Przejdź do treści
Klub w Mieście Świętej Wieży. Projekt Raków

Polska Ekstraklasa

Klub w Mieście Świętej Wieży. Projekt Raków

Z kilku powodów o Rakowie w tym sezonie było już głośno. A to w związku z odważnymi wypowiedziami właściciela, a to przez brak własnego stadionu, w końcu dzięki pracy niebanalnego trenera. Prawdziwy szum jednak nastąpi, gdy beniaminek uzyska awans do górnej ósemki.

ZBIGNIEW MUCHA


A nawet jeśli nie uzyska – po ostatnim remisie z ŁKS może być już o to bardzo trudno – to raczej nie spadnie i o miejsce w przyszłym sezonie rozgrywek ekstraklasowych martwić się nie będzie musiał. A nie będzie również z tego powodu, że właśnie otrzymał licencję na kolejny sezon, co wcale nie było takie pewne, wręcz przeciwnie – wydawało się mało prawdopodobne. Prezes PZPN Zbigniew Boniek przekonywał, że jeśli klub nie będzie miał w lipcu praktycznie gotowego stadionu spełniającego licencyjne wymagania, wróci tam, gdzie był przez ostatnie dwa lata – czyli na zaplecze. No to już wiadomo, że o ile nie spadnie w sportowej rywalizacji, to nie wróci.

Trzy dychy za mecz? Może nie.

Swoje wyjazdowe mecze Raków rozgrywa w Bełchatowie, co jest oczywiście sytuacją nienormalną na tym poziomie rozgrywkowym. Stadion w Częstochowie, przy ulicy Limanowskiego, wymaga gruntownej modernizacji. W budżecie miasta zabezpieczono środki na ten cel, wszystko jednak się opóźnia. Zycieczestochowy.pl: „Magistrat czeka obecnie wyznaczenie terminu rozprawy przez Krajową Izbę Odwoławczą, która 28 kwietnia po przyjęciu przez Radę Ministrów ustawy o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, wznowiła swoją działalność. Klub zapewnił, że wspólnie z przedstawicielami miasta czeka na wyznaczenie terminu rozprawy i głęboko wierzy w to, że zostanie on wyznaczony w możliwie najszybszym czasie. Przypomnijmy, że sprawa dotyczy odwołania się konsorcjum firm Stadion Pro i Granit-Tec od wyniku procedury przetargowej. Zwycięzcą przetargu została firma InterHall z Katowic, z którą miasto nie może podpisać umowy do czasu, kiedy odwołanie przez KIO nie zostanie rozpatrzone”. 

W ubiegły wtorek zapadł wyrok Komisji ds. Licencji Klubowych. Raków, obok Pogoni Szczecin, jest jednym z dwóch klubów objętych nadzorem infrastrukturalnym. Nie zostanie z ligi wyrzucony, będzie mógł dalej korzystać z obiektu w Bełchatowie, ale za każdy na nim mecz zapłaci – jako środek nadzoru – 30 tysięcy złotych. Sporo, ale w Częstochowie i tak cieszą się z takiego rozwiązania.

– Podręcznik licencyjny dla klubów Ekstraklasy jasno wskazuje sytuację, w której klub po przedstawieniu stosownych dokumentów, może wnioskować o rozgrywanie swoich meczów na stadionie zastępczym. Raków takie dokumenty przedłożył i stąd decyzja Komisji Licencyjnej, która dała nam czas do końca roku na uregulowanie spraw związanych ze stadionem. Dopiero od nowego roku, czyli rundy wiosennej sezonu 2020-21, za każdy mecz rozegrany poza Częstochową, czyli w naszym przypadku w Bełchatowie, będziemy musieli zapłacić 30 tysięcy złotych. Przyznanie licencji, nawet obłożonej warunkami i nadzorem infrastrukturalnym, to z jednej strony na pewno ulga, ale jednocześnie także mobilizacja do pracy. Wierzę, że nie będziemy musieli ponosić wspomnianych kosztów. Jest bowiem realna szansa na to, że od nowego roku Raków grać będzie na zmodernizowanym stadionie w Częstochowie. Są złożone dwie oferty na wykonanie prac niezbędnych dla kryteriów licencyjnych – jedna przewiduje pięciomiesięczny okres robót, druga ośmiomiesięczny. W jednym i drugim wypadku możemy wyrobić się przed startem rundy wiosennej sezonu 2020-21 – zapewnia prezes Rakowa, Wojciech Cygan. 

Nie od razu Raków zbudowano. A szkoda. 

Choć opieszałość magistratu nie została dotkliwie ukarana, to Częstochowa przespała okres, w którym tak naprawdę powinno się zadbać o własny stadion. 

– Wiele czynników złożyło się na opóźnienie prac na obiekcie przy Limanowskiego – kontynuuje Cygan. – Same rozmowy i w konsekwencji podpisanie umowy z ministerstwem, które również przecież dokłada się do inwestycji, trwało dłużej niż zakładaliśmy. Pandemia z kolei spowodowała, że przez dwa miesiące nie orzekała Krajowa Izba Odwoławcza, która rozstrzygała odwołanie jednej z firm. Teraz na stole są dwie oferty podobne pod kątem finansowym. Koszt? Niespełna 20 milionów złotych. Jedna oferta opiewa na 17,5, druga – 18,5 miliona. 10 milionów złotych daje ministerstwo, resztę – miasto Częstochowa.

Obecnie obiekt przy Limanowskiego nie posiada choćby odpowiedniej liczby zadaszonych miejsc oraz systemu podgrzewania murawy. Nawet po modernizacji stadion nie zyska miana nowoczesnego, po prostu spełni minima, które dopuszczają do zabawy na najwyższym, krajowym poziomie. A póki co konieczność gry w Bełchatowie to prócz niższej, niż przypuszczalna w Częstochowie, frekwencji i jednak – mimo wszystko – poczucia obcego boiska, także dodatkowe wydatki.

– Jeśli dodalibyśmy do siebie koszty wynajęcia stadionu w Bełchatowie oraz sumę, jaka nie trafiła do naszej kieszeni, a mogłaby trafić, gdybyśmy grali w Częstochowie, to pewnie w sumie kwota przekroczyłaby 2 miliony w skali sezonu – rachuje prezes. – Dodatkowe koszty? Oprócz najmu stadionu za każdym razem czeka nas konieczność zakwaterowania w hotelu, organizacji mini-zgrupowania. Przy okazji tzw. domowych meczów musieliśmy zorganizować przynajmniej jeden trening w Bełchatowie. Do tego dochodzi choćby zainstalowanie na obiekcie własnych reklam czy przewiezienie osób z obsługi meczu. Natomiast w momencie, kiedy będzie można wpuszczać kibiców na stadiony, zamierzamy umożliwić wejście na mecze w Bełchatowie naszym fanom, nawet jeśli nie byłoby to dla nas specjalnie opłacalne ekonomicznie, bo piłka jest dla kibiców – po prostu. Będziemy mogli zaprosić na mecz około tysiąca widzów, średnio do Bełchatowa z Częstochowy jeździło około trzech tysięcy. Na tzw. dniu meczowym specjalnie nie zarabialiśmy. Ceny biletów nie były wygórowane, pozostałe wpływy to niewielkie sumy biorąc pod uwagę koszty. Wiadomo, że kibice muszą jakoś dojechać. Nawet jeśli współfinansowaliśmy autokary, to transport własny i tak kosztował naszych fanów. Z samej frekwencji jesteśmy jednak bardzo zadowoleni. Trzeba pamiętać, że z Częstochowy do Bełchatowa mamy około 80 kilometrów. Taka wyprawa zabiera w sumie nawet pół dnia.

Istotna rzecz – drużyna grała przez wiele miesięcy nie mając stuprocentowej pewności, że nawet w przypadku utrzymania wywalczonego na boisku, nie zostanie karnie spuszczona piętro niżej. A takie podejrzenie wkradające się do głów nie musi wpływać pozytywnie na wyniki, choć akurat trener Marek Papszun zapewnia, że nie ciążyła mu licencyjna niepewność.

– Nie zaprzątało mi to głowy – twierdzi. – Ja mam swoją pracę, swoją działkę i muszę myśleć, by drużyna jak najlepiej prezentowała się na boisku. Na kwestie proceduralne, infrastrukturalne nie mam wpływu. Jedyne co mogłem, to właśnie postawą na boisku pomóc zmobilizować środowiska częstochowskie do działań w kierunku nowego stadionu. Zawodnicy? Myślę, że oni również skupiali się na czym innym. Tym bardziej że w ostatnich miesiącach wszystko zeszło na dalszy plan, musieliśmy nauczyć się żyć z innymi problemami. Natomiast nie ukrywam, że zimą, podczas zgrupowania na Cyprze, wyczułem pewien niepokój. To było wówczas, gdy jedna z firm oprotestowała przetarg i zaczęto mówić o realnych opóźnieniach. Odwiedzili nas wówczas właściciel klubu razem z prezesem i uspokoili sytuację. Teraz, gdy wszystko się wyjaśniło, chyba tym bardziej wzrosło zaufanie do naszych szefów.

Boją się Papszuna? Ich strata.

Cztery sezony w Ekstraklasie w połowie lat 90. (najwyższe: ósme miejsce 1996), finał Pucharu Polski 1967, dwa półfinały 1972 i 2019 plus świadomość wychowania Jakuba Błaszczykowskiego – to najlepsze, co spotkało fanów spod Jasnej Góry. Ostatnio wiodło się Rakowowi kiepsko. Dziewięć lat w drugiej lidze, w końcu dwa sezony na zapleczu. Zatrudniony w 2016 roku Papszun zrobił dwa awanse. W konsekwencji szybko zrobiło się głośno o nim samym. A że człowiek to niebanalny, z sympatią zaczęto mówić i pisać nie tylko o nim, ale i o klubie.

Przypomnijmy – Raków awans do Ekstraklasy zapewnił sobie cztery kolejki przed końcem pierwszoligowego sezonu. Był mocny, tak podejrzewano. Chwalony za swój styl, za perfekcjonizm stałych fragmentów, zmysł taktyczny trenera. Weryfikacją siły i jakości zmierzającego do elity zespołu miały być ćwierćfinałowe gry o Puchar Polski. Raków mając już na rozkładzie Lecha, w marcu ubiegłego roku wyrzucił z rozgrywek Legię. To był jasny sygnał, że do Ekstraklasy wraca poważny zawodnik.

Tymczasem do dziesiątej kolejki szło dość topornie. Beniaminek starał się prezentować fajną piłkę (taki poniekąd jest wymóg właściciela), lecz efektów punktowych brakowało. Po jednej trzeciej sezonu zasadniczego był na 13. pozycji – 9 punktów na 30 możliwych, 3 wygrane, 7 porażek. Co ważne jednak – nie było czarnych serii. Jeśli zdarzyły się dwie kolejne porażki, potem niespodziewanie następowało przełamanie. Następne 18 ligowych kolejek przyniosło już 29 oczek. Pojawiła się regularność. Aż 17 goli beniaminek zdobył po stałych fragmentach, w tym wypadku nieoceniony był Tomas Petrasek. Wysoki stoper zdobył 5 bramek: wszystkie głową – dwie po kornerach, dwie po rzutach wolnych, jedną po wyrzucie z autu.

Niedawno, na łamach „Przeglądu Sportowego” właściciel klubu Michał Świerczewski przyznał, że niezależnie od ważnego kontraktu lubi wypłacić swoim zawodnikom, za szczególne zasługi, specjalną premię. Takie otrzymywał Petrasek, ale nie tyko on. Ów zwyczaj mógłby stanowić magnes dla tych, którzy się wahają – iść do Częstochowy, czy nie. Wielu zrezygnowało, być może dlatego, że mało rozpoznawalnemu beniaminkowi, mającemu określone problemy infrastrukturalne, trudno było rywalizować na rynku. Być może dlatego nie trafili pod Jasną Górę Igor Lewczuk czy Przemysław Płacheta. Raków był – według przypuszczeń właściciela – klubem drugiego, trzeciego wyboru. Ale z każdą rundą to się zmienia i latem dla wielu może być klubem pierwszego wyboru.

Chyba że przeszkodę stanowić będzie Papszun. Bo tak jak dla wielu zawodników trener beniaminka jest magnesem, tak na niektórych działa niczym straszak. To detalista, lubiący wszystkiego dotknąć, sprawdzić, zgłębić, a o swoich piłkarzach wiedzieć maksymalnie dużo, także o życiu osobistym. Nie z ciekawości, ale by pomóc – jeśli będzie trzeba.

– Pewnie jest tak, że niektórzy zawodnicy nie przyszli do Rakowa bojąc się trenera Papszuna. Myślę jednak, że to także jest jakaś weryfikacja. Jeśli ktoś boi się pracy, dyscypliny, nasłuchał się o trenerskim, rzekomym kacie i dlatego rezygnuje, to bardzo dobrze, że do nas nie trafił – uważa Cygan.

Papszun: – Czy piłkarze się mnie boją? Słyszałem te opinie. Mówią mi to czasami menedżerowie zawodników, którzy mogliby do nas przyjść, ale tego nie robią. Ponoć boją się twardej ręki, dyscypliny, porządku… Fakt, lubię dyscyplinę – na boisku i poza nim. Interesuję się tym, co robią piłkarze. Jestem również zwolennikiem ciężkiej pracy. Natomiast jeśli mnogość założeń i wymagań dla niektórych jest nie do zaakceptowania i ich menedżerowie mi o tym mówią szczerze, to OK, szanuję takie podejście, choć go… nie rozumiem. W jaki sposób chcą bowiem zrobić karierę na Zachodzie, gdy trzeba będzie przyswoić sto rozmaitych schematów rozegrania stałego fragmentu gry i 150 rozwiązań taktycznych konkretnej sytuacji. Potwierdzam, kilku piłkarzy nie trafiło do Rakowa, ponieważ uznali, że z Papszunem nie będzie im po drodze. Trudno.

Ci, którzy jednak trafili, nie narzekają. – Kontrakty zawodnicze obowiązujące do końca czerwca udało się nam aneksami przedłużyć do końca lipca, więc pod tym względem jest spokój – zapewnia prezes. – To nie znaczy oczywiście, że z niektórymi piłkarzami nie będziemy jeszcze rozmawiać o podpisaniu dłuższych umów. Mamy trochę czasu i kilka spotkań do rozegrania. Nie było też problemów z aneksami obniżającymi na czas epidemii pobory zawodników. Rozmowy o redukcji zarobków nigdy nie są łatwe, ale wszyscy w klubie podeszli do tego rozsądnie. Trochę mdli mnie, gdy słyszę lub czytam, że w jakimś klubie panuje rodzinna atmosfera, ale w naszym przypadku mogę śmiało powiedzieć, że relacje są dobre, pełne wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Do Częstochowy na kolanach? Niekoniecznie.

Czy Raków zrobił progres w porównaniu do czerwca 2019? 

– Tak, jesteśmy coraz lepszym i dojrzalszym zespołem – uważa trener. – Nawet we Wrocławiu, grając przeciwko mocnej drużynie, na jej boisku, kontrolowaliśmy mecz, a wcześniej tak nie bywało. Gdyby nie dziwna decyzja sędziego, wyjechalibyśmy z trzema punktami… Z ręką na sercu, każdy z piłkarzy Rakowa zrobił progres w ciągu ostatnich miesięcy. W tej chwili jest fajna, wyczyszczona, w dobrym tego słowa znaczeniu, grupa zawodników. Komplikuje mi oczywiście sytuację kontuzja Miłosza Szczepańskiego, ponieważ był to jeden z naszych wiodących zawodników. Jestem przekonany, że gdyby był zdrowy wiosną, byłby jeszcze lepszy niż jesienią. 

Cygan: – Zakładany przed sezonem budżet ulegał modyfikacjom, nikt nie spodziewał się pandemii i jej konsekwencji. Generalnie jednak koszt funkcjonowania klubu, w tym utrzymania I drużyny, to około 20 milionów złotych rocznie. Dodatkowo należy doliczyć koszty akademii. Na jej działalność przeznaczamy ponad 4 miliony rocznie. Uważam, że sporo, ale to dla nas bardzo ważny segment działalności. Nie wiem ile klubów w Polsce przeznacza na swoje akademie więcej środków. Myślę, że jesteśmy pod tym względem w czołówce.

Prawdopodobnie tuż za pudłem, bo jednak Legia, Lech czy Zagłębie przeznaczają zapewne większe środki na młodzież. W każdym razie dyrektorem częstochowskiej akademii jest Marek Śledź. On kieruje kuźnią (od dawna współpracowała z Borussią Dortmund), z której I drużyna ma wkrótce czerpać pełnymi garściami. Dzieci dojeżdżają nie tylko z Częstochowy, ale z całego regionu. Dla właściciela to oczko w głowie. Ma nadzieję, że wkrótce rocznik 2003 zacznie pukać do Ekstraklasy, lecz prawdziwa fala ma nastąpić wraz z dojrzewaniem rocznika 2006. Ideą jest zachowanie balansu, między własnym narybkiem, utalentowanymi polskimi zawodnikami, często zwyczajnie wyszperanymi w rezerwach innych klubów Ekstraklasy, a obcokrajowcami. Najlepiej sprawdzonymi, stąd już w styczniu podpisanie obowiązującej od lipca umowy z Vladislavsem Gutkovskisem. 

– Transfery? Myślimy już o nich pod kątem nowego sezonu – przyznaje Papszun. – Co istotne, do tej pory jakoś specjalnie piłkarze z Rakowa nie odchodzili, ale wkrótce, po dobrym – mam nadzieję – sezonie, te transfery wychodzące nas dotkną. 

Pytany czy ma w zespole piłkarzy z najlepszych trójek na swoich pozycjach odpowiada: – Jednego na pewno. Myślę o Tomku Petrasku. 

To właśnie na czeskim dwumetrowcu Raków może zarobić najwięcej, jeśli zdecyduje się go sprzedać. – Otrzymaliśmy pisemną propozycję na kilkaset tysięcy euro za niego. Niedawno było kolejne zapytanie w okolicach miliona. Zapewne latem takie oferty znów się pojawią, pewnie na nieco wyższym poziomie, a być może znacznie – twierdził jeszcze przed wybuchem pandemii, właściciel klubu. – Wszystko zależy od Tomka, to zawodnik z potencjałem sprzedażowym. Liczymy na Frana Tudora. Oczywiście potrzebuje jeszcze czasu, ale to nie jest stary zawodnik, rocznik 1995. Zimą na obozie trener jednej z rosyjskich drużyn pytał Felicio Browna Forbesa o możliwość transferu do ich ligi. Jest kilku zawodników budzących zainteresowanie – mówi właściciel.

Trener Papszun? Ręce precz.

W pewnym momencie Michał Świerczewski był dość aktywny medialnie. To od niego wyszła propozycja dokończenia ligi w niecodziennych okolicznościach, które wywołała pandemia. Rzucił pomysł rozegrania ligi na kilku oddalonych od siebie w nieznacznej odległości obiektach, wcześniejszym zgrupowaniu wszystkich klubów w wybranych ośrodkach, hotelach. Przebadani, po kwarantannie, dopuszczeni mieli zostać do „ligowego turnieju”. Jego propozycja przez wielu została wyśmiana. Niesłusznie. Niosła ryzyko i znaki zapytania,, na pewno wymagała dopracowania, ale mogła stanowić punkt wyjścia i to nie musiał być zły pomysł. Świerczewski w końcu przyznał, że jego propozycja, wówczas, była spóźniona, a na przyszłość – przedwczesna. W każdym razie autor pomysłu zdecydował oddać się pracy, mniej czasu poświęcając mediom. Bodaj ostatni duży wywiad z jego udziałem ukazał się na początku marca, w „Przeglądzie Sportowym”. To z niego pochodzi powyższa wypowiedź. 

Po zgłoszonej publicznie propozycji nietypowego zgrupowania ligi o Świerczewskim było głośno. Tak samo jak wcześniej, gdy ustalił cenę odstępnego dla chętnych do pozyskania „jego” trenera. Trzeba przyznać, że Papszun od początku miał dobrą prasę. Media go lubiły, bo był wdzięcznym, mądrym rozmówcą o niebanalnym życiorysie wieloletniego nauczyciela historii i wf w ząbkowskim gimnazjum. Pasjonat, który przemierzał dziennie mnóstwo kilometrów, by móc łączyć fach pedagoga z trenerką. A łączył go jeszcze na poziomie II ligi, gdy pracował w Legionovii. Tyle że prócz tego, że fajnie wypadał mówiąc do dyktafonu, miał też wyniki. Co prawda tylko na zapleczu, ale nie przeszkodziło to zainteresować się jego osobą największym – Legii (jeszcze przed zatrudnieniem Ricardo Sa Pinto) i Lechowi. 

„ Zrobiło się „małe” zamieszanie z Markiem Papszunem. Życie uczy, aby nigdy nie mówić nigdy. W tym przypadku trzeba szybko zakończyć temat. Albo ktoś zapłaci 30 mln zł, albo mówię definitywne nigdy w życiu. Ręce precz od Papszuna” – wyartykułował wówczas na Twitterze swoje stanowisko Świerczewski.

– Jak z propozycjami z innych klubów? Nie wiem czy ktoś mnie jeszcze chce. Wszyscy być może zrazili się sumą odstępnego jaką podyktował właściciel. A mówiąc poważnie, to mam jeszcze przez rok ważny kontrakt w Częstochowie i zamierzam go wypełnić. Jest obustronne zadowolenie, a to najważniejsze – deklaruje dziś Papszun.

Ekstraklasa 2019. Coś się nie zgadza?

Rodowód klubu jest robotniczy. Powstał w dzielnicy Raków, tam gdzie była huta. Ani tam pięknie, ani bezpiecznie. W sumie normalna sprawa. Dziś kojarzony jest z firmą swojego właściciela. A to firma na wskroś nowoczesna, więc taki również ma być klub. X-kom specjalizuje się w nowych technologiach, zajmuje komputeryzacją.

Prawie 20 lat minęło od czasu, kiedy przy ulicy Wolności w Częstochowie otwarty został pierwszy salon, a właściwie niewielki sklep x-kom. Świerczewski (dziś prezes spółki) w 2002 roku był na ostatnim roku studiów informatycznych na miejscowej Politechnice, gdy wraz ze wspólnikami stworzył firmę, która z czasem stała się ogólnopolską siecią sklepów komputerowych. Rozwój branży IT spowodował, że firma dość szybko ruszyła z kopyta. Jej rozrost przyspieszyły nowe gadżety elektroniczne, rewolucjonizujący się szybko rynek smartfonów oraz sprzedaż internetowa. Z jednego sklepu zrobiło się kilkadziesiąt salonów w całej Polsce. Z zatrudnionych kilku osób – prawie półtora tysiąca, według danych z 2019 roku.

Ponieważ Świerczewski urodził się i wychował w Częstochowie, a piłką się pasjonował, skierował swój wzrok na Raków. Człowiek, który zbudował taką firmę i nabył doświadczenie biznesowe, powinien (choć wcale nie musi) sprawdzić się również doskonale w zarządzaniu firmą piłkarską. Na razie to mu się udaje, klub stoi na zdrowych fundamentach. Ponieważ właściciel w ogromnym stopniu inwestuje własne pieniądze, decyduje w klubie o wszystkim. Kluczowe rozmowy odbywa osobiście z ludźmi, których zamierza zatrudnić. Rekrutując Papszuna zaprosił na rozmowę również psychologa, chciał poznać profil psychologiczny przyszłego trenera. Klub buduje wg własnego pomysłu, ale rozsądnie. Płaci godnie, lecz nie rozrzuca pieniędzy, na które ciężko pracuje. I ma cel. 

W archiwum klubowej strony można odnaleźć relację z prezentacji „Nowy Raków. Druga połowa” z marca 2014 roku. To wtedy większościowy udziałowiec Michał Świerczewski przedstawił plan rozwoju klubu. – Naszym celem jest i zawsze będzie awans. I to awans w trzech aspektach: sportowym, ekonomicznym i społecznym – mówił. Padły też liczby i daty. Na rok 2016 wpisano awans do I ligi, trzy lata później miała być już Ekstraklasa. Coś się nie zgadza?

Cygan: – Naturalnym celem beniaminka jest utrzymanie. Gdybyśmy zapewnili je sobie wcześniej awansując do górnej ósemki, bylibyśmy szczęśliwi. Kiedyś powiedziałem, że plan Rakowa na pięciolatkę przedstawia się następująco: co rok w górnej ósemce i chociaż raz awansować do europejskich pucharów. Nie wiem jak będzie, ale ludzie pracujący w klubie są ambitni. Natomiast właściciel zadeklarował, że na przypadające za rok stulecie powstania klubu, chciałby osiągnąć historyczny sukces. Jaki? Zobaczymy. Raków to projekt, który – jestem przekonany – dopiero się rozwija. Michał Świerczewski mocno angażuje się w życie klubu. Oczywiście piłka nożna jest dla niego ważna, podobnie jak Raków, ale z racji zaangażowania w biznes nie może poświęcać całego swojego czasu na futbol. Nie jest więc tak, że codziennie rano nakreśla plan pracy, a wieczorem zdajemy mu sprawozdanie z tego, co udało się zrobić lub nie. W samym klubie pojawia się rzadko, niemniej trzyma rękę na pulsie.

Z dala od Łodzi. Fenomen negatywny.

O tym, że to klub niebanalny, podobnie jak ludzie nim zarządzający na różnych poziomach, świadczy najświeższa historia z Przemysławem Oziębałą. Jako piłkarz pomógł jeszcze Rakowowi awansować do pierwszej ligi, w końcu dał sobie spokój z poważnym graniem. Odszedł z klubu, potem wrócił, dostał angaż jako skaut oraz trener w akademii, i zawodnik II drużyny. Nagle trener włączył go do kadry meczowej na mecz ze Śląskiem, a potem wpuścił na boisko. Po prawie 5,5 latach Oziębała wrócił zatem do Ekstraklasy. Takie historie tylko w Częstochowie.

W niedzielę Raków podejmował ŁKS – padł remis, szczęśliwy dla gości. W październiku lepsi okazali się łodzianie, którzy dziś są gorsi od drugiego z beniaminków o – uwaga – 17 punktów. To przepaść.

– Jak to możliwe? Nie wiem, po prostu nie potrafię tego zrozumieć – mówi Papszun (ale jeszcze przed niedzielnym meczem). – Oglądałem w ubiegłym tygodniu dwa razy mecz ŁKS z Górnikiem. Łodzianie znów zagrali dobrze. Jasne, są pewne błędy, niedociągnięcia, ale to nie jest zły zespół. Tam wszystko się zgadza prócz wyników. To jakiś negatywny fenomen, coś nieprawdopodobnego, że grając tak w piłkę, ŁKS ma tak mało punktów. No ale skoro nie punktują, to muszą spaść…

Raków nie musi i pewnie nie spadnie. Co więcej, patrzy do góry.

– Czy brak miejsca w górnej ósemce byłby rozczarowaniem? Tak – nie ma wątpliwości trener. – Zgadzam się, że celem nadrzędnym jest utrzymanie, ale patrzę na wszystko z perspektywy tego, jak dotąd graliśmy. Ani jednego zwycięstwa nie odnieśliśmy dzięki łutowi szczęścia, każde było zasłużone, wywalczone. Przypominam co działo się, kiedy z powodu wirusa przerywano ligę. My chcieliśmy grać! A przecież jako beniaminek nie mieliśmy jeszcze pewnego utrzymania, więc zamknięcie ligi byłoby teoretycznie nam na rękę. Ale nie, mówiłem otwarcie – chcemy grać. Nie chcemy dziewiątego miejsca, tylko wyższe. Nie rozumiałem głosów nawołujących do zakończenia ligi. Głosów, moim zdaniem, podnoszonych w imię partykularnych interesów poszczególnych klubów. Byłem i jestem z dala od politykierstwa i kunktatorstwa. Zawsze. 


fot. 400mm.pl


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 23/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej