W środowym spotkaniu z Zagłębiem między słupkami bramki Wisły nieco niespodziewanie wystąpił Filip Kurto. Choć naturalnym zastępcą Sergeia Pareiki był Milan Jovanić, tym razem szansę dostał dotychczasowy numer trzy. Był to jego drugi występ w Ekstraklasie, jednak na razie jedyny w pełnym wymiarze czasowym.
W rundzie jesiennej tego sezonu Filip rozegrał 14 minut przegranego spotkania w Białymstoku.O swoim kolejnym występie dowiedział się na dwa dni przed meczem.
Jak trener motywował tę decyzję? – pytaliśmy. – Nijak. Po prostu powiedział, że to ja będę grał. Cieszę się, że dał mi szansę. Pracowałem na nią na treningach i myślę, że zasłużyłem. Będę robił wszystko, by otrzymać kolejną – odpowiadał.
Przez całe dziewięćdziesiąt minut Filip nie musiał się wiele natrudzić. Dobrze wyłapał jedno dośrodkowanie, raz skutecznie interweniował przy mocnym uderzeniu w środek bramki. – Trema szybko minęła. W zasadzie zaraz po wyjściu na rozgrzewkę. Szkoda tylko, że nie było kibiców. Wiadomo, że grałoby się inaczej niż przy pustych trybunach – mówił po końcowym gwizdku.
W najgroźniejszych sytuacjach dla Zagłębia praktycznie nie musiał interweniować. Tak było m.in. przy strzale z rzutu wolnego Dawid Plizgi, który trafił w zewnętrzną część słupka. W drugiej połowie Filip pokazał, że komunikacja z kolegami momentami jeszcze zawodzi i rozminął się z futbolówką zagrywaną mu przez Erika Czikosza. Jednak po ostatnim gwizdku to Słowak był zdecydowanie bardziej krytykowany przez trenera.
Kto stanie między słupkami bramki Wisły w kolejnym meczu, poprzedzającym mistrzowską fetę? – Tego jeszcze nie wiem. Czekam na decyzję trenera – mówi Kurto.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.