Lechia Gdańsk zwyciężyła przed własną publicznością Stal Mielec w pierwszym sobotnim meczu czwartej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Piłkarzom prowadzonym przez Piotra Stokowca udało się zakończyć niechlubną serię dwóch porażek z rzędu.
Flavio Paixao dwoma trafieniami walnie przyczynił się do zwycięstwa Lechii. (fot. Grzegorz Radtke / 400mm.pl)
Gdańszczanie rozpoczęli mecz z wysokiego C. Już w czwartej minucie objęli prowadzenie. Michał Nalepa najwyraźniej pozazdrościł wczorajszego trafienia nożycami w wykonaniu Damiana Rasaka, bowiem przewrotką dośrodkował w obręb piątego metra, gdzie ustawiony był Flavio Paixao, który dokładnym strzałem głową nie dał szans bramkarzowi przeciwników na skuteczną interwencję.
Zaledwie trzy minuty później ekipa ze stolicy województwa pomorskiego mogła prowadzić już dwoma trafieniami. No właśnie, mogła, ponieważ Omran Haydary nie zdołał skutecznie wykończyć błyskawicznego kontrataku. W sytuacji sam na sam lepszy od Afgańczyka okazał się strzegący dostępu do bramki mielczan Rafał Strączek.
Niespodziewanie w dwudziestej trzeciej minucie goście z Podkarpacia doprowadzili do wyrównania. Wszystko za sprawą bardzo dobrze rozegranego rzutu rożnego. Maciej Domański dośrodkował w kierunku całkowicie osamotnionego Krystiana Getingera, który niewiele się zastanawiając, oddał strzał „z pierwszej piłki”, zmuszając tym samym do kapitulacji Duszana Kuciaka.
W czterdziestej czwartej minucie piłkarze prowadzeni przez Dariusza Skrzypczaka po raz kolejny udowodnili, że stałe fragmenty gry potrafią zamienić na gole. Ponownie na bliższy słupek z rzutu rożnego zacentrował Domański. Futbolówkę przejął Michał Mak, który precyzyjnym uderzeniem głową wpisał się na listę strzelców.
Wydawać by się mogło, że podopieczni Piotra Stokowca zejdą do szatni z jednobramkową stratą, ale w drugiej minucie doliczonego czasu gry nieoczekiwanie doprowadzili do remisu. Conrado w polu karnym zachował się niczym napastnik światowej klasy: przyjął piłkę, obrócił się i strzałem gorzą nogą tuż pod poprzeczkę zanotował drugie trafienie w barwach Lechii.
Na tym strzelanie się nie zakończyło. W drugiej odsłonie meczu gospodarze jeszcze częściej gościli pod polem karnym przeciwników. Gracze Lechii dwunastokrotnie uderzali na bramkę przeciwników (w całym meczu: dwadzieścia dziewięć razy, to więcej niż w trzech poprzednich meczach łącznie!). Dla porównania – Stal po zmianie stron oddała raptem dwa strzały.
Zdecydowaną dominację „zielono-białym” udało udokumentować w postaci gola dopiero w siedemdziesiątej trzeciej minucie. Wówczas do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Flavio Paixao. Portugalski napastnik nie pomylił się i zanotował dublet. Końcowy rezultat meczu ustalił w osiemdziesiątej ósmej minucie Michał Nalepa, który mimo asysty trzech obrońców, zdołał skutecznie zagłówkować po wrzutce z rzutu rożnego.
Stokowiec nie rzucał słów na wiatr na przedmeczowej konferencji prasowe. „Najbliższe mecze będą nas wprowadzały na właściwe tory. I to nie nadzieja, tylko fakty. Lechia będzie drużyną, jakiej wszyscy oczekujemy. Staram się na to wpłynąć i naprawić zespół” – powiedział. I rzeczywiście tak się stało. Lechia po raz pierwszy w bieżącym sezonie może mieć w pełni uzasadnione poczucie dobrze wykonanej pracy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.