Leo Messi kontra Casemiro albo Sergio Ramos, Luis Suarez kontra Raphael Varane, Luka Modrić versus Ivan Rakitić, Karim Benzema z Gerardem Pique – te fascynujące pojedynki dodają smaku kolejnym klasykom od lat. Ale już się trochę wszystkim znudziły.
LESZEK ORŁOWSKI
Teraz natomiast, podczas środowego meczu Realu z Barcą w Copa del Rey oraz/lub sobotniego w lidze, dojdzie do starcia całkiem nowego, oczywiście o ile trenerzy zdecydują się postawić na młodych. Przy prawej, z punktu widzenia Barcelony, linii bocznej staną naprzeciwko siebie Malcom i Sergio Reguilon.
W przypadku Reguilona nie ma chyba wątpliwości co do tego, że przynajmniej w jednym, ale zapewne w obu meczach Santiago Solari jego, a nie Marcelo, nominuje do podstawowej jedenastki. Wnioski, które wynikają z porównania wyników Realu, gdy na lewej obronie grał jeden i drugi (patrz ramka), są porażające. Z Marcelo Real prawie nie potrafi wygrać meczu, z Reguilonem – wygrywa wszystkie. Latem zmagania o miejsce na tej pozycji wyglądały na nierówne, przypominały starcie wielkiego parowca z małą żaglówką – tym pierwszym był oczywiście Marcelo. Dziś trzeba powiedzieć, że Reguilon wygrywa przez nokaut.
Trochę inaczej wygląda sytuacja Malcoma. Gdy zdrowi są trzej wielcy napastnicy Barcy: Messi, Suarez i Ousmane Dembele, nie może liczyć na miejsce w jedenastce. Ale w pierwszym meczu Copa del Rey, gdy brakowało Francuza, a Messi wszedł z ławki, trener Ernesto Valverde postawił na młodego Brazylijczyka, a ten spisał się znakomicie, strzelił gola i był najgroźniejszym zawodnikiem swojej ekipy. Na pewno zagrał o wiele lepiej niż Philippe Coutinho. Po tym, co stało się 6 lutego na Camp Nou, nie sposób wręcz wyobrazić sobie, żeby Malcom nie dostał jakichś minut w nadchodzących dwóch spotkaniach, a nikogo nie zdziwi, jeśli jedno z nich zacznie w wyjściowej jedenastce.
Tak więc do starć Malcoma z Reguilonem niechybnie dojdzie. Marcelo, który grał w pierwszym meczu, nie stawił wielkiego oporu skrzydłowemu Barcy. Młody Hiszpan na pewno zrobi to lepiej.
BILETY DLA KOLEGÓW Z LOGRONES
Gdy w 2005 roku Real Madryt otwierał nowy ośrodek treningowy w Valdebebas, na pierwszy, pokazowy trening została zaproszona drużyna dziewięciolatków, czyli rocznika 1996. Jednym z chłopców, którzy zainaugurowali nowe centrum doskonalenia kadr, był Sergio Reguilon.
Urodził się 16 grudnia 1996 roku w Madrycie, do którego jego rodzice przyjechali z okolic miasta Zamora z regionu Kastylia-Leon. Tata był policjantem, mama prowadziła małą agencję obrotu nieruchomościami. Mały Sergio futbolowej sztuki uczył się wyłącznie w Realu Madryt, który jest jego pierwszym klubem. To żaden farbowany lis po romansie z Atletico, jak Raul czy Alvaro Morata, lecz stuprocentowy wychowanek Los Blancos. Był gwiazdą swego zespołu, wydawało się, że jako nastolatek zadebiutuje w pierwszej ekipie. Ale nagle, gdy miał lat 15, przestał rosnąć i w ogóle rozwijać się fizycznie. Rówieśnicy zaczęli go przeganiać. Trenerzy i lekarze doszli jednak do wniosku, że nie dzieje się nic złego, po prostu Sergio dojrzewa w taki a nie inny sposób, lecz na pewno osiągnie odpowiedni wzrost, skoro jego brat jest bardzo wysoki. Nie zaaplikowano mu więc żadnych hormonów wzrostu, niczym Messiemu, i dobrze, bo w końcu organizm chłopca ruszył i przed 20 urodzinami Sergio dorósł do swych obecnych 178 centymetrów.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (9/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.