Słynne przyjęcia w ogrodach Pałacu Buckingham owiane są legendą. Tylko nieliczni mogli dostąpić zaszczytu pojawienia się na dworze królowej Elżbiety II i dokładnie to samo dotyczy wyścigu o bilety do Premier League.
Michał Helik jest czołową postacią swojej drużyny (fot. Reuters)
GRZEGORZ GARBACIK
Kluby spadające z Premier League mają jasne cele – wrócić do elity po dwunastu miesiącach. W poprzednim sezonie goryczy degradacji zaznali piłkarze Bournemouth, Watfordu oraz Norwich i wszystko wskazuje na to, że aż dwie z tych drużyn wypełnią swoje zadanie i po roku banicji ponownie będą mogły przebierać się w galowe stroje przynależne królewskim komnatom.
DWIE DROGI Na finiszowych metrach sezonu w czołówce Championship wszystko jest już praktycznie jasne, ale drogi, które prowadziły do szczęśliwego finału były odmienne. Norwich w ubiegłym sezonie zapisało na swoim koncie zaledwie 21 punktów, osiągając jeden z najgorszych wyników w historii całej organizacji. Gorzej pod tym względem wypadli jedynie zawodnicy Sunderlandu (19 i 15), Aston Villi (17), Huddersfield (16) oraz Derby (11). Taki wynik był na Carrow Road ogromnym rozczarowaniem i wydawało się, że doprowadzi w klubie do prawdziwej rewolucji. Tymczasem Delia Smith raz jeszcze pokazała, że w piłce, tak samo jak w biznesie, warto być cierpliwym. – Przybyłem tu, by wykonać swoją misję. Mam umowę do 2022 roku i nie zamierzam rozmawiać o odejściu z klubu – komentował Daniel Farke, menedżer Kanarków po meczu z West Ham United (0:4), który przypieczętował ich smutny los. Jak się okazało, spadek nie doprowadził ani do zwolnienia trenera, ani również do wyprzedaży najlepszych piłkarzy.
Teemu Pukki, Emiliano Buendia czy Tod Cantwell pozostali w klubie i było to kluczowe dla wysokich lotów Kanarków już w tym sezonie. Wszystko także dzięki przepisom związanym z „parachute payment”. Ochronny parasol pozwala zdegradowanym klubom na w miarę miękkie lądowanie, dzięki 55% (pierwszy sezon), 45% (drugi sezon) i 20% (trzecia kampania) z kwoty wykrojonej z tortu praw telewizyjnych. Stabilność i zimna krew pomogły Norwich, ale jak się okazało, nie była to jedyna droga prowadząca do sukcesu. Watford aż tak równo bowiem nie grał i właściwie każdy tydzień zwiastował zmiany. Rozgrywki na pozycji menedżera Szerszeni zaczął Vladimir Ivić, ale na stanowisku udało mu się wytrzymać zaledwie cztery miesiące.
RODZINNA TRADYCJA Rodzina Pozzo, która stoi na czele klubu nie słynie z cierpliwości i dlatego wystarczyło zaledwie dwadzieścia meczów, by serbski szkoleniowiec pożegnał się ze stanowiskiem. Co ciekawe, wygrał on aż dziewięć z nich, ale to nie wystarczyło, by się uratować i uniknąć losu czterech poprzedników, których klub zwolnił w tym samym roku kalendarzowym. Licząc z kolei cały okres panowania włoskiej rodziny przy Vicarage Road, był to już trzynasty fachowiec, któremu dano szansę, by następnie zmieszać go z błotem i pożegnać lakonicznym komunikatem.
Misji naprawczej w Watfordzie podjął się Xisco Munoz, który nominację otrzymał 20 grudnia. Od tego czasu Szerszenie rozegrały 19 meczów, odnosząc 14 zwycięstw, na nowo włączając się do gry o bezpośredni awans. Podczas dwunastu ostatnich kolejek zespół Munoza dopisał na konto aż 31 punktów i wykorzystując słabszą dyspozycję reszty rywali wysforował się na drugą lokatę w tabeli. Co ciekawe, jeszcze na przełomie stycznia i lutego, kiedy Watford zaliczył serię dwóch remisów i porażki w Championship, talkSPORT ogłosił, że los menedżera zawisł na włosku, a on sam zaczął stąpać po bardzo kruchym lodzie. Członkowie rodziny Pozzo tym razem wytrzymali jednak ciśnienie, a czas pokazał, że zamiast wymieniać trenerów jak rękawiczki, czasami warto poczekać. O cierpliwość apelował zresztą sam Hiszpan. – Wprowadzamy zmiany, a one potrzebują czasu – komentował menedżer podczas wywiadu dla klubowej telewizji. – Żeby wszystko mogło jednak zagrać, niezbędne są chłodne głowy. Mecz można przegrać, ale zawsze trzeba spoglądać na nieco szerszy obrazek – dodał.
KTO CHCE, A KTO NIE? Gdyby wskazać wielkich przegranych minionego sezonu w Championship, to należałoby wytypować piłkarzy Brentford. W Londynie przez wiele tygodni pewnym krokiem zmierzali do elity, by na finiszu przegrać finał barażowy z lokalnym rywalem – Fulham. Popularni The Bees nie złożyli jednak broni i także podczas kampanii 2020-21 podjęli rękawicę. Walka o bezpośredni awans wciąż w ich przypadku trwa, ale wszystko wskazuje na to, że Brentford ponownie będzie musiało bić się o promocję podczas meczów barażowych.
Chętnych do zagrania w tym miniturnieju nie brakuje. Chrapkę na awans mają również przeżywający kryzys zawodnicy Swansea City. To samo dotyczy Reading i… Barnsley, a więc ekipy, która w ubiegłym sezonie rzutem na taśmę zapewniła sobie utrzymanie na zapleczu Premier League.
Ten ostatni przypadek jest z kolei szczególny dla polskich kibiców. Przed startem sezonu na Okwell Stadium trafił bowiem Michał Helik. Niektórzy pukali się w czoło, oskarżając obrońcę o brak ambicji i uważając, że po roku będzie nadal grać w Anglii, ale na trzecim poziomie. Helik nic sobie z tego nie robił, stając się jednym z filarów drużyny, która już niedługo może przebojem pojawić się na królewskim bankiecie. Jeśli tak się stanie, to wkład 25-latka w ten sukces będzie ogromny. Pięć goli i asysta w 37. ligowych meczach to już nie tylko cegiełka, ale fundament sukcesu. Czy Helik pójdzie śladem Mateusza Klicha, który swój wielki sen spełnił w lecie ubiegłego roku?
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” 15/2021
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.