Kontrakt najlepszym przyjacielem trenera. Były szkoleniowiec Zagłębia rozlicza się z etapem w Lubinie [WYWIAD]
Marcin Włodarski przez 166 dni pełnił funkcję pierwszego trenera Miedziowych. Przez słaby start rundy wiosennej dość szybko jednak z jego usług zrezygnowano. A jak po czasie do zwolnienia odnosi się sam zainteresowany?
Czego Pana nauczyły kilka miesięcy spędzone w Zagłębiu?
Zrobiłem rachunek sumienia i przeanalizowałem, co mogłem zrobić lepiej, a jakie aspekty wyszły nieźle – mówi Włodarski. – Przede wszystkim ten czas nauczył mnie pokory do zawodu, większego pragmatyzmu na przyszłość oraz… lepiej skonstruowanej umowy. W końcu klasyk mówi, że kontrakt jest najlepszym przyjacielem trenera.
Kiedy odczuł pan, że wsparcie władz klubu już nie było takie, jak na początku?
Pomiędzy rundami. W tamtym czasie pojawiły się pierwsze rozmowy o przedłużeniu kontraktu, natomiast ostatecznie do tego nie doszło. Już wtedy można było wyczuć, że coś wisi w powietrzu.
Zna pan zarzuty do pana pracy, jakie pojawiały się w mediach?
Nie.
Chodziło generalnie o niedostosowanie formacji do posiadanych zawodników, brak piłkarza na lewe wahadło i wzmocnień zimą.
Utarło się w mediach, że nie mieliśmy zawodnika na lewe wahadło, a Mateusz Wdowiak w tamtym okresie zespół ciągnął swoimi liczbami w ofensywie. Był pomysł, w jaki sposób zabezpieczać tę strefę w momencie, gdy Mateusz mocno zapędzał się do ataku, bo tam dawał nam więcej. Natomiast każdy, kto śledził drużynę, widział, że ten aspekt się poprawił. Aczkolwiek za wszystkim zawsze musi iść wynik. Do niego później dorabia się ideologię, a faktem jest, że wynik nie był odpowiedni.
To gdzie leżał problem w pańskim Zagłębiu?
W braku wyników, z nich jesteś rozliczany. Kłopotem był brak strzelanych goli, który przekładał się na brak punktów. A sytuacji stwarzaliśmy sporo. To nie była kwestia ustawienia, czy to było 1-4-3-3 bądź 1-3-5-2, ale skuteczności – jej nie było. Kwintesencją tego był mecz z Piastem Gliwice, gdzie obijaliśmy słupki i poprzeczki.
fot. Krzysztof Porebski / PressFocus
System nie był problemem
Dlaczego uznał trener, że model gry w wyjściowym ustawieniu 1-3-5-2 będzie najbardziej właściwym?
Znałem dobrze ustawienie z reprezentacji, wiedziałem, w jaki sposób można dzięki niemu zaskoczyć rywali. Ja charakteryzuję się chęcią gry w obronie wysokiej, czego w Zagłębiu też próbowaliśmy. Bardzo łatwo go również nałożyć na system z czwórką zawodników w linii obrony oraz trójką. Oczywiście kilka razy się na tych założeniach przejechaliśmy, bo nie każdy zespół otwierał grę na krótko i nas tym zaskakiwano. Aczkolwiek często po korektach w przerwie wyglądało to lepiej, dzięki czemu też potrafiliśmy wracać do meczów.
A może w pewnym momencie pan trochę się pogubił? Nie zabrakło konsekwencji w stosowanej koncepcji? W Szczecinie na przykład nie graliście już z taką odwagą w obronie.
I w jakich jeszcze innych spotkaniach?
Może mecz w Katowicach moglibyśmy też uznać.
W meczu z GKS-em graliśmy wysoko, ale sytuacji brakowało z jednej, jak i drugiej strony. Strzałów nie było, natomiast nie dlatego, że byliśmy nastawieni bardziej pragmatycznie. Jeśli chodzi o mecz w Szczecinie, to jeśli wcześniej pan mówił, że nie reagowałem i trzymałem się jednego systemu, to również z Pogonią w Pucharze Polski się na tym systemie przejechaliśmy. Wynik (3:4 – przyp. red) może nie był katastrofą, ale gra pozostawiała wiele do życzenia.
Wracając jednak do meczu ligowego – proszę mi wskazać drużynę, która była bliżej w rywalizacji z Pogonią w przeciągu tamtych siedmiu kolejek, aby cokolwiek zdziałać. Kolejnych rywali po nas Portowcy rozjeżdżali. Wynik oczywiście wszystko determinuje, ale gdyby nasz napastnik strzelił gola przy stanie bezbramkowym w sytuacji sam na sam, odbiór byłby inny. W drugiej połowie podeszliśmy wyżej i skończyło się bramką, ale w drugą stronę.
Pana zarządzanie szatnią było bez zarzutu?
Według mnie stało na dobrym poziomie. Rozmawiałem szczerze z zawodnikami, również wtedy, gdy trzeba było powiedzieć, że ktoś nie znajdzie się w kadrze na dany mecz. Chociażby na przykładzie wcześniejszego kapitana, który w rundzie jesiennej czasami nie był brany pod uwagę.
Jeden z doświadczonych piłkarzy, który w tej szatni funkcjonował, w podcaście kibiców Zagłębia mówił, że zarządzania u pana zabrakło.
Każdy pamięta, jak w pewnym momencie wyglądała gra i problemy kadrowe, z którymi się borykaliśmy. Na określonym etapie to już była bardziej selekcja zawodników dostępnych, a nie lepszych. Zwłaszcza w końcówce rundy jesiennej, bo na wiosnę problemy zdrowotne były mniejsze. Natomiast spodziewaliśmy się, że niektórzy zawodnicy szybciej wrócą do pełni dyspozycji. Pojawiły się również kwestie pozasportowe niektórych zawodników, natomiast nie chciałbym, aby to zabrzmiało jako powód słabszego startu rundy.
fot. Tomasz Folta / pressfocus
Zimowe okienko przespane?
Kto zatwierdził sprowadzenie dwóch Szwedów do Lubina? Bodajże w goal.pl wspomniał pan, że każdy przychodzący obcokrajowiec do Zagłębia musi być lepszy, aby wygryźć ze składu Polaków.
To był proces złożony. Składa się na niego decyzja rady nadzorczej, prezesa, trenera, dyrektora sportowego oraz szefa skautingu. Każdy musi pod tym swój podpis złożyć. Dlatego po części każdy przyczynił się do sprowadzenia tych zawodników. Oczywiście ktoś powie, że nie pokazali się z najlepszej strony, dlatego później zamiast nich grali zawodnicy młodsi. Aczkolwiek w tamtym momencie nasza kadra była tak wąska, że musieliśmy ją poszerzyć.
A jak pan ocenia współpracę z obecnym dyrektorem sportowym?
Absolutnie nie mogę złego słowa powiedzieć na samą współpracę w kontekście jego osoby. Podobnie jest w przypadku prezesa.
Czuł pan naciski ze strony władz przy podejmowaniu decyzji sportowych?
Nie.
fot. Mateusz Porzucek/ PressFocus
Co dalej?
Przy następnej okazji zastanowi się pan mocniej, gdy przyjdzie oferta z klubu, który nie jest w pełni prywatny?
Zastanawiałem się nad tym… Mogę tylko powtórzyć – kontrakt jest przyjacielem trenera i należy go lepiej sporządzić.
Gdy obserwuje trener, co się dzieje w Zagłębiu, co Pan czuje?
Bardzo się cieszę, że drużyna się utrzymała i będzie grać w Ekstraklasie. Miło jest również widzieć wkład Marcela Reguły w zespół, którego wprowadziłem za swojej kadencji. Nie sposób również zapomnieć o Igorze Orlikowskim, który miał swoje problemy, a po powrocie swoimi golami pomógł w pozostaniu w lidze.
Zobaczymy Pana w przyszłym sezonie na ławce trenerskiej jakiegoś klubu? Pojawiły się może już jakieś zapytania?
Tak, ale chcę roztropnie wybrać klub, który złoży mi propozycję. Wiadomym jest, że liczba punktów w Lubinie się nie zgadzała, a jestem trenerem ambitnym. Dlatego zrobię wszystko, aby udowodnić przy następnej okazji, że jestem w stanie średnią punktową znacząco poprawić.
1 Komentarz
najstarszy
najnowszyoceniany
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
Jan
5 czerwca, 2025 09:18
Trener slabienki, może trenować ale w szkołach na extraklasr potrzeba ludzi z harhzma
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.
Trener slabienki, może trenować ale w szkołach na extraklasr potrzeba ludzi z harhzma