o górne piłki przydaje się jednak nie tylko pod bramką rywala, ale również we własnym polu karnym. Tylko w tym sezonie stawał on do takich bojów aż 138 razy, co jest wynikiem daleko lepszym od kolejnych na liście Olivera McBurniego – 101 czy Chrisa Wooda – 98.
Wpływ Czecha na grę West Hamu jest niebagatelny, co zresztą potwierdza pozycja Młotów w tabeli. Nie kłamią również liczby. Bez Soucka w składzie drużyna Moyesa w okresie poprzedzającym transfer Czecha była w stanie zdobyć 6 bramek po dośrodkowaniach i uderzeniach głową, a po jego przyjściu – 8. Czekanie na tego typu trafienia zmniejszyło się z poziomu 396 na 130 minut. Jeśli dodać do tego fakt, że Soucek przebiega średnio najwięcej kilometrów spośród wszystkich zawodników stołecznej drużyny – 12,3 na mecz, to mamy odpowiedź na pytanie, jak w krótkim czasie można sobie wypracować pozycję gwiazdy pierwszej wielkości w najbardziej wymagającej lidze świata. Bez okresu potrzebnego na aklimatyzację, bez miesięcy na dostosowanie się do nowych warunków.
LEPSZY NIŻ BRUNO
Pochylając się nad najlepszymi transferami przeprowadzonymi przez angielskie kluby na przestrzeni kilku ostatnich lat, decyzja West Hamu o sprowadzeniu Soucka byłaby w czołówce. Zdaniem Andy’ego Cole’a, legendy Premier League i byłego snajpera Manchesteru United, Czecha należy stawiać na poziomie Bruno Fernandesa, który z marszu stał się postacią nie do zastąpienia na Old Trafford. – Moim zdaniem on jest nawet lepszy, jeśli spojrzymy na jego wpływ na grę zespołu – stwierdził w rozmowie ze Sky Sports. – Gdyby przyjrzeć się wszystkim ostatnim transferom do ligi, to nie ma nikogo lepszego. To jest facet, który na boisku jest po prostu wszędzie, a sama jego obecność na murawie dodaje innym piłkarzom West Hamu ogromnej pewności siebie – dodał. Wtórował mu Harry Redknapp, słynny menedżer. – Gołym okiem widać, że Moyes znalazł kogoś takiego, kim w jego Evertonie był Fellaini – stwierdził.
Forma Soucka sprawiła, że podczas kompletnie nieprzewidywalnego sezonu jego Młoty włączyły się do walki o europejskie puchary, a liga czeska stała się niemal z dnia na dzień bardzo atrakcyjnym rynkiem, który warto śledzić i gdzie można wyłowić spore talenty w przystępnych cenach. Śladem 25-latka już poszedł jego rodak, Vladimir Coufal, który przeniósł się do West Hamu ze Slavii Praga za 6 milionów i również bardzo szybko wywalczył sobie pewny plac. Czy to początek nowej mody na czeskich piłkarzy? Czy za naszą południową granicą powinni się szykować na futbolowy renesans i nawiązanie do sukcesów z przełomu wieków? Fundamenty zostały położone.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 8/2021)
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.