Przejdź do treści
Królowa wraca na salony

Ligi w Europie Premier League

Królowa wraca na salony

Flaga przy Pałacu Buckingham była przez dłuższy czas opuszczona. To znak, że w twierdzy nie było królowej – z powodu pandemii przeniosła się do zamku poza Londynem. Elżbieta II wróciła jednak do domu, tak samo jak na boiska Premier League wracają piłkarze.



Gdyby życie toczyło się normalnym rytmem, 17 czerwca uwaga kibiców piłkarskich byłaby skupiona na Baku i Rzymie, gdzie toczyłyby się boje o wyjście z grup podczas Euro 2020. Pandemia przewróciła jednak wszystko do góry nogami. 

Duch w narodzie

Anglia jest jednym z tych krajów, które wskutek SARS-CoV-2 ucierpiały najbardziej. Opozycyjni laburzyści, którzy na początku pandemii zadeklarowali, że będą wspierać rząd w walce i powstrzymają się od krytyki, powiedzieli dość i w sposób jawny oskarżyli gabinet Borisa Johnsona o nieudolność. Premier i jego doradcy zamierzali od początku pozwolić wirusowi na rozlanie się po kraju, chcąc osiągnąć w ten sposób efekt stadnej odporności i bardzo szybko, bo po zaledwie kilku dniach musieli wycofywać się rakiem z tego planu. Mleko się jednak rozlało, a brak odpowiednich działań w momencie rozwoju pandemii kosztował Anglię bardzo dużo. 

Ten sam rząd forsował również projekt wznowienia rozgrywek piłkarskich, wiedząc, że jeśli coś może poprawić nastroje wśród ludzi, to właśnie restart Premier League. – To może podnieść ducha w narodzie – powiedział minister spraw zagranicznych, Dominic Raab, który zastępował Johnsona, kiedy ten z powodu koronawirusa trafił na oddział intensywnej opieki medycznej. – Wiem, że ludzie oczekują od nas tego, by umożliwić im powrót do pracy, by dzieci mogły bezpieczne wrócić do szkół, ale czekają również na wznowienie zmagań sportowych – dodał. 

Trudno się dziwić takiemu stawianiu sprawy. Anglia to w końcu kraj, w którym futbol stanowi integralną sferę życia dla wielu ludzi. Tradycja, historia, rytuały, wszystko to zawsze miało swoje miejsce nie tylko w świadomości Anglików, ale również w całej brytyjskiej gospodarce. Piłka nożna to przecież sieć połączonych ze sobą naczyń, wystarczy mały zator, by doszło do poważnych problemów. Pandemiczna przerwa była jak zawał serca.

Strach przed powrotem

O ile rząd i zawiadujący angielskim futbolem stali na stanowisku, że piłkarze muszą jak najszybciej wrócić na boiska, o tyle zawodnicy niekoniecznie podchodzili do tematu z takim samym entuzjazmem. Z powodu strachu o zdrowie swoje i najbliższych, czego najlepszym dowodem było zachowanie kapitana Watfordu, Troya Deeneya. Ten podjął decyzję, by nie wracać do treningów z drużyną, ponieważ w całej sprawie jest po prostu za dużo niewiadomych. – Nie chcę ryzykować i przywlec wirusa do domu – wyjaśniał w rozmowie z „The Sun”. – Mój synek ma problemy z oddychaniem. Nie będę podejmował takiego ryzyka dla kilku funtów.


W opinii Gary’ego Linekera, eksperta BBC, takie zachowania piłkarzy nie mogą dziwić. – Chcą wrócić, ale przy okazji wywierają presję, by wszystko odbyło się w możliwie najbezpieczniejszych warunkach – tłumaczył. Niektóre media wieszczyły jednak bunt, bo skoro jeden zawodnik odmówił powrotu do treningów, dlaczego za jego przykładem nie mieliby pójść kolejni? Do niczego takiego nie doszło i przez kilka ostatnich tygodni na linii rząd – władze piłkarskie wykuwało się mozolnie rozwiązanie, które wciąż nie jest idealne, ale daje podstawy do rozegrania pozostałych 92 meczów i zamknięcia sezonu 2019-20. Gdyby stało się inaczej i rozgrywek nie dałoby się dokończyć, straty Premier League – jak wyliczyła firma audytorska KPMG – sięgnęłyby poziomu 1,2 miliarda euro i mógłby to być cios, po którym organizacja wstawałaby z desek przez lata. Wszyscy zgodzili się więc na powrót, ale od początku było wiadomo, że chociaż reaktywacja piłki nożnej nastąpi, będzie to już nieco inna dyscyplina sportu. 

Nowe realia

Kluby musiały wprowadzić bardzo ścisły reżim sanitarny, począwszy od rozpoczęcia treningów w mniejszych grupach, a na przeprowadzaniu masowych testów kończąc. Tysiące próbek trafiły do laboratoriów i zaledwie kilka z nich dało wynik pozytywny. Jednym z tych, którzy się zarazili był bramkarz Bournemouth, Aaron Ramsdale, który zaklinał się na wszystkie świętości, że przestrzegał zasad. – Uważałem na siebie przez całą kwarantannę. Pomiędzy pierwszym a drugim testem nie robiłem niczego nadzwyczajnego. Byłem w sklepie, zatankowałem auto i to wystarczyło, by złapać wirusa – opowiadał.

Testowanie przyniosło jednak zamierzony efekt i dało podkładkę pod decyzję o zgodzie na powrót zawodników na boisko. O ile jednak sama możliwość rozgrywania meczów została odmrożona, to nie ma na razie mowy o tym, by na stadiony wrócili kibice. A skoro tak, w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się kolejne, mniej lub bardziej abstrakcyjne pomysły na to, w jaki sposób dograć 92 mecze. Jedni proponowali, by grać ciurkiem na Wembley, inni uważali, że drużyny należy skoszarować, a spotkania powinny być rozgrywane na kilku wybranych obiektach. I o ile kluby wiedziały, że z argumentami natury sanitarnej nie ma co dyskutować, o tyle wielu nie chciało się zgodzić na to, by domowe mecze rozgrywać na neutralnych gruntach. Najmocniej protestowali przedstawiciele Aston Villi, West Hamu i Brighton, a więc klubów poważnie zagrożonych spadkiem. Możliwość gry na swoim boisku, nawet, jeśli na trybunach nie ma fanów, to jednak zawsze przewaga, a skoro na początku sezonu umówiono się na system mecz i rewanż, takie porozumienie musi być respektowane. – To prawda, że kluby z dołu tabeli mogą zarobić mniej na grze u siebie, ale ryzyko spadku może dla każdego zainteresowanego oznaczać stratę 200 milionów funtów – powiedział w talkSPORT Christian Purslow z wierchuszki Aston Villi. – Zostało nam sześć domowych spotkań, każdy fan naszego klubu zgodziłby się z tym, że rezygnacja z takiej przewagi byłaby czymś niezwykłym. Ja takiej zgody bym nie udzielił, chyba że okoliczności nie pozostawiłby wyboru.


Gabinet Johnsona stoi jednak na stanowisku, że tego typu rozwiązanie niosłoby za sobą zbyt duże zagrożenie, szczególnie w przypadku meczów wysokiej rangi. O ile bowiem stadiony pozostaną dla kibiców zamknięte, o tyle dopilnowanie, by ci nie gromadzili się pod ich murami byłoby niezwykle trudne. Optymalne rozwiązanie zdaniem rządu ma więc zakładać rozgrywanie spotkań na pierwotnych arenach, przy jednoczesnym pozostawieniu furtki na ewentualną zmianę miejsca odbywania się meczu w szczególnych przypadkach. 

Polacy na nie, Anglicy na tak

Ważnym aspektem tej układanki jest również zaimplementowanie do regulaminu zapisu o możliwości przeprowadzenia pięciu zmian w trakcie meczu. Anglicy postanowili więc w tej sytuacji pójść drogą obraną nie przez Polaków, a przez Niemców. Skoro bowiem IFAB dał taką możliwość, dlaczego z niej nie skorzystać. Każdy trener będzie mógł więc dokonać w trakcie spotkania pięciu korekt w składzie, ale trzeba pamiętać, że będzie mógł przeprowadzić te zmiany jedynie podczas trzech podejść. Taka polityka ma nie tylko zwiększyć pole manewru menedżerów, ale także pomóc uniknąć kontuzji przeciążeniowych u zawodników, którzy wrócą do gry po długiej przerwie. 

Wzorem Bundesligi wszyscy uczestniczący w konkretnym wydarzeniu będą zobligowani do zachowania niezbędnych środków bezpieczeństwa. Kontaktu w piłce nożnej uniknąć się oczywiście nie da, jednak ryzyko można ograniczać, chociażby poprzez osobne wychodzenie zespołów na boisko czy brak grupowych celebracji po zdobyciu bramki. Zdaniem Łukasza Fabiańskiego, który udzielił wywiadu dla The Athletic, pozycja bramkarza niesie ze sobą wiele zagrożeń, ale on nie chce sobie tym zawracać głowy. – Próbuję zachowywać się w całej tej sytuacji normalnie. Przecież nie mogę unikać walki o piłkę, tylko dlatego, że obawiam się kontaktu z rywalem – mówił. 


Zdaniem reprezentanta Polski, pozycja, na której gra jest szczególna. – Niekiedy bramkarz musi przejąć dowodzenie. Wychodzisz do piłki, łapiesz czy piąstkujesz, zderzasz się z innymi piłkarzami – dodał. – Jeśli chodzi o powrót Premier League, mam tylko nadzieję, że nie pociągnie to za sobą żadnych ofiar, że nie będziemy odpowiedzialni jako organizacja za coś negatywnego.

Piłka w grze

Restart ligi angielskiej zaplanowano na 17 czerwca, co oznacza powrót po dokładnie 100 dniach przerwy. Ostatnim meczem, który odbył się w Premier League było starcie między Leicester City a Aston Villą, a na pierwszy ogień po reaktywacji pójdą spotkania Arsenalu z Manchesterem City i Aston Villi z Sheffield United. Pierwsza pełna kolejka rozpocznie się dwa dni później, a ligowa karuzela zatrzyma się dopiero pod koniec lipca. Zwieńczeniem sezonu w Anglii ma być finał FA Cup, który odbędzie się 1 sierpnia na Wembley. Co ciekawe, w kontekście tego meczu mówi się o wpuszczeniu na stadion kibiców – po 10 tysięcy osób z obozu każdego finalisty. Miałby to być test generalny przed kolejną kampanią, ale żeby rząd wydał na to zgodę, współczynnik zarażeń koronawirusem w kraju musi spać do poziomu minimum 0,5. 


Oprócz reżimu sanitarnego, odpowiedzialnej postawy wszystkich zainteresowanych, a także furtki w postaci rozgrywania meczów na neutralnych obiektach, wszystko inne – choć brzmi to w tym przypadku nietypowo – pozostaje bez zmian. Nie dojdzie więc do żadnego majstrowania przy regulaminie kwalifikacji do europejskich pucharów czy do degradowania drużyn przy zielonym stoliku. O wszystkim zadecyduje boisko. Tu z kolei emocji nie zabraknie, ponieważ na praktycznie każdym odcinku toczy się zacięta rywalizacja – tak drużynowa, jak i indywidualna.

Liverpool do pierwszego od trzech dekad mistrzostwa potrzebuje jeszcze sześciu punktów, więc akurat ta kwestia wydaje się być formalnością, szczególnie, że ekipie Kloppa pozostało do rozegrania dziewięć meczów. Zacięta będzie walka za plecami The Reds o lokaty premiowane awansem do Champions League, a po tym co spotkało Manchester City, z wyścigu nie należy obecnie skreślać nawet dziewiątego Arsenalu. Przypomnijmy, że Obywatele zostali wykluczeni z Ligi Mistrzów na okres dwóch lat za łamanie zasad Finansowego Fair Play i jeśli ich odwołanie do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu nie przyniesie skutku, kilka klubów stanie przed ogromną szansą, w tym beniaminek z Sheffield czy Wolverhampton. Niedola Manchesteru może się okazać również uśmiechem losu dla Tottenhamu i lokalnego rywala City, a więc United. Ciasno jest także na dole tabeli. W walkę o utrzymanie zamieszane są kluby Polaków: West Ham Fabiańskiego, Bournemouth Artura Boruca i Southampton Jana Bednarka. 

Liderem klasyfikacji strzelców jest Jamie Vardy, za którym w pogoń rzucą się Pierre-Emerick Aubameyang, Sergio Aguero i Mohamed Salah. Ewentualna królewska korona, okraszona mistrzostwem, może dać temu ostatniemu tytuł Piłkarza Roku w Anglii. W innym razie palmę pierwszeństwa trzeba będzie oddać rozgrywającemu znakomity sezon Kevinowi De Bruyne’owi. Wyprasowana flaga czeka więc na to, by wciągnąć ją na maszt i obwieścić stolicy powrót królowej. Tak jak we wszystkich chwilach wielkiej próby, jej zadaniem będzie dodanie ludziom otuchy i odwagi – pokazanie, że powrót do normalności jest możliwy

GRZEGORZ GARBACIK

TEKST UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (nr 24/2020)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Ligi w Europie Premier League

Oficjalnie: Adama Traore nowym zawodnikiem West Hamu!

Klub ze wschodniej części Londynu oficjalnie potwierdził pozyskanie Hiszpana z Fulham na zasadzie transferu definitywnego.

Birmingham, England, 28th September 2025. Adama Traore of Fulham during the Aston Villa vs Fulham Premier League match at Villa Park, Birmingham. Picture credit should read: James Baylis / Sportimage EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorised audio, video, data, fixture lists, club/league logos or live services. Online in-match use limited to 120 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. SPI_133_JB_AST_FUL SPI-4172-0132
2025.09.27 Birmingham
pilka nozna , liga angielska
Aston Villa - Fulham FC
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno

W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.

London, England, 30th December 2025. Cole Palmer of Chelsea during the Chelsea vs AFC Bournemouth Premier League match at Stamford Bridge, London. Picture credit should read: Paul Terry / Sportimage EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorised audio, video, data, fixture lists, club/league logos or live services. Online in-match use limited to 120 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. SPI_093_PT_Chelsea_Bournemouth SPI-4402-0093
2025.12.30 Londyn
pilka nozna , Liga Angielska
Chelsea Londyn - AFC Bournemouth
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Harry Maguire łączony z gigantem Premier League! To będzie hit okienka

To byłaby transferowa bomba wewnątrz Premier League! Harry Maguire może opuścić Manchester United, ale pozostać w angielskiej ekstraklasie.

Manchester United, ManU FC v Aston Villa FC Manchester United defender Harry Maguire 5 applauds the fans after the Manchester United FC v Aston Villa FC English Premier League match at Old Trafford, Manchester, England, United Kingdom on 25 May 2025 Credit: Phil Duncan/Every Second Media Editorial use only. All images are copyright Every Second Media Limited. No images may be reproduced without prior permission. All rights reserved. Premier League and Football League images are subject to licensing agreements with Football DataCo Limited. see https://www.football-dataco.com Copyright: xIMAGO/EveryxSecondxMediax ESM-1495-0199 PhilxDuncanx/xEveryxSecondxMediax
2025.05.25 Manchester
pilka nozna , liga angielska
Manchester United - Aston Villa
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Nowe wieści ws. przyszłości Bruno Fernandesa! Opuści Manchester United?

Manchester United już od dłuższego czasu staje przed ryzykiem utraty swojej największej gwiazdy. Chodzi o Bruno Fernandesa.

Manchester, England, 20th September 2025. Bruno Fernandes of Manchester United, ManU during the Manchester United vs Chelsea Premier League match at Old Trafford, Manchester. Picture credit should read: Andrew Yates / Sportimage EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorised audio, video, data, fixture lists, club/league logos or live services. Online in-match use limited to 120 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. SPI_080_AY_MAN_UTD_CHELSEA SPI-4149-0080
2025.09.20 Manchester
pilka nozna , liga angielska
Manchester United - Chelsea Londyn
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Co za forma napastnika w Premier League! Wyrwał punkt dla swojej drużyny [WIDEO]

Thierno Barry zdobył bramkę ustalającą wynik meczu Evertonu z Leeds United na 1:1. To jego czwarty gol w pięciu ostatnich ligowych potyczkach.

Co za forma napastnika w Premier League! Wyrwał punkt dla swojej drużyny [WIDEO]
Czytaj więcej