Lata lecą, a w polskiej piłce nie zmienia się to, że trenerzy, którzy w zamyśle mają pracować przez lata kończą jako szkoleniowcy na lato.
Trener Lecha miał powody do uśmiechu jedynie przed meczami o stawkę.
Pierwszym trenerem, który stracił pracę na szczeblu centralnym okazał się Sławomir Majak. Były reprezentant Polski wywiesił flagę po bolesnej porażce w Kołobrzegu. Siarka prowadziła 2:0 i grała z przewagą jednego zawodnika, a i tak przegrała. Majak wprowadził drużynę z Tarnobrzega do II ligi po latach III-ligowej posuchy, jednak to nie wystarczyło do tego, aby utrzymać fuchę na dłużej.
Siarka po siedmiu kolejkach ma na koncie pięć punktów. Tyle samo uzbierał Motor Lublin, który miał się bić o awans. Trener Stanisław Szpyrka miał być drugim Markiem Papszunem, a na razie nie jest nawet… szogunem. Każda kolejna porażka Motoru może być ostatnią 31-letniego szkoleniowca.
Na zapleczu Ekstraklasy po cienkim lodzie stąpa Tomasz Grzegorczyk. Jego wypowiedź („Sam siebie nie zatrudniałem i sam siebie nie zwolnię:) na konferencji prasowej świadczy o sporej desperacji. Domaganie się wzmocnień także nie poprawi jego lecących na łeb, na szyję notowań. Niepewny przyszłości mogą być też Marcin Prasoł (Górnik Łęczna) oraz Dariusz Dudek (Sandecja Nowy Sącz).
A co w Ekstraklasie? Czarne chmury zbierają się nad głową Wojciecha Łobodzińskiego. W poprzedniej przygodzie Miedzianki z Ekstraklasą Dominik Nowak przepracował cały sezon pomimo regularnych wpadek i związanego z nimi spadkiem. Czy władze legnickiego klubu znowu wykażą się cierpliwością? Szybko po starcie sezonu na wylocie z karuzeli znaleźli się trenerzy dwóch europucharowiczów. Decyzje opiekuna Lechii Tomasza Kaczmarka są coraz bardziej ryzykowne i coraz mniej popularne. Cóż, tonący brzytwy się chwyta.
Na koniec John van den Brom, który niemal od początku pracy w Poznaniu jest pod pręgierzem. Mistrzowie Polski nie grają ani ładnie, ani skutecznie, ani z pomysłem. Paradoksalnie, awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji Europy, który jest na wyciągnięcie ręki, może okazać się pocałunkiem śmierci dla trenera, a dla Kolejorza przyczynkiem do powtórki z nieudanego sezonu 2020-21.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.