W sobotnie popołudnie Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało na własnym boisku z czeską Karviną 0:2. Trener „Górali” Robert Kasperczyk nie ukrywał swojego rozczarowania słabą postawą swoich zawodników.
– Spodziewałem się, że będę mógł po tym spotkaniu zweryfikować dyspozycję zawodników. Warunki do gry były jednak ekstremalne i zdaję sobie sprawę, że w lidze nie stracimy takich bramek, jakie dziś straciliśmy. Przy takich kuriozalnych golach i na tak trudnym boisku nie jest łatwo odrabiać straty – powiedział Kasperczyk.
– Mam świadomość, że na tydzień przed ligą ten wynik jest zły, a morale zespołu nie poszło w górę. Natomiast nie będę wyciągał żadnych konsekwencji, ani daleko idących wniosków. Mecz przez 90 minut przypominał granie w futbol na zasadzie „kopnij i biegnij”. W lidze takich spotkań na szczęście nie ma – kontynuował.
– Chciałbym, żeby ten mecz był rozegrany przynajmniej w takich warunkach, jakie mieliśmy w Grodzisku Wielkopolskim. Jednak wiem, że nie jest to usprawiedliwieniem, bo rywal miał je takie same – zakończył opiekun Podbeskidzia.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.