W Ameryce Południowej sprawozdawanie meczów piłkarskich to prawdziwa
sztuka. Jeszcze do niedawna zarezerwowana tylko dla mistrzów słowa o
solidnych głosach i brawurowej wymowie. Dziś transmituje się tyle
wydarzeń, że komentatorów i sprawozdawców jest zdecydowanie więcej.
W
Ameryce Południowej nikt nie krzyknie po prostu: gol! I zakończy
sprawę. Co to, to nie! Nie po to piłkarze ganiają w deszczu i słocie,
prażącym słońcu czy śniegu, żeby ich wysiłek podsumować chwilowym
uniesieniem. Nie po to kibic przez półtorej godziny przebija się na
stadion i drugie tyle po nocy wraca do domu, nie po to taszczy skrzynki
piwa, rozpala grilla, przyrządza wołowinę i zaprasza do domu znajomych
by sprawozdawca zbywał go byle czym. Muszą być emocje, fachowe analizy
komentatora i bieżące informacje od reportera – inaczej być nie może.
Teksty sprawozdawców przechodzą do języka codziennego i krążą latami, a
ludzie używają ich nie wiedząc nawet skąd się wzięły. Oczywiście
najwięcej ciekawego na telewizyjnym rynku dzieje się w największej i
najludniejszej Brazylii.
W Brazylii na bogato
Latynoamerykański
standard przewiduje trzy osoby na mecz, ważniejsze obsługuje znacznie
liczniejsza ekipa, standard ligowy to pięć osób, nie licząc ekipy
technicznej z realizatorem transmisji i producentem na czele. Dziś
standard także w transmisjach polskiej ekstraklasy, ale w Argentynie czy
Brazylii praktyka już wieloletnia. 13 kamer dla brazylijskiej SporTV
pokazującej lokalną ligę to żadna nowość. A 21 na najważniejsze mecze
sezonu używano szybciej niż Hiszpanie podczas swojego El Clasico! Slow
motion czy obraz 360 stopni też już nie jest w Brazylii żadną nowością,
bo w tym kraju rywalizacja o widza jest tak potężna, że wyścig na
technologie, sprawozdawców, komentatorów, ekspertów i reporterów nie
ustaje.
Kiedyś tradycyjnie walczyły Globo z Bandem z czasem
tworząc 24-godzinne kanały sportowe SporTV (Globo) i Esportes (Band).
Sprawozdawców rekrutowano z radia, komentatorami byli zwykle
dziennikarze będący starymi wyjadaczami, sypiącymi anegdotami z rękawa.
Lata 90. przyniosły wielkie zmiany. W Brazylii zaczęto pokazywać już nie
tylko krajowe rozgrywki i turnieje z udziałem reprezentacji i
brazylijskich klubów, ale też wszystkie czołowe ligi Starego Kontynentu,
europejskie puchary, ligę argentyńską. Wejście na rynek amerykańskich
gigantów – ESPN i FOX Sports – dało początek eksplozji pomysłów. Nowe
brazylijskie telewizje jak Rede TV czy Record też chciały pokazywać
sport, ceny praw zaczęły rosnąć, Brazylia stała się ukochanym rynkiem
pośredników ich sprzedaży. Dziś samą piłkę nożną można oglądać w dwóch
kanałach otwartych (Band i Globo) oraz potężnej liczbie ogólnokrajowych
(SporTV 1, 2 i 3; BandSports, FOX Sport 1 i 2, ESPN 1 i 2 oraz ESPN +,
Esporte Interactivo, Esporte Maxx i Maxx2) i kanałach lokalnych
pokazujących rozgrywki od III ligi w dół (IV liga krajowa i ligi
regionalne idą w każdy weekend na żywo). Chętnych do pokazywania piłki
jest tak wielu, że w Brazylii mamy już cztery rodzaje turniejów: ligi
krajowe od I do IV, puchar kraju, mistrzostwa stanowe i mistrzostwa
makroregionalne. Dwa ostatnie zajmują kalendarz od drugiej połowy
stycznia do pierwszego weekendu maja, od drugiego weekendu maja do
drugiego weekendu grudnia grają ligi i puchar.
W Argentynie
do niedawna było prościej. TyC niczym Canal Plus w Polsce rządził w
kwestiach ligowych, FOX miał puchary międzynarodowe, reprezentacją
prywatni nadawcy dzielili się z państwowym kanałem TV Publica. Ale odkąd
rząd Cristiny Kirchner postanowił znacjonalizować rozgrywki i wpakować
przez reklamy państwowych firm w państwowej telewizji fortunę w kluby i
federację AFA, konkurencja niemal umarła. Niemal, bowiem wraz ze zmianą
władzy w kraju zmienił się kurs na pokazywanie piłki nożnej. Dziś ligę
pokazują czterej nadawcy (TV Publica, Canal 9, Trece i Telefe), ale
tylko do 31 grudnia tego roku. Kto dalej? Do 20 grudnia 2016 nie
wiadomo.
Goooool czy gol, gol, gol, gol?
W Ameryce Południowej
krzyknąć trzeba głośno i długo. Goooool musi swoje trwać. Kilkanaście krótkich
gol, gol, gol, gol to wcale nie południowoamerykański zwyczaj, lecz hiszpański.
Król transmisji, sprawozdawca mówi głośno i szybko, oczywiście przez ponad 90
minut nie jest w stanie wytrzymać takiego tempa nadawania, stąd tak istotni są
wspomniani wcześniej pomocnicy. Zatem po długim i gromkim gooooooolu, wchodzi
komentator opisujący akcję, po której padła bramka. Zwykle jest też drugi
komentator, bardzo często były sędzia, odzywający się z rzadka, zwykle po golu,
kartce lub innej kontrowersyjnej sytuacji boiskowej. Eksperckie 30-40 sekund
pozwala sprawozdawcy łyknąć wody, zaczerpnąć powietrza, przełknąć ślinę i…
wywołać reportera boiskowego, by ten przekazał wieści z ławki rezerwowych albo
rzucił jakąś statystyką, której w Wikipedii na pewno nie znajdziecie. Potem (to
obyczaj brazylijski) wchodzi mała reklama głosowa z niewielkim logotypem
reklamowanej firmy. Zawsze poprzedza ją sprawozdawca wygłaszając slogan
reklamowy swojej stacji: O melhor time e seu (Najlepszą drużyną jest twoja),
Torcemos junto (Kibicujemy razem), albo inne hasło obowiązujące w danym
okresie. W Brazylii co sezon telewizje owe hasła zmieniają.
W Argentynie jest
nieco inaczej. Zapowiedź meczowa trwa znacznie dłużej, czasem wydarzenia
relacjonowane są 120 minut przed rozpoczęciem spotkania, a reporterzy boiskowi
są gwiazdami wieczoru na równych prawach jak sprawozdawca i komentator. Taki
Marcelo Bendetto czy Titi Fernandez są prawdziwymi frontmanami telewizji. Żaden
trener ani piłkarz nie zbędzie ich byle czym, ani nie odpali po chamsku. Bo
wie, że Bendetto i Titi nie są agresywni ani źle nastawieni, po prostu robią
swoją robotę. Dość powiedzieć, że nikt tak nie cierpi po przegranych meczach
jak twarz Bendetto i nikt nie cieszy się bardziej niż filigranowy, korpulentny
i już sterany życiem Titi. W Argentynie reporterzy więc mają często dobrze po
pięćdziesiątce i cieszą się wielkim szacunkiem wśród piłkarzy i trenerów
pamiętających ich z czasów kiedy sami byli piłkarzami. W Brazylii za to
reporterka jest dla młodych adeptów i dziewczyn, natomiast komentują nadal
stare wygi oraz piłkarze i trenerzy.
W Urugwaju mamy
swoistą hybrydę między stylem argentyńskim i brazylijskim, ale pamiętajmy, że
to rynek malutki i w zasadzie zdominowany w sprawach futbolu przez firmę
Tenfield. Kolumbia zaś dzieli futbol między trzech emitentów: RCN, CARACOL i
Win Sports, tyle że we wszystkich trzech styl jest podobny: mówi się strasznie
dużo jakby widz nie miał przed sobą obrazu tylko słuchał transmisji radiowej,
nie gra się obrazem.
Argentyńscy i
urugwajscy sprawozdawcy lubią operować piłkarskim żargonem i boiskową
nomenklaturą. W brazylijskich telewizjach to rzadkość, ceni się raczej
słowotwórstwo i własne, charakterystyczne określenia dla pewnych sytuacji
boiskowych. Współczesnym królem tego typu powiedzonek jest Milton Leite ze
SporTV (pracował w Polsce podczas Euro 2012). Jego „que beleza” (ale piękno) na
okoliczność wszelkich kiksów i wpadek weszło do powszechnego użycia wśród
Brazylijczyków. Jego „meu Deus” (mój boże) kiedy zawodnicy spartaczą bramkową
okazję, albo zachowają się w jakiś wyjątkowo nieodpowiedzialny sposób, po
latach sprawozdawania meczów stało się już znakiem rozpoznawczym.
Takim znakiem
rozpoznawczym brazylijskich transmisji jest też muzyka, którą każda ze stacji
puszcza po strzeleniu gola. Każda ma inną, z tym że w FOX Sports cała sprawa ma
historyczne podłoże nieco inne niż w np. Globo, które sambę puszczało po golu
reprezentacji i była to kalka rozwiązań radiowych, jakie w oczywisty sposób
trafiały do telewizji w jej początkach. W FOX Sports po każdym golu
sprawozdawca wywołuje hasłem „toca musica” (dosłownie, ale też i w przenośni
„gra muzyka”) czyli trzeba zagrać coś z przytupem, bo padł gol, a publiczność
potrzebuje muzyki do fetowania. Muzykę grają też w Kolumbii, w Argentynie czy
Urugwaju podobny obyczaj nie istnieje. Za to w Argentynie relacje często są na
większym luzie i zdaje się, że więcej sprawozdawcom i komentatorom uchodzi.
Przejdzie więc opowieść o fioletowym swetrze Vincenzo Montelli w ESPN Latinoamerica,
czy rozważania na temat brody Messiego w TV Publica. Ważne, żeby było z
humorem, lekkim sarkazmem, ale nie ordynarnie. Ważne są bowiem w przekazie
emocje. Kiedy mecz jest dobry, sam się komentuje. Kiedy słaby, trzeba w
odpowiednim momencie odrobinę ponarzekać, ale też zabawnie zganić i rozerwać
widzów anegdotką. Sprawozdawca i komentator muszą pomóc widzowi przebrnąć przez
zawody do ostatniego gwizdka. A nuż, na końcu ktoś wpakuje golazo z przewrotki
albo pobiją się wszyscy uczestnicy zawodów…
Kochani i
znienawidzeni
W każdym kraju są
sprawozdawcy i komentatorzy kochani i nienawidzeni przez publiczność. Gdyby
posłuchać najczęstszych zarzutów to w zasadzie zdają się podobne do tych, które
np. dotykają naszych starych mistrzów z Dariuszem Szpakowskim na czele.
Argentyński as, Marcelo Araujo, kompletnie nie orientował się w futbolu
europejskim, a przecież tam grają dziś setki jego rodaków. Młode pokolenie
wychowane na internecie i telewizji kablowej pasjami kolekcjonowało jego
wpadki, z myleniem zawodników na czele. Maradona zlewający się z Messim, Neymar
z Lucasem, to żadna nowość i pastwienie się nad sprawozdawcami starej daty nie
jest niczym wymyślonym przez polskich hejterów. Galvao Bueno z brazylijskiego
Globo w każdej transmisji myli zawodników, ale też usprawiedliwieniem dla niego
niech będzie fakt, że dziś można być gwiazdą brazylijskiej piłki nie grając
nigdy zawodowo w ojczyźnie! Mecze jak mecze, ale jego autorski program to już
zupełna klęska, gdyż stary mistrz zaprasza sześciu kolegów i gości po czym sam
przegaduje 2/3 czasu antenowego…
Kiedyś mistrzem gawęd
i anegdot był w Argentynie Fernando Niembro, którego ostre i dowcipne
komentarze uwielbiały rzesze Argentyńczyków. Serca kibiców stracił, kiedy
zaangażował się w politykę, a potem okazało się, że na politycznej działalności
kroi grube pieniądze z kasy magistratu Buenos Aires. Stracił wówczas swój
sarkazm i ironię, a na cięte komentarze i pytania dziennikarzy reagował
grubiańsko i w złym stylu. Dziś w Argentynie za najciekawszych sprawozdawców
uchodzą: Mariano Closs (FOX Sports i Radio Continental), Pablo Giralt (DirecTV)
i Sebastian Vignolo (FOX Sports i El Trece). Pierwszy z mocnym, zdartym głosem
i nieco leniwą, ale mocną narracją. Drugi jest klasą dla siebie – wspaniały
głos, znakomite czucie wydarzeń na boisku i wprost genialny finisz przy akcjach
bramkowych. Giralt nie kończy akcji rozpaczliwym szukaniem słowa gol. Tylko
akurat tym słowem, które miał na języku. Kiedy więc Messi wjeżdżał do bramki
Bilbao z piłką przy nodze, a sprawozdawca mówił coś o Bogu, to krzyczał: „Dios,
Dios, Dios, Dios”! Aż ciarki przelatywały kibicom po plecach.
Trzeci jest typem
playboya, lecz pozuje na dziennikarza z głębokimi przemyśleniami. Trochę jak
bohater „Californication”. Vignolo nie ma lekkości poprzedników, ale jest
telewizyjnym zwierzakiem i świetnie sprawdza się prowadząc programy przez co
najciekawsze mecze sprawozdaje on wespół z byłym napastnikiem Boca Juniors –
Diego Latorre. Ich praca jest bardzo profesjonalna, czyli bez wpadek, potknięć,
z dobrymi analizami, ale też bez genialnych powiedzonek i komentarzy, które
pamięta się latami.
Kolumbia ceni
szczególnie szalonego Javiera Fernandeza Franco – to prawdziwy artysta w swoim
fachu, jego przeciągłe „gooooool”, a potem podsumowanie akcji jest zwykle
prawdziwą ucztą dla wielbicieli sztuki sprawozdawczej i języka hiszpańskiego.
W Brazylii oprócz
Miltona Leite i Luiza Carlosa Juniora ze SporTV ostatnio trochę mniej
widowiskowo, ponieważ nowe pokolenie zamiast emocji dawnych mistrzów chyba
łyknęło zimnych komentarzy rodem z niemieckiej telewizji. Śmierć w katastrofie
lotniczej pod Medellin najlepszego sprawozdawcy FOX Sports, Devy Pascoviciego,
była ciosem dla stacji, gdyż to on był przedstawicielem wspaniałego stylu
starych mistrzów. ESPN ma Amigao, czyli obdarzonego nieziemskim głosem Paulo
Soaresa. Spośród młodszych sprawozdawców wybija się szef Esporte Interactivo,
Andre Henning, z niebywałą pasją relacjonujący mecze Ligi Mistrzów. Kiedy
jeszcze miał u swego boku Zico jako komentatora, wieczór przed telewizorem
zamieniał się w „show de bola”. No właśnie, to kolejne z piłkarskich
powiedzonek jakie weszło do języka potocznego. Znaczy tyle co „super” albo
„rewelacja”…
Bartłomiej RABIJ
Tekst znalazł się w ostatnim numerze tygodnika „Piłka Nożna”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.