Marcin Kamiński latem minionego roku postanowił przenieść się z Lecha Poznań do VfB Stuttgart. Początkowo nie było mu w Niemczech łatwo.
Marcin Kamiński nie zamierza już oddawać miejsca w składzie VfB Stuttgart
W czerwcu obrońca podpisał trzyletni kontrakt ze spadkowiczem z Bundesligi. Wydawało się, że dość szybko wywalczy sobie miejsce w składzie, jednak na oficjalny debiut czekał długo. Dopiero 30 października Polak wyszedł na boisko w pierwszej jedenastce. Wówczas jego drużyna wygrała z Karlsruher SC (3:1). 24-latek nie oddał już miejsca w składzie.
– Cały czas robiłem swoje i czekałem na moment, gdy przyjdzie moja szansa. Musiałem też być czujny, żeby nie wpaść w dołek psychiczny. Wiadomo nie było to uczucie proste i przyjemne. Bardzo pomogła mi w tym momencie narzeczona, która jest ze mną w Niemczech – zaznacza były gracz Lecha.
Po rundzie jesiennej zespół ze Stuttgartu zajmuje trzecie miejsce na zapleczu Bundesligi. Celem jest powrót do niemieckiej ekstraklasy. – Już w momencie podpisania kontraktu wiedziałem, jakie mamy zadanie. W Lechu też zawsze chcieliśmy być na pierwszym miejscu. Byłem przygotowany do tego, by poradzić sobie z wysokim oczekiwaniami – zaznacza Kamiński.
Czy w 2. Bundeslidze coś Polaka zdziwiło? – Byłem przygotowany na to, że gra w Niemczech wygląda inaczej. Już na początku rozmów z klubem mówiono mi, że intensywność gry będzie większa, a na boisku trzeba też szybciej myśleć. Później okazało się, że mają rację – podsumowuje 24-latek.
Stuttgart do gry o punkty wróci 29 stycznia. Wówczas Kamiński i spółka zmierzą się na wyjeździe z FC Sankt Pauli.
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.