Divide et impera – dziel i rządź – mawiali starożytni Rzymianie. Jose Mourinho, portugalski trener Realu Madryt, jest najwyraźniej zatwardziałym wyznawcą tej zasady. W klubie, w którym pracuje, wszyscy muszą tańczyć, jak on im zagra. A jeśli nie chcą – marny ich los.
Leszek ORŁOWSKI
Obecnie na tapecie jest spór Mou z trenerem rezerw, czyli Castilli, Alberto Torilem. Mourinho powiedział już o nim tyle złego, wytknął mu tyle błędów, że trudno sobie wyobrazić, by szkoleniowiec ten, legitymujący się dobrymi wynikami, zrealizował kontrakt wygasający w 2015 roku. Albo zostanie zwolniony, albo odejdzie sam, nie będąc w stanie dłużej znosić ustawicznych upokorzeń ze strony Portugalczyka. I nie będzie to pierwszy taki przypadek za jego kadencji trenerskiej.
Lojalność przede wszystkim Największą zaciekłością Mou wykazuje się w stosunku do tych, którzy nie zachowują wobec niego absolutnej lojalności.
Doktor Juan Carlos Hernandez pracował w Realu od końca poprzedniego stulecia. Przez 10 lat zyskał sobie zaufanie zawodników, szefów klubu, jego praca oceniana była bardzo dobrze. Ale do czasu. Mourinho zaczął bowiem wymagać od niego nie tylko leczenia piłkarzy, ale też uprawiania polityki, wspierania swoich decyzji. Jeśli chciał danego piłkarza odstawić od gry w danym meczu, a nie życzył sobie zamieszania związanego z tym faktem, wzywał doktora i nakazywał mu sformułowanie komunikatu, że z jakichś przyczyn medycznych ów futbolista nie jest zdolny do gry. Hernandezowi taki układ się nie podobał. Relacje między trenerem a medykiem uległy więc pogorszeniu.
W końcu doktor zrobił rzecz niewybaczalną. Nie chciał wydać oświadczenia o kontuzji Cristiano Ronaldo, eliminującej go z udziału w towarzyskim meczu reprezentacji Portugalii, choć Mou chciał, by lekko niezdrów piłkarz spokojnie wykurował się w klubie. Wkrótce potem Mou zażądał od Florentino Pereza zmiany lekarza. Prezydent klubu zrazu nie zgodził się na to, ale po pewnym czasie posłuchał jednak trenera.
Podobny los spotkał też po wielu latach pracy kucharza pierwszego zespołu, który został zwolniony po konflikcie z Mourinho, choć tutaj szczegóły nie są znane. Na to stanowisko został zatrudniony zaufany człowiek Mou, przez niego zarekomendowany.
Te i kilka jeszcze pomniejszych roszad dokonanych na życzenie Mou umknęło uwadze szerokiej opinii publicznej. Natomiast powszechnie znany jest przypadek Jorge Valdano. Gdy Mou w 2010 roku obejmował stanowisko trenera, Valdano był człowiekiem numer dwa w klubie, prawą ręką Pereza. Zatwierdzał transfery, plany letnich tournee itp. Mou szybko wszedł z nim w konflikt. Zaczął wygadywać, że są w klubie ludzie, którzy biorą olbrzymie pieniądze nie bynajmniej za nicnierobienie, tylko za przeszkadzanie w budowie wielkiego zespołu. Valdano się odgryzał, a kiedy sprawa stanęła na ostrzu noża, Florentino Perez poparł trenera. A ściślej – tylko trenera do tego momentu, bo wraz z odejściem Valdano Mou zyskał także stanowisko generalnego menedżera i od dwóch lat tylko on decyduje o polityce transferowej i innych sprawach związanych z pierwszym zespołem. Valdano za rozwiązanie kontraktu otrzymał olbrzymie odszkodowanie, a dziś z daleka podgryza Mou, powiedział na przykład w trakcie poprzedniego sezonu, że tak jak Messi jest lepszy od Cristiano Ronaldo, tak Pep Guardiola zdecydowanie przewyższa Jose Mourinho.
A dlaczego Zinedine Zidane już nie pełni funkcji łącznika między Mou a Perezem ani nie pojawia się na treningach pierwszego zespołu? Odsunął się od niego dobrowolnie, by zająć się pracą z młodzieżą, jak głosi oficjalny komunikat, czy także bruździł Mou? Wielu ekspertów nie ma wątpliwości, że ta druga wersja odpowiada prawdzie.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.