Lech Poznań dał w środę w Gdańsku miejscowej Lechii lekcję futbolu. Mistrzowie Polski pewnie wygrali w zaległym meczu 6. kolejki PKO Ekstraklasy w Trójmieście 3:0. Kryzys w Gdańsku jest coraz głębszy.
Obaj trenerzy nieźle zamieszali w podstawowych składach przed tym spotkaniem. Trener Lechii – Tomasz Kaczmarek postawił w pierwszej jedenastce na środku obrony na Joela Abu Hannę, dla którego był to debiut w Biało-Zielonych barwach. Ponadto też od pierwszej minuty na boisku byli Marco Terrazzino czy Kristers Tobers ustawiony jako defensywny pomocnik. Z kolei szkoleniowiec gości – John van den Brom postawił na nietypowy kwartet ofensywny. Konfrontację z Lechią od początku rozpoczęli Kristtofer Velde, Filip Marchwiński i Michał Skóraś. Na szpicy z kolei zaczął Filip Szymczak.
Lechia mogła dobrze rozpocząć to spotkanie, ale strzał Terrazzino powędrował obok bramki Filipa Bednarka. Gdańszczanie pierwsze minuty w tym spotkaniu mieli całkiem dobre i na pewno lepsze niż w poprzednich starciach. Jednak mistrzowie Polski jako pierwsi strzelili gola. W 19. minucie niepilnowany za polem karnym Lechii Nika Kvekvekshiri doszedł do piłki po rozegraniu rzutu rożnego i strzałem z dystansu dał prowadzenie zespołowi z Poznania. Od tego momentu poznaniacy przejęli pełną kontrolę nad tym meczem.
Tempo spotkania po golu nieco spadło, ale Lechia nie była w stanie zagrozić bramce Lecha w pierwszej połowie. Bardzo nieudolnie rozgrywała piłkę, a ostatnie podania pod bramką rywala albo strzały mogły wprawić gdańskich kibiców w stan frustracji. Lech tuż przed przerwą podwyższył prowadzenie, a kapitalną akcją popisał się Kristoffer Velde. Norweski skrzydłowy świetnie okiwał Kristersa Tobersa w polu karnym i efektownym uderzeniem pokonał Dusana Kuciaka. Kolejorz do przerwy prowadził absolutnie zasłużenie dając Lechii solidną lekcję futbolu.
Tuż po przerwie Velde mógł skompletować dublet, ale gdańszczan od straty kolejnej bramki uratował słupek. Lechia w dalszym ciągu była nieporadna w ataku, grała wolno i bez pomysłu. To po godzinie gry znowu wykorzystał Lech. Skóraś i Marchwiński pięknie rozegrali klepkę w polu karnym gdańszczan i ten pierwszy podwyższył wynik na 0:3!
Lechia zrezygnowana nie miała wciąż pomysłu na grę, a to skutkowało, że goście mieli więcej przestrzeni do gry w ataku. Swoją okazję na gola miał też m.in. Marchwiński, ale młodzieżowiec Lecha był nieskuteczny. W dalszych fragmentach drugiej połowy mistrzowie Polski rozgrywali sobie piłkę, a gospodarze za nią biegali. Goście nie szukali na siłę kolejnych trafień, a Lechii miała duże problemy aby pojawić się pod bramką Bednarka.
Lech wygrał w Gdańsku w pełni zasłużenie. Można stwierdzić, że starcie w Gdańsku było najlepszym za kadencji trenera van den Broma w Lechu. A Lechia? Czwarty mecz z rzędu, w którym Biało-Zielonych nie dają żadnych argumentów swoją postawą, aby zasłużyć na jakiekolwiek punkty i grają bardzo wolno i bez pomysłu w ofensywie. Kto wie, czy za to posadą nie zapłaci trener Kaczmarek, który siedzi w Gdańsku na coraz bardziej gorącym krześle. Kryzys w Lechii jest już bardzo głęboki i jest to czas na poważniejsze zmiany w drużynie.
Po tym meczu trudno się zgodzić ze słowami kapitana Lechii – Dusana Kuciaka ze wczorajszej przedmeczowej konferencji prasowej, że „moment nie jest idealny, ale nie nazywałbym go kryzysem”. To jest duży kryzys i Biało-Zieloni nie dają argumentów swoim fanom, że z niego wyjdą w najbliższym czasie. Kibice pożegnali piłkarzami sporą porcją gwizdów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.