Wydawało się, że Śląsk Wrocław wychodzi powoli na prostą, tak jeśli mowa o aspekt sportowy, jak i finansowy. Nic z tego. O ile wyniki osiągane przez mistrzów Polski są coraz lepsze, to w klubowym skarbcu widać już dno.
Kwestią finansów klubu zajęła się w poniedziałek rada nadzorcza. Wnioski? Śląskowi pieniędzy wystarczy jedynie do końca października, a dalsze funkcjonowanie klubu zależy od tego, czy gestem wykaże się Zygmunt Solorz. – Pan Solorz powinien w najbliższych dniach się określić i przedstawić konkrety dotyczące dalszego finansowania Śląska – wyznał Włodzimierz Patalas, członek rady nadzorczej.
– Do klubu wkrótce wpłyną jakieś pieniądze, jednak to nie wystarczy na utrzymanie zespołu. Dlatego czekamy na konkrety ze strony pana Solorza. Powinien się określić, ile pieniędzy jeszcze tym roku wpłaci do klubowej kasy – dodał.
To czy Solorz dofinansuje Śląsk, to jedno, a osobną kwestią jest jego dług wobec Wrocławia, który obecnie wynosi 6 milionów złotych. Współwłaściciel klubu miał uregulować należności jesienią, jednak wiadomo, że jeszcze tego nie zrobił.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.