Przejdź do treści
Kulisy wielkich rekordów ligi hiszpańskiej

Ligi w Europie La Liga

Kulisy wielkich rekordów ligi hiszpańskiej

Czy w kronikach Primera Division widnieją jakieś rekordy nie do pobicia dla Leo Messiego? W zasadzie nie, lecz oczywiście z niektórymi nie będzie mu łatwo sobie poradzić. Oto historie kilku z nich.
Andoni Zubizarreta jest rekordzistą ligi hiszpańskiej pod względem liczby rozegranych spotkań (FOT. WŁODZIMIERZ SIERAKOWSKI/400mm.pl)

LESZEK ORŁOWSKI

Tylko jeden z opisanych poniżej rekordów w żaden sposób nie może zostać poprawiony przez genialnego Argentyńczyka: mowa o liczbie minut bez puszczonego gola, wszak La Pulga nie zostanie bramkarzem.

1. Zubizarreta 622

Messi ma na koncie 474 mecze w Primera Division. Przed nim jeszcze wielu zawodników, a rekord legendarnego Zubiego nie rysuje się nawet na horyzoncie. Jakim sposobem bramkarz ów rozegrał aż tyle spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii? Powody są dwa: nigdy nie miał kłopotów z miejscem w wyjściowym składzie swego zespołu i był okazem zdrowia.

– Nie chciałem nigdy zostać po prostu bramkarzem. Chciałem być Iribarem – opowiada Zubi. Jose Angel Iribar strzegł bramki Athletiku Bilbao w latach 1962-1980 i do dziś jest prawdziwą legendą tego klubu. Mały Andoni natknął się kiedyś na idola w sklepie obuwniczym w Zarautz i nie zawahał się poprosić go autograf. Właśnie Iribar skierował karierę Zubiego na właściwe tory. Jako trener bramkarzy w Athletiku zaprosił 19-latka na treningi pierwszego zespołu, a potem orzekł, że jest gotowy, by stanąć między słupkami. – W tym wieku Andoni miał wszystko, co musi mieć bramkarz ekipy z ekstraklasy. Nie chodzi tylko o umiejętności czysto bramkarskie. Przede wszystkim był dojrzałym człowiekiem i miał charyzmę. W swoim polu karnym był po prostu królem, to się czuło, to czuli partnerzy, którzy mu ufali – tłumaczył po latach Iribar. Andoni na wieść, że w pierwszym meczu sezonu 1981-82 wystąpi w wyjściowym składzie powiedział Iribarowi, że tak jak on, będzie tego dnia i zawsze grał ubrany na czarno. – Nie! Ty jesteś Andoni i nie możesz powielać moich zwyczajów – usłyszał i zrezygnował z pomysłu. 

Odkąd zadebiutował w zespole z San Mames, przez pięć lat opuścił tylko jeden mecz! Gdy dołączył w 1986 roku do Barcelony wydawało się, że będzie musiał zażarcie rywalizować o miejsce w składzie z Urrutim. Tymczasem – nic podobnego. U Johana Cruyffa od razu został numerem jeden i pozostał nim do odejścia w roku 1994. Rozegrał dla blaugrana 263 mecze ligowe. Ostatnie cztery sezony spędził w Valencii, gdzie z kolei wystąpił w 152 spotkaniach. 


– Przez ten cały czas chyba nie miałem nawet kataru, o innej chorobie nawet nie wspominając. Nie doznawałem też kontuzji. Prawdopodobnie dzięki masywnej budowie ciała, grubym kościom. Byłem też bardzo wytrzymały na ból. Jednak zawsze też bardzo dbałem o siebie i nigdy nie popadłem w samozadowolenie. Przed każdym meczem niepewnością czekałem na moment, kiedy trener odczyta skład i dopiero kiedy usłyszałem: w bramce Zubi, oddychałem z ulgą – ciągnie Andoni. 

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia sekret czysto piłkarskiej klasy legendarnego golkipera. Jak się okazuje, rzecz leży nie tyle w wygimnastykowaniu, co w pewnej filozofii bronienia: – Starałem się zawsze myśleć na dwa ruchy do przodu, czyli nie tylko jak odbić piłkę po strzale rywala, ale i gdzie ją odbić, żeby nie było dobitki. Moim głównym celem było likwidowanie niebezpieczeństwa jak najwcześniej się da. Koledzy mieli świadomość, że ja nie zawiodę, że naprawdę zrobię wszystko byśmy nie stracili gola – opowiada. 

2. Resino 1275

Jednak to nie Zubizarreta, lecz legendarny bramkarz Atletico Madryt Abel Resino do dziś dzierży rekord liczby minut bez puszczonego gola. Wynosi on 1275 i jest nie tylko najlepszym wynikiem w historii Primera Division, ale w ogóle w dziejach światowego futbolu. 

Resino zachowywał czyste konto w trzynastu kolejnych meczach sezonu 1990-91. Jego passa zaczęła się 31 minucie meczu 12 kolejki z Mallorką, przegranego przez Colchoneros 0:1 po golu Claudio Barragana. – Z kolejnych meczów najtrudniejszy był ten z Betisem, w którym mogłem pobić rekord Hiszpanii. W zespole rywali grał mój serdeczny przyjaciel Pizo Gomez. Podczas gry cały czas mi podgryzał. „Nie jesteś nerwowy? Wszystko u ciebie ok.? Przecież bijemy rekord, co nie?” – powtarzał. „Jestem spokojny”. „Zupełnie cię nie rozumiem, ja bym się denerwował.” Ale tak naprawdę ja też się denerwowałem. Pod koniec pierwszej połowy wywierałem na sędzim presję, żeby już zagwizdał i ją skończył. „Nie wiesz, że biję rekord? Przedłuż sobie drugą połowę o ile chcesz, ale teraz zagwiżdż!” 

To było w 21 kolejce, a w 25 Atletico pojechało do Pampeluny, gdzie Resino mógł pobić rekord świata, którego posiadaczem był Dino Zoff. Tym razem cała Hiszpania, łącznie z kibicami Osasuny, kibicowała bramkarzowi Atletico. Hiszpańskie media zrobiły już bowiem wokół wyścigu bramkarza wielki szum. Przed każdym kolejnym meczem gazety zastanawiały się, kto wreszcie skończy passę Resino, były rozpisywane w tym temacie quizy wśród widzów. A poprawienie rekordu Włocha stało się niemal sprawą wagi narodowej. Gdy więc ostatecznie stało się to w 47 minucie, publiczność w Pampelunie nagrodziła golkipera rywali owacją, a po meczu dostał od władz klubu figurkę Świętego Fermina, patrona Pampeluny. 


Tydzień później passa Resino dobiegła końca. Atletico grało ze Sportingiem Gijon. W 45 minucie znakomitą akcję przeprowadził Manjarin, zacentrował do młodego Luisa Enrique, a przyszły selekcjoner uderzył ją głową w kierunku dalszego słupka. Futbolówka odbiła się od słupka, pleców golkipera i wpadła do siatki. – Trąciłem wcześniej piłkę, może bym obronił strzał, ale miałem mokre rękawice – wspomina Resino. – Chyba nigdy na Vicente Calderon nie rozległy się tak gromkie brawa po golu dla rywali Atletico. Piłka wpadła do siatki, a wszyscy wstali i bili brawo. Oczywiście były to brawa dla nas, w podziękowaniu za nasz wyczyn – kończy. 

– To było osiągnięcie całego zespołu, aczkolwiek ja zebrałem za nie laury. Na pierwszym miejscu zaś trzeba wymienić trenera Tomislava Ivicia. Przywiązywał on wielką wagę do gry obronnej całego zespołu. W szatni często powtarzał „Zagrajmy na zero z tyłu, jeśli nie stracimy gola, to nie przegramy.” A przy tym mieliśmy naprawdę dobrych defensorów – wspomina bohater. Pytany zaś przez ekipę hiszpańskiej telewizji o swoje osobiste walory mówi, co ciekawe, bardzo podobnie do Zubiego: – Oczywiście liczą się także takie cechy jak siła, sprawność, szybkość, refleks, umiejętność podjęcia właściwej decyzji. Trzeba dobrze, pewnie wychodzić z bramki, umieć zachować się w sytuacji jeden na jeden z napastnikiem. Jednak najważniejsze jest, by przekazywać zespołowi spokój. Pamiętam, jak jeden z kolegów z pola mi powiedział: „Gdy patrzę do tyłu i widzę bramkarza, któremu ufam, moja wiara w sukces wzrasta.” 

Abel Resino dopóki kontynuował karierę, traktował swój rekord tylko jako miły, ale niewiele znaczący akcent. Dziś jest inaczej – zdał sobie sprawę bowiem, że inne jego sukcesy odeszły w niepamięć, natomiast z tym wciąż jest kojarzony. Pewnego dnia dostał od wydawców Księgę Guinnessa z wpisanym swoim osiągnięciem. Trzyma ją w domu na honorowym miejscu. – Wszystkie rekordy są po to, żeby je pobić. Ale z moim nie będzie łatwo. 1275 minut to naprawdę dużo – mówi. 

3. Soler 20 bez przerwy

Zubizarreta nie ma też rekordu długowieczności. Co do tej ostatniej, to oczywiście można ją różnie definiować. Pod względem odległości czasowej między datą debiutu w La Liga, a datą ostatniego meczu liderem jest bramkarz Cesar Sanchez, który pierwszy rozegrał 23 maja 1992 roku, a ostatni 1 maja 2012 roku. Jednak w tracie jego kariery zdarzyły się dwa sezony, w których nie wystąpił ani razu w Primera Division: 1992-93 i 2002-03. Jedynym dotychczas piłkarzem, który nieprzerwanie przed 20 sezonów (Messi kończy szesnasty) biegał na boiskach Primera Division jest Miquel Soler, lewy obrońca, także przez pewien czas reprezentacji Hiszpanii. W La Liga grał w siedmiu różnych zespołach. 

Swoją długowieczność zawdzięcza przede wszystkim wspaniałemu organizmowi, niezbędnemu dla bocznego obrońcy. Przygotowywał go do ekstremalnego wysiłku od wczesnego dzieciństwa, nawet o tym nie wiedząc. – Mój dom rodzinny był oddalony od miasteczka. Po dzieci przyjeżdżał autobus i zawoził do szkoły. Ja nie lubiłem rano wstawać, często wybiegałem z domu w ostatniej chwili i autobus mi uciekał. Nie pozostawało mi nic innego, jak biec do szkoły. Kiedy po południu chciałem odwiedzić kolegę, to też do niego biegłem. Biegiem pokonywałem wszystkie ścieżki łączące wiejskie domy. Można powiedzieć, że całe dzieciństwo spędziłem biegając. W ten sposób nabyłem swoją wytrzymałość – tłumaczy. 
Do tego dołożył profesjonalizm, który uważa za najważniejszą cechę u sportowca. – Trzeba zrozumieć, że jeśli uprawiasz jakiś zawód, to musisz mu się w pełni poświęcić. A w futbolu, im dłużej go uprawiasz, tym poświęcać się musisz więcej. Musisz starać się być lepszy z roku na rok, nie możesz nigdy spocząć na laurach – opowiada. 

Soler jest jednym z niewielu piłkarzy, którzy mogą pochwalić się, że grali w trzech największych hiszpańskich klubach. W żadnym nie zrobił oszałamiającej kariery, ale widocznie nie był dość dobry. Barcelona kupiła go, razem z Ernesto Valverde – z Espanyolu – po tym, jak zajął ze swoim zespołem w 1988 roku trzecie miejsce w lidze i dotarł do finału Pucharu UEFA. Jednak jego styl nie odpowiadał Johanowi Cruyffowi. Holender nie chciał zawodników, którzy nieustannie biegają, a Soler, gdy dostawał piłkę, od razu ruszał do przodu, bo w Espanyolu do tego właśnie się przyzwyczaił. Z Barcy musiał odejść. Trafił do Atletico, gdzie u Luisa Aragonesa zaliczył na tyle udany sezon, że Barca ściągnęła go z wypożyczenia, po czym historia się powtórzyła, więc odszedł do Sevilli, skąd za darmo pozyskał go w 1995 roku Real Madryt, który miał za sobą dwa tytuły mistrzowskie zdobyte pod wodzą Jorge Valdano. Soler miał wtedy już 31 lat. Real podpisał z nim umowę na sezon, ale zapewniając, że jeśli rozegra 20 meczów, to zostanie ona automatycznie przedłużona. Jednak obietnica ta nie została dotrzymane. Po kiepskim sezonie przyszedł nowy trener i chciał stawiać na innych ludzi. 

Po epizodzie w Saragossie, 33-letni lewy obrońca w 1998 roku trafił do Mallorki. Sam nie sądził, że spędzi w niej jeszcze pięć sezonów. – Zaraz po przyjściu odbyłem jeden z najtrudniejszych okresów przygotowawczych do sezonu. Bolało mnie po nim całe ciało. Chciałem już kończyć karierę, ale było mi wstyd. Potem rok po roku różni ludzie pytali mnie o to samo: nie kupiłeś jeszcze domu na Majorce? A ja im na to, że to będzie na pewno mój ostatni rok. Jednak potem przychodził jeszcze jeden sezon. A potem następny. No i w końcu kupiłem. 

– Zawsze lubiłem tekst Johna Lennona, że życie ma dla ciebie zazwyczaj inne plany niż ty sam. Gdy w 1983 roku debiutowałem w Primera Division, nie stawiałem sobie za cel, by grać w niej nadal w 2003. Realizowałem inne cele i te 20 lat jakoś samo wyszło. Dziś doceniam to jednak, bo to naprawdę nie jest łatwe tak długo utrzymać się na topie. Jestem dumny ze swojej kariery – mówi. Zakończył ją 31 czerwca 2003 roku. 

4. Carboni 41, 1, 12

Zubizarreta nie jest też rzecz jasna najstarszym zawodnikiem, który pojawił się na boisku w meczu Primera Division. Pod tym względem przoduje Amadeo Carboni. 23 października 2005 roku wystąpił w meczu Valencii z Realem Madryt mając 40 lat, 6 miesięcy i 17 dni, a pobił rekord Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem, Donato z Deportivo. Włoch po raz ostatni zagrał w La Liga 16 maja 2006, więc dziś o pobicia jest następujący wynik: 41 lat, 1 miesiąc i 12 dni.

Gdy przybył do Valencii mając 32 lata nikt nie mógł spodziewać się, że będzie grał w niej przez 9 sezonów. Jego transfer do La Liga był zresztą raczej przypadkowy. – Nie zamierzałem nigdzie wyjeżdżać z Włoch, ale w 1997 roku moje sprawy w Romie trochę się pokomplikowały. Byłem świeżo po wyleczeniu kontuzji. Nie miałem agenta. Na dwa dni przed końcem okna transferowego zadzwonił do mnie agent Roberto Baggio, Antonio Caliendo i powiedział, że wiedząc o moich kłopotach znalazł mi robotę w Valencii, mogę ją wziąć albo nie. Roześmiałem się, ale nie powiedziałem: nie i… już następnego dnia był w Rzymie Paco Roig, ówczesny prezydent Valencii! Zamiast kończyć karierę postanowiłem zobaczyć, jak to jest w Hiszpanii i podpisałem na serwetce umowę na dwa lata nie robiąc sobie wielkich nadziei na sukcesy w Primera Division – opowiadał po latach. Początki były ciężkie, Carboni grał zbyt brutalnie i w pięciu pierwszych meczach dwa razy dostał czerwoną kartkę. – Byłem typowym włoskim zakapiorem – tak sam się oceniał. Potem jednak nauczył się futbolu po hiszpańsku. 

Gdy zbliżał się do końca kariery, miał w klubie specjalny status. Mimo że regulamin zabraniał zawodnikom jeżdżenia motorami, on codziennie przyjeżdżał swoim na trening, a wszyscy udawali, że tego nie zauważają. Do posiłków zawsze pił wino, a potem jeszcze zjadał wielką porcję lodów… Skoro w ten sposób się prowadząc grał zawodowo w piłkę mając 38 lat, to oznaczało, że nie powinien zmieniać diety. 

Włoski lewy obrońca, podobnie jak Soler, grał tak długo ze względu na zupełnie szczególną zdolność organizmu do regeneracji. Jego mięśnie i stawy, jak ze zdumieniem zauważali lekarze, wykazywały zużycie mniejsze niż u jakiegokolwiek innego zawodnika. On sam widział jednak rzecz inaczej. – W utrzymaniu formy pomaga mi to, że jestem zawsze pozytywnie nastawiony do życia. Mam w zespole bardzo fajnych kolegów, co nie jest bez znaczenia. Walencję jako miasto kocham bezgranicznie i nie chcę jej opuszczać. A ponadto mam w domu piątkę małych dzieci i prostu potrzebuję codziennie jechać na trening, a w weekend na mecz, żeby od nich odpocząć. Z tych to przyczyn rokrocznie odraczam decyzję o zakończeniu kariery – mówił w 2005 roku „El Pais”. Gdyby nie widzimisię trenera Quique Floresa, który postanowił stawiać na jego ewidentnie słabszego rodaka Emiliano Morettiego, grałby jeszcze dłużej. 

5. Gorriz i Larranaga 406 razem

A jaki duet rozegrał w Hiszpanii najwięcej meczów ligowych razem? To też zostało policzone i okazało się, że była to legendarna para stoperów Realu Sociedad San Sebastian z lat 80-tych: Alberto Gorriz i Jon Andoni Larranaga. Zespół z nimi w składzie dwa razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Hiszpanii, choć wtedy ledwie przebijali się do podstawowej jedenastki. Potem dopiero stworzyli żelazny duet obrońców, choć w zasadzie był to tercet, którego trzecim członkiem stał się Augustin Gajate. Spędzili razem w Sociedad 15 lat!

Gorriz i Larranaga urodzili się w 1958 roku, razem grali w drugim zespole RSSS – Sanse i razem wchodzili do pierwszej ekipy. – Znaliśmy się więc bardzo dobrze od początku. Rozmawialiśmy mało, ale Jon doskonale znał moje słabe strony, wiedział, jaki błąd mogę popełnić, na co musi uważać. Był dla mnie gwarancją, prawie nie było między nami nieporozumień. Nikt nas nie potrafił przejść. Niektórym się udawało, ale niewielu. Ale wtedy był jeszcze Augustin – tak po latach tłumaczy kooperację Gorriz. 

Znakomici zawodnicy tworzyli duet także poza boiskiem. – Wyjeżdżaliśmy razem z naszymi dziewczynami. Chociaż mamy różne temperamenty, wiele nas łączyło. On jest bardziej milczący, ja mówię znacznie więcej. Ale to nie ma przecież znaczenia, najważniejsze, że czuliśmy wzajemnie swoje wsparcie. Byliśmy przyjaciółmi – mówił Bixio Gorriz. 

Jakimi byli zawodnikami? Gorriz piłką grał kiepsko, po jej odebraniu od razu podawał najbliżej stojącemu partnerowi, ale za to był silny, dobry w powietrzu, umiał antycypować, a wszystkie swe zalety do maksimum wykorzystywał. Larranaga znacznie lepiej posługiwał się piłką, umiał ją wyprowadzić. To dlatego gdy zespół grał trójką z tyłu, Gorriz i Gajate byli obrońcami kryjącymi, a Larranga najpierw ostatnim stoperem, a potem, u nowocześniej patrzącego na futbol Johna Toshacka, libero. 


Gdy wchodzi się do muzeum Realu, od razu w oczy rzucają się w oczy wymalowane na ścianie nazwiska zawodników, którzy rozegrali najwięcej spotkań dla Sociedad oraz ich liczba. Numerem jeden jest Gorriz, który zaliczył 599 meczów (źródła zewnętrzne podają inne liczby). Dlaczego nie 600? To niezwykle ciekawa historia, a oto jak pamięta ją sam zainteresowany. 

– 12 czerwca 1993 w 37 kolejce graliśmy u siebie z Tenerife – to był mój ostatni mecz na własnym boisku – bo wraz z końcem sezonu kończyłem karierę i w ogóle ostatni mecz na stadionie Atocha. Kibice przez cały mecz krzyczeli: Bixio, Bixio. Wiedzieli, że odchodzę, że nie zobaczą mnie więcej w tej koszulce, którą tego dnia założyłem po raz 599. A potem w szatni kiedy się kąpałem, nagle zobaczyłem w wielkim lustrze, jak zbliża się John Toshack. Złapał mnie za ramię i zapytał: „Bixio, ile meczów rozegrałeś w Realu?” Odpowiedziałem, że 599. On: „Co za piękna liczba! Ja: „Nie, 600 byłoby piękniejsze.” On na to: „Nie, 599 też jest piękne.” Byłem lekko zdruzgotany. Przed nami była jeszcze jedna kolejka sezonu – czyżbym miał w niej nie wystąpić? Cały tydzień trenowałem z grupą nazywaną łódź rybacka, złożoną z zawodników nie powoływanych na mecze. A jednak zostałem włączony do kadry na spotkanie z Barceloną. Byłem więc przekonany, że Toshack wpuści mnie chociaż na minutę. My już nie graliśmy o nic, a Barca walczyła o mistrzostwo. Camp Nou żegnał swoją legendę – Alexanco, atmosfera była podniosła. Przez cały mecz Toshack nawet na mnie nie spojrzał. Nie zagrałem po raz 600. Wtedy byłem gotowy go zabić.

Cóż, Toshack zawsze słynął ze złośliwości…

6. Hugo Sanchez 38 z pierwszej

Tego rekordu Zubizarreta nie miał szansy pobić, zaś Leo Messi też chyba tego nie zrobi…

Oto w sezonie 1989-90 królem strzelców La Liga (i zdobywcą Złotego Buta, jako pierwszy zawodnik z La Liga) został grający w Realu Madryt Hugo Sanchez, który wszystkie swoje 38 bramek uzyskał uderzeniami z pierwszej piłki! Uświadomiono mu to zresztą, jak również fakt, że jego wyczyn jest w historii futbolu absolutnie pionierski, dopiero po roku. 

Jeśli ktoś miał coś takiego zrobić, to tylko on. Był bowiem rasowym snajperem, który gdy widział przelatującą obok piłkę to nie zastanawiał się dwa razy tylko walił. A sięgnąć umiał niemal każdej, niczym Zlatan Ibrahimowić. – Duża w tym zasługa mojej siostry, która w dzieciństwie goniła mnie do ćwiczeń gimnastycznych, z czasem coraz trudniejszych. Potem właśnie owa sprawność fizyczna, wygimnastykowanie, obok techniki strzału i intuicji decydowała o moich sukcesach. Byłem też silny fizycznie: dzięki mięśniom moich nóg skakałem wyżej niż obrońcy. Zresztą, wyskok też z natury miałem bardzo dobry – wyjaśnia.

Sanchez także nie zaniedbywał pracy, co pamięta jego partner z tamtego Realu, Martin Vazquez. – Jeśli chodzi o jakość strzału, to według mnie Hugo był najlepszy. Ciężko na to zapracował. Po treningach często zostawaliśmy w kilku: Paco Buyo, ja, Hugo i Bernd Schuster i ćwiczyliśmy podania oraz strzały. Hugo strzelał z każdej pozycji. Patrzenie na niego było wielką przyjemnością. Hugo był świadom zarówno swych ograniczeń jak i oraz walorów. Wiedział, że zawsze musi grać jak najbliżej pola karnego, bo tam jest prawdziwie śmiercionośny. 

Sanchez powiedział ostatnio, że nikt nie powtórzy jego wyczynu. Zapewne. Co ciekawe, najbliżej niego znalazł się Karim Benzema, w sezonie obecnie trwającym. Z 26 goli, jaki ma w dorobku we wszystkich rozgrywkach, 18 (a więc 70 %) to trafienia z pierwszej piłki!

W historii La Liga kilku zawodników trzy razy z rzędu zdobyło Trofeo Pichichi. Tylko Hugo Sanchez dokonał tego czterokrotnie. Ale obecnie Leo Messi na koncie trzy triumfy i prowadzi w klasyfikacji sezonu 2019-20.

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” NR 19/2020

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Ligi w Europie La Liga

Zawodnik Bayernu na celowniku Atletico

W kręgu zainteresowań „Rojiblancos” znalazł się 67-krotny reprezentant Niemiec. Do transferu dojść może jeszcze tej zimy.

PiłkaNożna.pl
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Atletico Madryt blisko transferowego hitu! Rozmowy trwają

Atletico Madryt zamierza wstrząsnąć rynkiem! To będzie bardzo głośny transfer.

Julian Alvarez of Atletico de Madrid celebrates his goal during the La Liga EA match between Atletico de Madrid and Real Madrid CF, on September 27, 2025. - 27/09/2025 - Spain / Madrid / Madrid - PUBLICATIONxNOTxINxFRAxRUS LGMx/xLexPictorium LePictorium_0315443
2025.09.27 Madryt
pilka nozna , liga hiszpanska
Atletico Madryt - Real Madryt
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Z Barcelony do PSG! Hitowa przeprowadzka oficjalnie potwierdzona

To już oficjalne! Barcelona sprzedała swojego utalentowanego zawodnika do struktur ekipy PSG.

Milan, Italy, 6th May 2025. Hansi Flick Head coach of FC Barcelona, Barca looks on prior to the Internazionale vs FC Barcelona UEFA Champions League match at Giuseppe Meazza, Milan. Picture credit should read: Jonathan Moscrop / Sportimage EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorised audio, video, data, fixture lists, club/league logos or live services. Online in-match use limited to 120 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. SPI_267_JM_INTER_BARCA_UCL SPI-3886-0267
2025.05.06 Mediolan
pilka nozna , Liga Mistrzow
Inter Mediolan - FC Barcelona
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Vinicius z przełomową deklaracją! Real Madryt postawiony pod ścianą

Vinicius Junior jednak opuści Real Madryt? Pojawiły się przełomowe doniesienia w tej sprawie!

Liverpool v Real Madrid, UEFA Champions League Vinicius Junior Of Real Madrid during the Liverpool v Real Madrid UEFA Champions League Round 1 League Stage match at Anfield, Liverpool, England on 4 November 2025 Credit: Lee Keuneke/Every Second Media Editorial use only. All images are copyright Every Second Media Limited. No images may be reproduced without prior permission. Copyright: xIMAGO/EveryxSecondxMediax ESM-1654-0143 LeexKeunekex/xEveryxSecondxMediax
2025.11.04 Liverpool
pilka nozna liga mistrzow
Liverpool FC - Real Madryt
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie La Liga

Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A

Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.

Spain - LaLiga EA Sports - Villarreal CF vs Real Madrid CF - 24/01/2026 SPAIN, VILLARREAL, JANUARY 24. Alvaro Arbeloa head Coach of Real Madrid during the LaLiga EA Sports match between Villarreal CF and Real Madrid CF on January 24, 2026 at Estadio de la Ceramica in Villarreal, Spain. Photo by Manuel Blondeau/ AOP.Press Villarreal Estadio de la Ceramica Spain Copyright: x ManuelxBlondeau/AOP.Pressx AOP20260124-0177
2026.01.24 Villarreal
pilka nozna liga hiszpanska
Villarreal CF - Real Madryt
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej