Pierwsza połowa stała pod znakiem raczej nisko lotnego widowiska, w którym drużyny nie pokazały pełni swoich możliwości. Częściej przy piłce była drużyna Legii Warszawa, jednak w ich grze znacząco brakowało jakiejkolwiek jakości. Lech Poznań koncentrował się na obronie we własnej połowie i skutecznie oddalał zagrożenie, czyhając przy tym na stworzenie szybkich kontr.
Dopiero w 20. minucie Mikael Ishak miał pierwszą, dogodną sytuację strzelecką w tym meczu, kilka minut później Walerian Gwilla kilkukrotnie uderzał z dystansu, jednak piłka po jego strzałach znacząco mijała się z bramką.
W 30. minucie Josip Juranović wpakował piłkę do własnej siatki. Trafienie co najmniej kontrowersyjne, Chorwat źle dostawił stopę i skierował piłkę prosto do swojej bramki, błąd popełnił również Artur Boruc, który w tym momencie biernie podszedł do tej sytuacji i nie zdołał wybić piłki sprzed linii bramkowej.
Po przerwie starcie zdecydowanie się ożywiło. Podobnie jak na początku pierwszej części spotkania żywsi byli Legioniści. W 57. minucie Paweł Wszołek miał wyborną okazję do wyrównania wyniku, dobrze znalazł sobie przestrzeń do oddania strzału, jednak piłka po uderzeniu minęła się z poprzeczką.
Legia naciskała i w 67. minucie osiągnęła cel, Kacper Skibicki wyrównał wynik meczu na Łazienkowskiej. 19-latek z Chełmna od razu uderzył piłkę po podaniu Wszołka, strzał był na tyle mocny, że Filip Bednarek nie miał kompletnie żadnych szans na udaną interwencję.
Później to Lech przejął inicjatywę, coraz aktywniejsza była formacja ofensywna drużyny z Poznania, jednak brakowało skuteczności i świetnymi interwencjami popisywał się Artur Boruc.
Legii Warszawa w doliczonym czasie udało się wyrwać trzy punkty. Rafael Lopes dosłownie w ostatnich sekundach meczu skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu Juranovicia. Hiszpański zawodnik był kompletnie nie pilnowany przez defensorów Lecha i miał przed sobą wyłącznie bramkarza.
Dzięki zwycięstwu stołeczna drużyna zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji PKO BP Ekstraklasy. Dla Lecha to już szósty mecz w tym sezonie ze stratą punktów i trzecia porażka. Z dziewięcioma punktami na koncie podopieczni Dariusza Żurawia są dopiero na 12. miejscu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.