Lech Poznań nie odpuszcza i naciska na lidera – Legię Warszawa. Kolejorz w piątkowym spotkaniu Ekstraklasy zmierzył się z Widzewem Łódź i zainkasował trzy punkty. Gola decydującego o zwycięstwie Kolejorza strzelił Rafał Murawski.
Przed rozpoczęciem jedenastej kolejki Ekstraklasy Lech Poznań zajmował czwarte miejsce w ligowej tabeli. Widzew Łódź był siódmy i do piątkowego rywala tracił trzy punkty. – Kadra Lecha jest też solidna, co pokazują ich wyniki. Na pewno ich siłą jest defensywa, mają też kilku uznanych piłkarzy Ekstraklasy, kilku reprezentantów, ale też wielu ciekawych młodych zawodników – komplementował przed meczem rywali szkoleniowiec gospodarzy, Radosław Mroczkowski.
O pierwszej połowie trudno napisać coś pozytywnego. Przebieg tej części meczu był bardzo nudny. Wystarczy napisać, że żadna z drużyn nie stworzyła sobie ani jednej klarownej sytuacji do zdobycia bramki. Na przerwę obydwa zespoły schodziły przy bezbramkowym remisie. Do beznadziejnego obrazu spotkania przyczyniła się również atmosfera na trybunach, gdzie kibice praktycznie nie prowadzili dopingu.
Druga część spotkania była już bardziej emocjonująca. W 48. minucie Gergo Lovrencsics mógł dać prowadzenie ekipie gości. Węgier po uderzeniu z dystansu trafił jednak w poprzeczkę. Kilkanaście minut później ponownie Lovrencsics był blisko zdobycia bramki, ale tym razem powstrzymał go Milos Dragojević, a nie poprzeczka.
Również Widzew Łódź miał swoją sytuację. W 70. minucie Mehdi Ben Dhifallah otrzymał bardzo dobre dośrodkowanie i po jego mocnym uderzeniu piłka trafiła w poprzeczkę. Dziesięć minut później doczekaliśmy się pierwszego gola. Bramkarz Widzewa wypuścił piłkę, do której dopadł Rafał Murawski. Doświadczony pomocnik zachował się bardzo spokojnie w polu karnym gospodarzy i zdobył bramkę. Pytanie tylko, czy Dragojević w tej sytuacji nie był faulowany?
Ostatecznie Lech zwyciężył 1:0 i zainkasował komplet punktów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.