3 kwietnia na portalu lavoixdunord.fr poinformowano, że polski napastnik Joachim Marx, który w latach 1975-79 zdobył dla RC Lens 38 bramek w Ligue 1, odpoczywa i odzyskuje siły po pobycie w szpitalu z powodu zakażenia koronawirusem.
Joachim Marx
Zdecydowaliśmy się sprawdzić u źródła jak wyglądała sytuacja ze zdrowiem byłego reprezentanta Polski na kilka dni przed Wielkanocą. Najpierw mail, później telefon do złotego medalisty igrzysk olimpijskich w Monachium, który osiedlił się na północy Francji, w Givenchy-en-Gohelle. Początkowo bez odzewu, w końcu nadszedł optymistyczny SMS: „Proszę dzwonić”.
– Jest lepiej, ale brakuje sił, nogi mam jak z waty, są takie chudziutkie – relacjonuje 23-krotny reprezentant Polski i słychać, że czasami jeszcze pokasłuje. – Odpoczywam w przydomowym ogrodzie, dziś u nas jest w słońcu 32 stopnie Celsjusza. Apetyt się poprawił, ale martwi mnie, że mimo to znowu ubyło mnie jeden kilogram. Normalnie nie było z tym problemu, ale w czasie choroby straciłem aż siedem kilogramów. Wtedy jednak prawie nic nie jadłem. Tylko czasami suche pieczywo, chleb i bułkę, żeby żołądek trochę pracował. Przez dwa tygodnie leżałem na łóżku z zamkniętymi niemal cały czas oczami, a gdy w końcu nieco przejrzałem, mogłem patrzeć tylko w sufit. Gdy włączono mi telewizor, to tak raziło światło, że musiałem leżeć odwrócony do niego tyłem. Pierwszą rzeczą jaka mi się zamarzyła do jedzenia były polskie ogórki konserwowe, które żona pokroiła w plasterki. Wcześniej to nawet pasta do zębów nie pachniała mi miętą, ale śmierdziała i musiałem ją wypluć, a przecież zawsze lubiłem ten smak. Zresztą nie miałem przez ten czas nie tylko smaku, ale i węchu.
W mediach podawano, że być może do zakażenia 75-letniego Marxa doszło podczas spotkania, na którym był kilka dni przed rozwinięciem się choroby. On sam jednak dementuje. – Nie wiem, gdzie się zakaziłem tym paskudztwem, może po prostu podczas robienia zwykłych zakupów w supermarkecie – kontynuuje. – Faktem jest, że 13 marca byłem na uroczystym obiedzie u mera Lievin, gdzie przez jedenaście lat prowadziłem szkółkę piłkarską, a na przygotowania i mityngi odbywające się w tamtejszej hali sportowej przylatują tutaj polscy lekkoatleci, lecz u innych uczestników tego spotkania nie stwierdzono obecności koronawirusa. Zresztą z tego co wiem, COVID-19 dłużej rozkłada się w organizmie człowieka niż dwa dni, a mnie już w niedzielę 15 marca bolały mięśnie i głowa, miałem wysoką temperaturę, więc nie poszedłem na pierwszą turę francuskich wyborów samorządowych.
I zapewne lepiej, że nie poszedł, bo jego stan dodatkowo by się pogorszył, z czym pan Joachim się zgadza, lecz dodaje, że politycy mocno dążyli, żeby doszło do wyborów, chociaż potem widząc co się dzieje z drugiej tury jednak zrezygnowali. – W każdym razie gorączka ciągle skakała, a gdy przez trzy dni dochodziła do 41,2 stopnia sytuacja stała się podbramkowa – dodaje strzelec 102 goli w polskiej Ekstraklasie dla Gwardii Warszawa i Ruchu Chorzów. – Najpierw wezwaliśmy lekarza domowego, który widząc w jakim jestem stanie i jakie mam objawy zlecił badania krwi na obecność wirusa. Zabrano mnie ambulansem do szpitala, ale po dziesięciu godzinach wróciłem do domu. Żeby jednak nie przestraszyć żony tak szybkim powrotem poprosiłem, żeby najpierw do niej zadzwonić. Odesłano mnie i zlecono leczenie w domu, bo nie było ze mną aż tak źle, przede wszystkim mogłem samodzielnie oddychać. Na szczęście, tak jak mieszkający teraz z nami syn, który z domu zdalnie wykonuje swoją pracę, żona nie zachorowała, chociaż miała w tym okresie objawy lekkiego przeziębienia. Wcześniej nigdy nie chorowałem, ale z tego co słyszę i widzę zresztą po sobie, koronowirus osłabia ludzki organizm dwadzieścia razy mocniej niż grypa.
W tym samym artykule opublikowanym na portalu lavoixdunord.fr poinformowano, że inna legenda klubu z Lens przegrała walkę z koronawirusem. To mający polskie pochodzenie Arnold Sowinski, były bramkarz i trener tego francuskiego klubu. Właśnie on w połowie lat 70. XX wieku sprowadził Marxa do Lens, a wcześniej również innych reprezentantów Polski: Eugeniusza Fabera, Waltera Winklera, Ryszarda Grzegorczyka, Pawła Orzechowskiego… Francuski portal zacytował wypowiedź pana Joachima, że z Sowinskim chodzili wspólnie do restauracji, jeździli na mecze rozgrywane na Stade Felix-Bollaert w Lens. Dzieliła ich wprawdzie spora różnica wieku, bo piętnaście lat, ale łączyła przyjaźń i jeszcze 17 marca Marx złożył mu życzenia z okazji 89 urodzin. Niestety, 2 kwietnia Sowinski zmarł, pogrzeb z racji ograniczeń spowodowanych epidemią był skromny, w przeciwnym razie z pewnością byłoby uroczyste pożegnanie – Sowinski to przecież jedna z największych legend klubu, któremu był wierny przez całe życie.
Zbigniew MROZIŃSKI
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE 15/2020 TYGODNIKA PIŁKA NOŻNA
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.