Sekundy dzieliły Wisłę Kraków od wygrania meczu w Kielcach. W doliczonym czasie gry grająca w dziewiątkę Korona zdołała jednak doprowadzić do remisu. Gola na wagę punktu strzelił Maciej Korzym!
Bez pauzujących za
kartki Michała Czekaja oraz Arkadiusza Głowackiego przystąpiła
Wisła do niedzielnego meczu, a mimo to zespół z Krakowa
zamierzał walczyć o pełną pulę. Podobny cel mieli również
gospodarze. Trener kielczan, Leszek Ojrzyński na przedmeczowej
konferencji prasowej określił to spotkanie meczem sezonu dla
Korony.
To jednak Wisła lepiej
rozpoczęła niedzielny mecz. Drużyna Tomasza Kulawika od pierwszych
minut starała się zamknąć rywala na własnej połowie i raz po
raz zagrażała bramce miejscowych. Oczekiwany dla gości efekt
nastąpił w jeszcze przed upływem dwóch kwadransów
gry. Łukasz Garguła dobrze dośrodkował na głowę Cwentana
Genkowa, który bez problemów umieścił piłkę w
siatce.
Stracona bramka była
tylko początkiem problemów Korony. Kilka minut później
Michał Janota zbyt agresywnie zaatakował Michała Chrapka przez co
prowadzący zawody sędzia ukarał zawodnika kieleckiego zespołu
czerwoną kartką. Kielczanie pierwszą połowę kończyli
przegrywając 0:1 i grając w dziesiątkę.
Na początku drugiej
odsłony spotkania dobre humory kibicom Korony mógł
przywrócić Paweł Golański. Do szczęścia zabrakło mu
niewiele, ale strzał okazał się niecelny. W 62. minucie szczęścia
zabrakło wiślakom. Genkow wypatrzył dobrze ustawionego
Rafała Boguskiego i zdecydował mu się podać. Ten miałby sporą
szansę zdobyć bramkę, ale zagranie okazało się za mocne i
zamiast oddać strzał musiał gonić piłkę.
W końcowym minutach
piłkarze Korony, mimo gry w osłabieniu, zamknęli zespół
gości na jego połowie dążąc do doprowadzenia do remisu. Przed upływem regulaminowego czasu gry z boiska wylecieli jeszcze Jovanović z Korony oraz Szewczyk z Wisły (obaj za dwie żółte kartki otrzymali kartkę czerwoną). Wydawało się, że wynik nie ulegnie już zmianie, tymczasem w doliczonym czasie gry do bramki gości trafił Maciej Korzym i mecz zakończył się podziałem punktów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.