– Tego typu spotkania rządzą się swoimi prawami i trudno kogoś stawiać w pozycji faworyta. My gramy jednak u siebie i to Legia ma się nas bać, a nie my jej. Musimy narzucić rywalom swoje tempo i zagrać bardzo ofensywnie – powiedział pomocnik Lecha Poznań, Jacek Kiełb przed sobotnim hitem 22. kolejki Ekstraklasy, w którym rywalem mistrzów Polski będzie warszawska Legia.
– Czego brakuje nam, by dojść do pełni formy? Strzelania bramek. Gdybyśmy je zdobywali, to wygrywalibyśmy mecze, wszystko byłoby w porządku i nikt nie miałby do nas pretensji, że przeplatamy dobre występy słabymi – ocenił Kiełb.
Trener „Kolejorza”, Jose Maria Bakero przyznał, że jedną z przyczyn ostatnich niepowodzeń jego podopiecznych jest zbyt mała agresja prezentowana przez nich w trakcie gry. – Jeśli trener tak mówi, to widocznie tak jest – odpowiedział na ten zarzut pomocnik drużyny z Poznania. – Gdyby w naszej grze było jeszcze więcej agresji niż dotychczas, to może strzelalibyśmy te bramki i notowali więcej odbiorów piłki. Nie ma jednak mowy o odpuszczaniu, a tym bardziej nie może ono mieć miejsca w spotkaniu z Legią. Wiadomo jaki to jest mecz, co znaczy dla kibiców. Będziemy robić wszystko, by wygrać.
– Na pewno szczególnie uważać trzeba będzie na Miroslava Radovicia i Michała Kucharczyka, którzy bardzo dobrze prezentują się w ostatnich meczach. Szczególnie drugi z nich, który robi w ataku sporo wiatru. Musimy ich pilnować, ale nie możemy grać defensywnie. Powinniśmy atakować, bo zagramy u siebie – dodał Kiełb.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.