Legia chce kupować i wzmacniać, ale płacić już nie ma zamiaru
Dość absurdalnie i komicznie wygląda w ostatnim czasie wzmacnianie szeregów warszawskiej Legii. Z klubem zawzięcie negocjuje Wladimer Dwaliszwili, ustala kontraktowe warunki i już snuje wizje występów przy Łazienkowskiej, ale wszystko może się skończyć, zanim się zaczęło. Legia chce kupić zawodnika, ale płacić za niego – już niekoniecznie. Absurd.
W legijnej kasie pustki i echo. Zespołowi z Warszawy wciąż czkawką odbija się kompromitująca końcówka ostatniego sezonu, w której we frajerski sposób zespół Maciej Skorży bez walki oddał mistrzostwo Polski. Brak tytułu wywołał trzęsienie ziemi na szczytach klubowej władzy, a nowi decydenci postanowili: zaciskamy pasa.
Taka polityka powoduje, że w momencie, gdy za wartościowego zawodnika (Dwaliszwili) wydać trzeba 100 tysięcy euro, kierownictwo mówi kategoryczne nie. Po co więc cała szopka z ustalaniem indywidualnych warunków umowy z piłkarzem, skoro i tak pewne było, że napastnik do Legii nie trafi? Dwaliszwili zasili najprawdopodobniej szeregi Śląska Wrocław.
Wciąż możliwe jest zakontraktowanie Dawida Nowaka z GKS-u Bełchatów. W obliczu katastrofalnej sytuacji finansowej klubu, GKS będzie starał się zrobić wszystko, żeby najlepiej opłacany zawodnik (jego pensja stanowi czwartą część budżetu) znalazł sobie nowego pracodawcę. Zainteresowana jest Legia, ale działacze ze stolicy zwietrzyli idealną okazję: owszem, Nowaka wezmą, ale tylko w momencie, gdy ten rozwiąże umowę z bełchatowskim klubem.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.