Radomiak zabawił się dziś z Lechią. Podopieczni Mariusza Lewandowskiego zdeklasowali Biało-Zielonych. Porażka 1:4 to najniższy wymiar kary dla gdańszczan.
Wynik po 45 minutach (2:1) zupełnie nie oddawał przebiegu pierwszej połowy. Gdyby gracze Radomiaka mieli nieco lepiej nastawione celowniki, gospodarze mogliby prowadzić czterema lub nawet pięcioma bramkami. Ze wszystkich swoich sytuacji zdołali wykorzystać tylko dwie.
Strzelanie w 4. minucie rozpoczął Maurides. Brazylijczyk zrobił użytek z karygodnego błędu Michała Nalepy, który minął się z piłką. 28-letni napastnik radomian ruszył na bramkę Michała Buchalika, i gdy był już dostatecznie blisko golkipera gości, oddał płaski strzał przy lewym słupku. W końcowej fazie tej akcji można było dostrzec lekkie zawahanie Mauridesa, który lekko wypuścił sobie futbolówkę, ale nie na tyle daleko, żeby nie móc oddać strzału. Kibice Radomiaka docenili swojego napastnika, mówiąc, że sam asystował przy swojej bramce.
Kilkanaście minut później 28-latek asystował przy trafieniu Roberto Alvesa. Brazylijczyk dośrodkował na nogę Szwajcara, a ten pewnym i mocnym strzałem pokonał bezradnego Buchalika.
Potem gracze Mariusza Lewandowskiego dwukrotnie obili poprzeczkę gdańskiej bramki. Fantastyczną okazję miał też później Luis Machado, który wyprzedził Davida Steca i stanął z Buchalikiem w sytuacji sam na sam. Bramkarz Lechii obronił jednak uderzenie Portugalczyka.
Zespół Tomasza Kaczmarka już po pierwszej połowie mógł znajdować się w sytuacji patowej, gdyby nie Flavio Paixao. Mimo że kapitan gości nie ustrzegł się błędów, do przerwy był najlepszym piłkarzem gdańszczan. Nie dość, że wykorzystał rzut karny, to jeszcze starał się napędzać akcje Lechii. Podaniami szukał Bassekou Diabate czy Conrado.
W przerwie meczu Tomasz Kaczmarek musiał tchnąć w swoją drużynę jakąkolwiek energię, bo losy meczu jeszcze nie były przesądzone. Po zmianie stron gra Lechii nadal jednak wyglądała okropnie, czego potwierdzeniem była trzecia bramka dla Radomiaka. Po raz kolejny zawinił Michał Nalepa, który we własnym polu karnym zagrał ręką, więc sędzia pokazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Filipe Nascimento. Gospodarze tym golem zapewnili sobie bezpieczną przewagę, choć mierna postawa Biało-Zielonych nie wskazywała na to, aby Radomiak mógł dziś stracić punkty.
Na boisku pojawiało się coraz więcej ofensywnych zawodników Lechii, ale nie przekładało się to na zwiększenie liczby sytuacji. Bliżej zdobycia bramki był Radomiak i na kwadrans przed końcem po raz czwarty ukłuł drużynę gości. Uderzeniem głową Michała Buchalika pokonał Michał Feliks. Kilka minut później gospodarze mogli prowadzić już 5:1. Co prawda do siatki trafił Daniel Pik, ale sędzia nie uznał gola. Asystujący Feliks przekroczył przepisy w starciu z Mario Malocą.
Po takim meczu można zadać sobie pytanie „Czy to Radomiak był tak dobry, czy Lechia tak słaba?” Obie odpowiedzi są poprawne. Gospodarze zagrali dziś świetny mecz. Potrafili idealnie wypunktować drużynę gości i bezlitośnie wykorzystać błędy popełnione przez podopiecznych Tomasza Kaczmarka. Praktycznie każda formacja zespołu Mariusza Lewandowskiego spisała się dziś na piątkę z plusem.
Lechia nie stanowiła dla Radomiaka żadnego wyzwania. Drużyna znad morza wyglądała tragicznie. Po tym co zaprezentowali dziś zawodnicy z Polast Plus Areny aż wierzyć się nie chce, że kilka tygodni temu Biało-Zieloni jak równy z równym rywalizowali z Rapidem Wiedeń w eliminacjach do LKE. Dzisiaj maszyna Tomasza Kaczmarka całkowicie się rozregulowała. Dość napisać, że 1:4 to naprawdę najniższy wymiar kary. Gospodarze mieli sytuacje na przynajmniej dwa razy tyle goli.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.