Miniony sezon piłkarski był nader udany dla podkarpackich ekip. Stal Mielec awansowała do PKO BP Ekstraklasy, a Resovia Rzeszów – do Fortuna 1. Ligi. Oznacza to, że południowo-wschodni region Polski po długich latach futbolowego niebytu ponownie zaczyna nabierać znaczenia.
Stal Mielec oraz lokalny przeciwnik – Resovia Rzeszów – mają uzasadnione powody do radości. (fot. Michał Chwieduk / 400mm.pl)
12 czerwca 1996 roku. Ostatnia kolejka pierwszej ligi (odpowiednik dzisiejszej ekstraklasy). Zarówno Siarka Tarnobrzeg, jak i Stal Mielec musiały uznać wyższość przeciwników. Dopiero ponad dwadzieścia cztery lata później w najwyższej klasie rozgrywkowej ponownie wystąpi drużyna z Podkarpacia. W piłce nożnej to wręcz prehistoria.
Aby lepiej uświadomić sobie, o jak odległych wydarzeniach jest mowa, wystarczyć wspomnieć, że wówczas urząd prezydenta od niespełna roku pełnił Aleksander Kwaśniewski, Polska była podzielona na aż czterdzieści dziewięć województw, nasz kraj wciąż ubiegał się o członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim, o akcesji do Unii Europejskiej nie wspominając.
Mielczanom udało się jednak wreszcie przełamać podkarpacki impas, zajmując drugie miejsce na pierwszoligowym poziomie. I wydaje się, że tylko oni mogli dokonać tej sztuki. Dlaczego? Ano dlatego, że Stal to klub z bogatą historią i równie bogatą gablotą przeznaczoną na trofea. Dość powiedzieć, że „biało-niebiescy” mają na swoim koncie dwa mistrzostwa Polski, jeden Puchar Polski, a także awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA.
Wszystkie wymienione sukcesy Stal odniosła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Szczególnie udany był rok 1976. Wówczas piłkarze prowadzeni przez legendarnego Edmunda Zientarę sięgnęli po dublet na krajowym podwórku, zaś na arenie międzynarodowej z europejskich pucharów wyeliminował ich dopiero w 1/4 finału po wyrównanej rywalizacji hegemon ówczesnego futbolu w Niemczech – Hamburger SV.
Od tamtej pory ekipa z Mielca nie jest w stanie nawiązać choćby w niewielkim stopniu do triumfów sprzed lat. Stopniowo tracący na znaczeniu klub aż dwadzieścia cztery długich lat spędził na peryferiach poważnego futbolu. Ale wreszcie, po upływie niemal ćwierćwiecza, wystąpi w nadchodzącym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Nieco inaczej sprawy mają się z Resovią Rzeszów. Zespół ze stolicy województwa podkarpackiego nie może pochwalić się żadnym sukcesem. Bo trudno za taki uznać mistrzostwo okręgu lwowskiego z 1937 roku. Rzeszowianie w swojej ponad stuletniej historii ani razu też nie zaznali smaku gry na ekstraklasowym poziomie, lecz są dobre obeznani w pierwszoligowej rzeczywistości, gdzie byli nieobecni przez dwadzieścia sześć lat.
Za sprawą prawie bezbłędnie egzekwowanych rzutów karnych (tylko jeden błąd na siedemnaście uderzeń) w dwóch barażowych starciach – przeciwko Bytovii Bytów i Stali Rzeszów – „resoviacy” wywalczyli pierwszy od dwudziestu sześciu lat na ekstraklasowe zaplecze. W taki oto sposób i Stal, i Resovia sprawili, że Podkarpacie przestało być czarną dziurą na piłkarskiej mapie Polski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.