23 czerwca 2016 roku na stadionie w Nicei czas w historii szwedzkiego futbolu się zatrzymał. Po porażce 0:1 z Belgią reprezentacyjną karierę zakończył Zlatan Ibrahimović.
Foto: Łukasz Skwiot
Dwa lata temu komentując drugie miejsce w klasyfikacji na sportowca wszech czasów w Szwecji za wybitnym tenisistą Bjoernem Borgiem w swoim stylu powiedział, że powinien zająć pierwszych pięć pozycji. Dla jednych zakochany w sobie ze wzajemnością, według innych zakładający maskę pozwalającą wyróżnić się w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie futbolu. Niepodrabialny. Zawsze wierny przesłaniu zawartemu w tytule głośnej biografii „Ja, Ibra”.
Nowa ABBA
Światową markę zbudował w piłce klubowej. Zawsze nawet największą bezczelność potrafił obronić klasą sportową rzucając do stóp Amsterdam, Turyn, Mediolan i Paryż. Kariera w reprezentacji była najczęściej rzadko interesującym kogokolwiek poza granicami Szwecji dodatkiem. Burzę w dobie panowania social mediów wywołał trzykrotnie. Najpierw na otwarcie całkowicie przebudowanego stadionu w Solnej – kojarzonego wcześniej z mundialem w 1958 roku, kiedy światu ujawnił swój talent Pele – w meczu towarzyskim z Anglią strzelił z 32 metrów gola przewrotką Joe Hartowi. Rok później walcząc w barażach o mundial w Brazylii z Portugalią przykuł uwagę rywalizacją z Cristiano Ronaldo. Po raz ostatni w żółto-niebieskiej koszulce wstrząsnął światem zapowiadając swoje pożegnanie.
– Moim ostatnim meczem dla reprezentacji Szwecji będzie ostatni na mistrzostwach Europy. Mam nadzieję, że to nie stanie się jutro – powiedział na konferencji prasowej przed trzecim meczem fazy grupowej z Belgią. We Francji momentalnie odciągnął uwagę od bitew rosyjskich chuliganów, zachwytów nad polską kadrą i typami pierwszych faworytów do finału na Stade de France w Saint-Denis. Świat przypomniał sobie, że w rozdmuchanych do 24 drużyn mistrzostwach udział bierze Ibra. Początkowo obowiązywała wersja, że to żart, a kapitan próbuje wstrząsnąć zespołem, który szans na awans musiał szukać w wyższej matematyce. Zlatan w reprezentacyjnym dorobku miał dwukrotny udział w 1/8 finału mistrzostw świata i ćwierćfinał Euro. Ostatni jednak sukces miał miejsce na mundialu w Niemczech w 2006 roku, a nie zawsze w tamtych zespołach był kluczowym piłkarzem…
Z Larsem Lagerbaeckiem (selekcjoner w latach 2000-09, początkowo wspólnie z Tomasem Soederbergiem) długo rywalizował o to kto jest ważniejszy, co kończyło się brakiem powołań dla napastnika i najczęściej złą prasą selekcjonera. Zagadka dlaczego dobrze gra w klubie i słabo w reprezentacji – podobna do historii Roberta Lewandowskiego w czasie zasiadania na ławce biało-czerwonych Waldemara Fornalika – pozostawała nierozwiązana przez kilka lat. Wtedy Ibra nie był jeszcze bohaterem wszystkich Szwedów pływającym po międzynarodowych wodach jako flagowy symbol narodowy równy zespołowi ABBA albo sieci IKEA. Jako jeden z pierwszych z imigracyjnej fali przekonywał do siebie uważane w części za konserwatywne społeczeństwo mówiąc, że kocha ten kraj. – Pochodzę z miejsca nazywanego Getto Rosengaerd, podbiłem Szwecję, która stała się moim krajem. Według moich zasad. Jestem Szwedem. Dziękuję wszystkim Szwedom: bez was nie byłbym w stanie spełnić swoich marzeń. Zawsze będziecie w moim niebiesko-żółtym sercu. Kocham was – napisał na profilu na Facebooku po meczu w Nicei w jednym z pełnych uczuć przekazów do świata po ogłoszeniu trudnej decyzji. Jej odbicie widoczne jest w najnowszej kampanii reklamowej innego symbolu made in Sweden Volvo. Dziś historia długiego przekonywania się Szwedów do Ibry jest lekko zapomniana. Przyzwyczaili się do zagrywek w stylu „jeśli postawicie mój pomnik na miejscu wieży Eiffla zostanę w PSG” albo żalów wylewanych w biografii na trenera Barcelony Pepa Guardiolę. Dla starszego pokolenia było to nie do pomyślenia, gryzące się ze szwedzką mentalnością. Pokazywał temperament inny od Henrika Larssona czy Martina Dahlina, którzy wcześniej przecierali emigrancki szlak w reprezentacji.
Wszystko co najważniejsze w kadrze zaczęło się dziać dla Ibrahimovicia w listopadzie 2009 roku. Erik Hamren dostał w spadku zespół z geniuszem i grupą funkcjonującą kilka piłkarskich klas niżej. Wiedział, że musi budować zespół wokół Zlatana, bo to była jedyna możliwa droga do osiągnięcia sukcesu. Jeśli wydawało się, że już wcześniej stał się pierwszoplanową postacią, to Hamren pokazał, że wszyscy byli w błędzie. W 52 meczach pod wodzą tego selekcjonera Ibra strzelił aż 40 goli.
Renesans formy snajpera nie szedł w parze z wynikami drużyny narodowej. Zespół nie dawał już rady w eliminacjach mistrzostw świata, w czempionacie Europy ograniczał się do wycieczek na fazę grupową. Gwoździem do trumny był występ we Francji, gdzie znowu nie wyszedł z grupy.
Hamren przez lata musiał bronić się przed zarzutami o zlatanizację drużyny. Gwiazdor spełniał na boisku dowolną rolę przez co cierpiała reszta. – Jak mamy wychować kolejne gwiazdy skoro od lat wszystko podporządkowane jest jednej? – pytano. Przypominano, że wszystkie sukcesy szwedzkiej piłki zostały zbudowane na sile drużyny i kolektywie, zastanawiając się jak poradzić sobie jednocześnie ze skarbem i przekleństwem.
Gruba kreska
Piłowanie nóg w wystawionym za grę w barwach narodowych pomniku Ibrahimovicia zaczęto niedługo po Euro 2016. Wyższość wystawianego w pierwszym składzie na przykład Oli Toivonena nad Ibrą znalazła potwierdzenie w statystykach. W 68 meczach ze Zlatanem w składzie drużyna zdobywała średnio 1,69 punktu na mecz, w 35 kiedy nie zagrał w tym czasie równo 2. Stracone bramki: 0,79 do 0,51 – lepiej, kiedy go nie było. Podobnie ze strzelonymi: 1,57 do 1,49. Prawda jest ukryta w szczegółach: w ostatnim piętnastoleciu na palcach jednej ręki możne policzyć ważne mecze reprezentacji Szwecji, w których nie wystąpił Ibra.
Legenda stała się symbolem błędów Hamrena. Szwedzki futbol reprezentacyjny jest na etapie grubej kreski oznaczającej odcięcie się od byłego selekcjonera. Po Euro kariery reprezentacyjne zakończyli także: Andreas Isaksson, Erik Johansson (powiedział, że… nie interesuje się futbolem), Kim Kallstroem, Pontus Wernbloom i Erkan Zengin. Nowy szkoleniowiec, Janne Andersson, doprowadził do powrotu do zespołu pokłóconego z poprzednikiem Oscara Wendta i na pierwszym spotkaniu z prasą raz na zawsze rozprawił się z krążącym nad zespołem duchem Ibry. – Rozmawiałem ze Zlatanem i wyraził się w pełni jasny sposób. Ten etap jest zamknięty. Nie ma sensu myśleć o tym, jak rzeczy miały się wcześniej – powiedział trener. Andersson pracował wcześniej tylko na krajowym podwórku, w tym roku niespodziewanie wygrał ligę z IFK Norrkoeping. Ma 54 lata i wciąż pracuje na swoje nazwisko. Ma wstrząsnąć zespołem wprowadzając świeżą krew czego nie robił przez lata Hamren.
Podstawowym zarzutem był brak wprowadzania do pierwszego zespołu młodych piłkarzy. Szwedzi roztrwonili kapitał mistrzów Europy do lat 21 z 2015 roku (w eliminacjach grali z Polakami Marcina Dorny), trzeciej drużyny świata U-17 z 2013 roku, która była też w półfinale Euro. Machina systemu szkolenia pracuje pełną parą i w tym roku siedemnastolatkowie minimalnie przegrali ćwierćfinał z Holandią na kolejnym czempionacie kontynentu. Mistrzowie sprzed roku zdążyli się już zestarzeć. Jeśli porównać gwiazdę tamtego zespołu Johna Guidettiego (rocznik ’92, 15 meczów i 1 gol w kadrze A) z Arkadiuszem Milikiem (rocznik ’94, 33 mecze i 11 bramek) to Polak wygrywa przez KO.
Andersson na razie kontynuuje raczej ostrożną politykę wprowadzania młodszych zawodników do swojego zespołu. Z drugiej strony nie miał czasu na eksperymenty zaczynając pracę od razu od eliminacji mistrzostw świata i składając na szybko zespół osłabiony o kilka doświadczonych nazwisk. Stracił też lidera, wzór do naśladowania dla młodszych. Teraz mają się uczyć – z całym szacunkiem – od Marcusa Berga.
Ze Szwecji Michał Czechowicz
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NOWYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.