Pierwszy z dwóch zaplanowanych na piątek meczów PKO Bank Polski Ekstraklasy zakończył się wygraną gości. Lechia Gdańsk pokonała w delegacji Wisłę Płock (3:1).
Dusan Kuciak rozegrał znakomite zawody w Płocku (fot. 400mm.pl)
Obie drużyny przed piątkowym starciem były w miarę już spokojne. Wisła dzięki wygranej w Zabrzu była już niemal pewna ligowego bytu na kolejny sezon, natomiast Lechia po czterech kolejnych spotkania bez zwycięstwa straciła szanse na podium.
Taki scenariusz mógł oznaczać, że w Płocku zobaczymy dwa zespoły, na których ciąży już większa presja i będzie to mieć przełożenie na jakość widowiska.
Spotkanie stało od początku na przyzwoitym poziomie, a na otwarcie wyniku trzeba było czekać stosunkowo krótko, ponieważ już w szóstej minucie piłkę do siatki skierował Flavio Paixao, który wykorzystał rzut karny podyktowany z faul Jakuba Rzeźniczaka na Conrado. Sędzia nie był pewny swojej decyzji i dlatego musiał się posiłkować w tej sytuacji pomocą systemu VAR.
Wisła nie złożyła broni po stracie gola przejęła inicjatywę na boisku. W poprzeczkę trafił Patryk Tuszyński, a po uderzeniu Rzeźniczaka Lechię uratował Dusan Kuciak.
W 35. minucie powinno być 1:1. Tym razem pod drugą bramką Tobers sfaulował Tyszyńskiego, ale tym razem „jedenastki” nie udało się jej wykorzystać. Mateusz Szwoch trafił w słupek i miejscowi ponownie musieli się obejść smakiem.
Ofensywa Wisły nie ustawała. Bliscy szczęścia byli także Alan Uryga i Damian Zbozień, ale albo brakowało im zimnej krwi pod bramką Lechii, albo znakomicie bronił Kuciak.
Dobrze grającym gospodarzom udało się w końcu dopiąć swego i wyrównać na kwadrans przed końcem dzięki płaskiemu uderzeniu Dawida Kocyły, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem
Radość Wisły nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ odpowiedź Lechii była błyskawiczna. Kilka chwil po stracie gole piłkę głową do siatki skierował Bartosz Kopacz i to goście ponownie byli na czele rywalizacji.
Nafciarze rzucili się do desperackich ataków w ostatnich minutach, jednak Lechia miała w bramce Dusana Kuciaka, który bronił niczym w transie i w samej końcówce dwukrotnie – w fenomenalnym stylu – ratował skórę swoim kolegom i bez dwóch zdań zapracował na miano jednego z wielkich bohaterów meczu.
W ostatnich sekundach odkrytą Wisłę skarcił Joseph Ceesay, który przebiegł z piłką połowę boiska i mając przed sobą jedynie bramkarza, z zimną krwią posłał ją do siatki.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.