Lech planuje transfery, szuka pomocnika i napastnika
– Mamy w budżecie zarezerwowane środki na transfery. Musimy jednak zachować ostrożność w kwestii pozyskiwania nowych piłkarzy – mówi na łamach Przeglądu Sportowego Karol Klimczak, prezes Lecha Poznań.
– Doświadczenie z 2010 roku, kiedy wydaliśmy w żywej gotówce na transfery i umowy z zawodnikami aż 13 milionów złotych, powinno nas czegoś nauczyć. Koszty, które ponieśliśmy wówczas, spłacamy do dziś – dodaje Klimczak. – Rada nadzorcza w piątek zatwierdziła plany komitetu transferowego. Uczulono nas jednak po raz kolejny, by wszystko dobrze przemyśleć, by nie wpędzić się w kolejne problemy – zaznacza.
Wiadomo, że Lech na transferowym rynku przede wszystkim poszukuje piłkarzy na dwie pozycje – środkowego, ofensywnego pomocnika oraz w drugiej kolejności napastnika. Mówi się, że w napadzie Kolejorza już niedługo występować może Łukasz Teodorczyk. Piłkarzowi za pół roku kończy się kontrakt w Warszawie, którego na sto procent nie przedłuży. Nie wiadomo jednak, jak na takie zachowanie zareague Ireneusz Król. Może się więc zdarzyć, że popularny Teo nie przejdzie do Lecha, bo na transakcję (zapewne opiewającą na grosze) nie zgodzi się właściciel Czarnych Koszul. Lech będzie więc musiał szukać dalej.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.