W drugim niedzielnym meczu inauguracyjnej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy Lechia Gdańsk pokonała w delegacji Wartę Poznań (1:0).
Jak Lechia zaprezentuje się w starciu z beniaminkiem? (fot. Krzysztof Cichomski / 400mm.pl)
Beniaminek ma za sobą niezwykle udany sezon na poziomie I ligi, jednak gra w elicie to zupełnie inna bajka. W zespole Piotra Tworka doszło do wielu zmian i jak zaznaczył sam trener, nawet o sam nie wiem, na co będzie stać jego piłkarzy. – Nie jesteśmy gotowi w stu procentach gotowi na inaugurację – przyznał.
Na tle przeciwnika, który dopiero będzie się uczył Ekstraklasy, Lechia Gdańsk jawiła się jako zdecydowany faworyt niedzielnego spotkania. W drużynie Piotra Stokowca także doszło do kilku roszad, jednak jej doświadczenie i mocny skład personalny nie pozostawiał żadnych złudzeń odnośnie tego, że to właśnie w niej widziano murowanego kandydata do zgarnięcia trzech punktów.
Jak się okazało, Warta wcale nie zamierza tanio sprzedawać skóry i chociaż na papierze faktycznie nie miał wielu argumentów na ogranie wyżej notowanego rywala, to od początku spotkania, to właśnie gospodarze lepiej radzili sobie na boisku. Jeszcze przed upływem kwadransa groźnie strzelali Gracjach Jaroch i Mariusz Rybicki. Pierwszy pomylił się nieznacznie, natomiast po uderzeniu drugiego na wysokości zadania stanął Dusan Kuciak.
Lechia przez dłuższy czas nie potrafiła złapać odpowiedniego rytmu. Gdańszczanie przejawiali co prawda większą kulturę gry i częściej utrzymywali się przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Strzegący bramki Warty Adrian Lis nie miał zbyt wiele pracy, a optyczna przewaga gości objawiała się również w tym, że beniaminek kilka razy wypuścił się z groźnym kontratakiem.
Po pierwszej bezbarwnej połowie w wykonaniu Lechii, po przerwie nic się w obrazie gry nie zmieniło. Piłkarze Stokowca nie mieli kompletnie niczego do zaoferowania i w starciu z zaangażowanymi rywalami nie potrafili udowodnić, że to właśnie oni są ekipą zaprawioną w bojach, bardziej doświadczoną i po prostu lepszą.
Kiedy nic nie wskazywało, Lechia wyprowadziła cios. W 65. minucie po dośrodkowaniu w pole karne, piłka spadła po nogi Michała Nalepy. Ten przytomnie wyłożył ją do Łukasza Zwolińskiego, a napastnik gości jedynie dołożył nogę, kierując futbolówkę do siatki obok zasłoniętego bramkarza.
Gospodarze ruszyli do ataku, ale ich marzenia o korzystnym wyniku prysły niczym bańka mydlana w 80. minucie. To właśnie wtedy Michał Jakóbowski chciał nabrać sędziego i wymusić karnego. Szymon Marciniak nie dał się jedna nabrać i od razu pokazał piłkarzowi Warty żółta kartkę. Jako, że była to już jego druga kara indywidualna w tym meczu (pierwszą kartkę dostał również za symulowanie), to musiał on opuścić boisko.
Po takim ciosie beniaminek już się nie podniósł, mimo tego, że miał jedną znakomitą okazję, by odpowiedzieć. Po raz kolejny swoich kolegów musiał jednak ratować Dusan Kuciak, który w świetnym stylu obronił mocny strzał Mateusza Kuzimskiego.
Wynik już ostatecznie się nie zmienił i po końcowym gwizdku to zawodnicy Lechii mogli wznieść w górę w geście triumfu. Nie był to dobry mecz w wykonaniu drużyny Stokowca, która była apatyczna i grała bez pomysłu, jednak sezon zaczęła od zwycięstwa i ważnych trzech punktów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.