Nie było niespodzianki w jedynym zaplanowanym na piątek meczu włoskiej Serie A. AC Milan pokonał na własnym terenie niżej notowanego Empoli (3:0), a kolejnego gola w tym sezonie strzelił Krzysztof Piątek.
Tego faceta po prostu nie da się zatrzymać (fot. Reuters)
Weekendowe zmagania na włoskich boiskach miałby zacząć się od niezwykle interesującego – przynajmniej z punktu widzenia polskiego fana – spotkania. Awizowani do gry od pierwszej minuty byli bowiem wspomniany Piątek po stronie Milanu, a także Bartłomiej Drągowski w drużynie Empoli. Jak się okazało, obaj znaleźli się ostatecznie w wyjściowych jedenastkach.
Od początku, lepszy i bardziej dojrzały futbol prezentowali gospodarze, którzy znajdują się ostatnio w bardzo dobrej formie. Co prawda wspomniany Piątek był bardzo ściśle pilnowany przez obrońców Empoli, ale to sprawiało, że otwierało się miejsce dla innych zawodników „Rossonerich”, w tym m.in. Lucasa Paquety, który w 10. minucie wykorzystał świetną wrzutkę Ricardo Rodrigueza i skierował piłkę do siatki. Radość piłkarzy Milanu trwała jednak bardzo krótko, ponieważ interwencja VAR jasno wykazała pozycję spaloną Brazylijczyka.
Kilka chwil później miejscowi stanęli przed kolejna szansą. Tym razem mocno na bramkę Empoli uderzył Samu Castillejo, ale na wysokości zadania stanął Drągowski, który popisał się fantastyczną interwencją. W 26. minucie obaj panowie ponownie zagrali główne role i ponownie obronną ręką z tego starcia wyszedł Polak, który odbił strzał rywala z dystansu.
Po pierwszej bezbramkowej połowie, kiedy to Milan nie zaprezentował się jakoś specjalnie okazale, druga zaczęła się od wielkie trzęsienia ziemi. W 49. minucie Hakan Calhanoglu świetnie zagrał na prawym skrzydle i wyłożył piłkę przed bramkę, gdzie zdołał dopaść do niej… oczywiście Krzysztof Piątek, który z najbliższej odległości pokonał Drągowskiego i po raz kolejny potwierdził swoja znakomitą formę. Formalność.
Empoli nie zdołało się jeszcze otrząsnąć po stracie pierwszego gola, a już musiało przyjąć kolejny cios. Kilkadziesiąt sekund później w pole karne gości z Toskanii wpadł Franck Kessie, który wykończył świetną akcję Milanu efektownym lobem. Nokaut na San Siro.
Rozpędzona drużyna Gennaro Gattuso nie zamierzała zwalniać i skoro miała już rywala na łopatkach, to postanowiła pogrążyć go na dobre i podreperować swój bilans bramkowy. W 67. minucie wymierzoną na centymetry piłkę posłał Tiemoue Bakayoko, a jego podanie na trzeciego gola zamienił Samu Castillejo, który dołożył stopę z tuż przy bliższym słupku zmusił Bartłomieja Drągowskiego do następnej kapitulacji.
„Rossonerim” wciąż jednak było mało i dlatego strzelecki festiwal na San Siro trwał w najlepsze. W 78. minucie swojego gola zdobył również Fabio Borini, ale radość miejscowych trwała bardzo krótko. Sędzia dostał bowiem informację na słuchawkę i postanowił zobaczyć całą akcję na powtórkach. Wyrok? Pozycja spalona i decyzja o tym, by gola finalnie nie uznawać.
Krzysztof Piątek już tradycyjnie nie dotrwał na boisku do końca i został zmieniony przez Patricka Cutrone. Polski snajper ma już jednak osiemnaście trafień na swoim koncie w tym sezonie ligowy, co oznacza, że traci zaledwie jednego gola do liderującego tabeli najskuteczniejszych Cristiano Ronaldo.
Rezultat zmianie już nie uległ, ale po końcowym gwizdku ponad 40 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie i tak mogło wznieść ręce w geście triumfu. Milan rozegrał kolejny bardzo dobry mecz, dopisał na swoje konto kolejne trzy punktu i zrobił krok na drodze w kierunku awansu do Ligi Mistrzów. Swoją cegiełkę do tego ponownie dołożył Piątek, który udowodnił, że wydane na niego 35 milionów euro to była prawdziwa promocja i absolutny strzał w dziesiątkę klubu z Mediolanu.