W niedzielę zawodnicy Athleticu Bilbao nie mieli czasu na odpoczynek. Wybrali się do Barcelony, gdzie dość nieoczekiwanie ulegli miejscowemu Espanyolowi (1:2).
Piłkarze z Kraju Basków przegrali ostatnio w 1/8 finału Ligi Europy z Valencia na Estadio Mestalla, ale i tak zdołali awansować do kolejnej rundy. Zagrają w niej z następnym rywalem z krajowych boisk – i zarazem obrońcą trofeum – Sevillą.
Zawodnicy Athleticu najpierw jednak muszą skupić się na zmaganiach w Primera Division. W niedzielę czekało ich starcie z drużyną ze stolicy Katalonii, ale nie z tą, o której mówi cały świat, a z Espanyolem.
Faworytami oczywiście były Lwy, które na hiszpańskich arenach zwyciężyły ostatnio cztery kolejne spotkania. Niedzielny mecz również rozpoczął się dla nich bardzo obiecująco. Goście już po 20 minutach wyszli na prowadzenie po bramce Javiera Eraso.
Korzystny dla Athleticu wynik utrzymywał się do początku drugiej połowy. Wówczas Espanyol, a konkretnie Abraham, wykonywał rzut rożny. Najwyżej wyskoczył Pape Diop i celnym uderzeniem doprowadził do remisu. Kilka chwil później było już 2:1. Wprowadzony na boisko Felipe Caicedo świetnie przyjął sobie piłkę w polu karnym, a następnie przechytrzył strzegącego bramki Gorkę Iraizoza.
Gospodarze do siatki trafili jeszcze raz, ale po pierwsze ze spalonego, a po drugie sfaulowany został bramkarz Iraizoz. Sędzia gola oczywiście nie uznał i Espanyol wciąż musiał walczyć o utrzymanie korzystnego wyniku. Goście nie byli w stanie konkretnie zagrozić bramce Espanyolu i po raz ostatni gwizdek arbitra zabrzmiał przy stanie 2:1. Mogło być i 3:1, ale w słupek trafił w doliczonym czasie gry Mamadou Sylla.
Espanyol zdobył trzy punkty, dzięki czemu awansował na 12. pozycję. Athletic pozostaje na szóstym miejscu, ale za jego plecami czai się Celta Vigo.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.