Turyn opuścili i rozjechali się po świecie szeryf Andrea Pirlo, Apacz Carlos Tevez i nieujarzmiony mustang Arturo Vidal. Tylko na tym ostatnim Juventus zarobił – niemało, bo 37 milionów euro (plus 3 za bonusy). Bez takiego tria Juventus stał się jakby mniej uporządkowany i dziki zarazem. Stracił 50 goli Argentyńczyka, 48 Chilijczyka i 19 brodatego Włocha, a sprowadzając bramkowe liczby tylko do ostatniego sezonu, pozbawił się 42 goli ze 104 strzelonych w sumie. Kiedy jeszcze przyjdzie się pożegnać z Fernando Llorente (a raczej przyjdzie), niedawna wartość ofensywna zubożeje o 49 procent.
Bez sentymentów
W pierwszym akapicie zmieściły się wszystkie smutne wiadomości dla kibiców Starej Damy (nad zalotami Barcelony do Paula Pogby za wcześnie się rozwodzić). Gwiazd i liderów żal, ale stało się nieuniknione i poniekąd zapowiadane. Pirlo już przed półfinałem Ligi Mistrzów z Realem Madryt publicznie wyjawił, że kusi go MLS, gdzie ostatecznie zatrzyma się na półtora roku i zarobi 8 milionów euro. Teveza jak magnes przyciągała do Boca nieskrywana tęsknota za Buenos Aires i własnymi rewirami. A Vidal swoimi kaprysami wystawiał na ciężką próbę cierpliwość działaczy, którzy i tak długo z nim wytrzymali. Z pożytkiem więc dla wszystkich, doszło do pokoleniowej wymiany.
Świat futbolu rządzi się swoimi prawami i w ich myśl, kto kieruje się sentymentami i trzyma piłkarzy bardziej za zasługi niż za wszystko inne, ten musi się wyłożyć. Jak Inter po 2010 roku i rzewnie rozpamiętywanej w Mediolanie triplecie. Juventus odpowiedników Diego Milito, Estebana Cambiasso i Waltera Samuela wolał pożegnać w ich glorii i chwale. Z brzuchami pełnymi sukcesów i nogami cięższymi o kolejny rok trudniej byłoby dogonić piąte scudetto z rzędu i dobiec do mety z napisem San Siro, gdzie w 2016 roku zaplanowano finał Ligi Mistrzów.
(…)
Tomasz LIPIŃSKI
Cały artykuł można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”