Choć nazwisko nowego szkoleniowca
Barcelony zostanie ogłoszone dopiero po zakończeniu sezonu, szefowie klubu z pewnością
wcześniej podejmą decyzję. Deklaracja Luisa Enrique, że odchodzi, rozwiązała im
ręce. Teraz mogą rozmawiać z kandydatami oferując im nie gołębia na dachu, lecz
w garści. Kogo wybiorą?
Foto: Łukasz Skwiot
Faworytem numer jeden pozostaje
Ernesto Valverde. Ale gdy wymienione już zostaną wszystkie jego niewątpliwe zalety,
pojawi się pytanie, czym w istocie rzeczy różni się od Luisa Enrique? Chociaż
każdy człowiek ma swój styl, to jednak czasami ludzie i trenerzy są do siebie
bardzo podobni. A na niwie taktycznej i charakterologicznej istnieją bardzo
duże zbieżności między obecnym szkoleniowcem Barcy i trenerem Athletiku Bilbao.
A przecież nie od dziś wiadomo, że na stanowisku trenera potrzeby jest
płodozmian: im mocniej nowy trener kontrastuje ze starym, tym lepiej. Poza tym
Valverde niczego wielkiego w futbolu nie osiągnął, nigdy z żadną drużyną nie
przebił sufitu, z gwiazdami też nie pracował.
Carlos Unzue, obecny asystent
Lucho, jest trenerem o olbrzymiej wiedzy taktycznej. Jednak sprawia wrażenie technokraty,
nie ma w sobie niczego z wizjonera, raczej nie będzie potrafił porwać
zawodników. Prezydent Barcy i jej dyrektor sportowy będą sobie musieli
odpowiedzieć na pytanie, czy bardziej przypomina Tito Vilanovę, asystenta i
następnie świetnego następcę Pepa Guardioli, czy Jordiego Rourę, który z kolei
zastąpił Tito gdy ten się rozchorował i nie dał rady zapanować nad zespołem.
Moim zdaniem znajduje się w połowie drogi między nimi, a to za mało.
Kibice Barcelony (ankieta „El Mundo Deportivo”)
chcą dziś Jorge Sampaolego. Istotnie, obecny trener Sevilli dokonuje z nią
cudów, z niczego stworzył kandydata do mistrzostwo Hiszpanii. Jest wielkim
strategiem, świetnym psychologiem. Chce jak najszybciej dotrzeć na zawodowy
szczyt. Ale jest Argentyńczykiem. A trenerzy z tego kraju są kapłanami,
przywódcami sekty, oczekują od piłkarzy pełnego posłuszeństwa. Dlatego świetnie
nadają się do budowania wielkich zespołów ze średnich piłkarzy (patrz Atletico i
Diego Simeone) natomiast ich relacje z gwiazdami pierwszej wielkości układają się
na ogół kiepsko. Na Camp Nou przekonano się o tym na własnej skórze, bo
kadencja Taty Martino potrwała tylko sezon. Poza tym Sampaoli nie był nigdy
choćby dobrym piłkarzem. Może być autorytetem dla Vitolo czy Joaquina Correi
ale nie dla Mesiego, Neymara i Luisa Suareza.
Kandydatury Ronalda Koemana, Phillipa
Cocu, Roberta Martineza, Oscara Garcii nie wyglądają na poważne, choć na
upartego z każdego można zrobić, uwypuklając zalety i przemilczając wady,
człowieka idealnego dla Barcelony. Eusebio jest obrażony ma ten klub i nie chce
być jego trenerem.
Ale pozostaje jeszcze jeden kandydat.
Laurent Blanc grał, krótko ale
jednak, w Barcelonie, można powiedzieć, że wie, co to za klub. Sposobem bycia,
podejściem do futbolu, umiejętnością pracy z wielkimi gwiazdami piłki, zasobem
wiedzy zawodowej, sukcesami w roli futbolisty przypomina mi Carlo Ancelottiego.
A ten okazał się dla Realu Madryt idealnym trenerem po Jose Mourinho. Nie
zamierzam stawiać w jednym szyku Mou i Luisa Enrique, ale w Barcelonie jest w
tej chwili taka sytuacja, jaka była w 2013 roku w Realu: całkowite zmęczenie
piłkarzy współpracą z obecnym, w obu przypadkach ciężkawym we współżyciu misterem.
Wtedy przyjście Carleto świetnie zadziałało na Cristiano Ronaldo i spółkę,
teraz są wszelkie okoliczności, by sukces z Barcą odniósł w kampanii 2017-18
Laurent Blanc.
Moim zdaniem kibice Barcelony w
wyścigu po stanowisko trenera powinni kibicować właśnie byłemu opiekunowi PSG.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.