AC Milan nie zwalnia tempa. „Rossonerich” pokonali w sobotni wieczór Chievo Werona (2:1), a gola na wagę zwycięstwa gości strzelił niezawodny Krzysztof Piątek.
Krzysztof Piątek znowu trafił do siatki rywali (fot. Reuters)
Włoskie media nie miały przed tym meczem wątpliwości – faworytem do zainkasowania trzech punktów był Milan, który gra w tym roku bardzo dobrze i niezwykle skutecznie. Drużyna prowadzona przez Gennaro Gattuso awansowała ostatnio na trzecie miejsce w ligowej tabeli i jeśli chciała się na nim utrzymać przed derbami Mediolanu, musiała bezwarunkowo wygrać w Weronie.
Jak się jednak okazało, Milan miał problem z tym, by wejść w sobotni wieczór na właściwe obroty. Gościom gra się nie kleiła, nie udawało się im zdominować rywala, a wspomniany Krzysztof Piątek był osamotniony i odcięty od podań.
Wydawało się, że przełom nastąpił w 31. minucie, kiedy to cudownym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Lucas Biglia, ale Milan nie potrafił pójść za ciosem. Co więcej, goście jeszcze przed przerwą dali sobie wyrwać prowadzenie z rąk, a bohaterem Chievo był Perparim Hetemaj, który po dośrodkowaniu w pole karne pokonał Gianluigiego Donnarummę sprytnym strzałem głową.
Jeszcze w pierwszej połowie na trybuny odesłany został Gattuso, który nie potrafił się zachować przy swojej ławce i sędzia nie zawahał się z wykluczeniem go z udziału w tym meczu.
Milan po zmianie stron ewidentnie zaczął się rozkręcać. Akcje ofensywne gości były przeprowadzane z większym rozmachem, w końcu zaczęły funkcjonować skrzydła, co z kolei od razu przełożyło się na zaktywizowanie Krzysztofa Piątka, który przecież żyje z podań swoich partnerów.
Jeśli więc ktoś martwił się, że reprezentant Polski miał ostatnio problem ze zdobywaniem goli, to w 57. minucie meczu w Weronie mógł czuć się uspokojony. Piątek nie zdołał co prawda trafić do siatki pierwszym strzałem, który znakomicie i instynktownie odbił Stefano Sorrentino, jednak już przy okazji powtórki zdołał się przełamać i zdobyć swojego gol nr 19 w sezonie ligowym.
Gospodarze protestowali i sędzia postanowił upewnić się, czy bramka faktycznie została strzelona prawidłowo. Arbitrzy, którzy zajmują się system VAR potwierdzili, że wszystko odbyło się zgodnie z literą przepisów i dlatego Piątek mógł ostatecznie podnieść ręce w geście triumfu.
Kolejnych goli w Weronie już nie zobaczyliśmy. Krzysztof Piątek przebywał na boisku – wyjątkowo – przez pełne 90 minut, a dwie minuty krócej na placu boju spędził Mariusz Stępiński.