Po zakończeniu spotkania Korona – Zagłębie emocje długo nie opadały. Kielczanie w pomeczowych wypowiedziach nie kryli niezadowolenia z pracy arbitra, który w sumie pokazał 17 żółtych i 3 czerwone kartki.
– W piątek miał się odbyć mecz Korona – Zagłębie. Powiedzmy, że taki się odbył… Korona natomiast nie przegrała z Zagłębiem, a z panem Pskitem z Łodzi. Niestety następne spotkania gramy z łódzkimi drużynami i zostaliśmy wykartkowani praktycznie doszczętnie, bo upomniani zostali niemal wszyscy. Ostatnia kwestią jest zachowanie kibiców. Mi osobiście się łezka zakręciła po tym, co zrobili nam kibice po meczu, dlatego bardzo za to dziękuję – po starciu z ekipą „Miedziowych” powiedział zawodnik Korony, Kamil Kuzera.
– Odkąd gram w piłkę, to pierwszy raz zdarzyło mi się, że od początku meczu gramy jedenastu na dwunastu, a potem po pewnej sytuacji dziesięciu na dwunastu. Wtedy było nam bardzo trudno w tym spotkaniu. Wszyscy widzieli, jakie to było widowisko. Wychodzimy na boisko i chcemy żeby kibice się z tego cieszyli. Niestety dzisiaj te spotkanie zostało popsute. Sędzia nad nim nie panował. Gdyby trwało ono jeszcze dłużej, to nie skończyłoby się na 17 żółtych kartkach. Staraliśmy się wyrównać ten wynik, ale niestety nie udało się. Zagłębie zagrało mądrze. Są dziwne nastroje, niemniej jednak gratulacje dla rywali za wygrany mecz. Oglądałem powtórkę tej sytuacji z rzutem karnym. Było dużo walki, gdzie każdy każdego trzyma. Ale żeby był faul? Moim zdaniem nie – stwierdził z kolei Tadas Kijanskas.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.