Miedź po niespełna kwadransie gry prowadziła przy Łazienkowskiej już dwoma golami, ale ostatecznie Legia zdołała odrobić bramkowe starty i pokonać beniaminka w meczu 10. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy.
Czesław Michniewicz zwykł mawiać, że 2:0 to niebezpieczny wynik. O prawdziwości słów aktualnego selekcjonera reprezentacji Polski dzisiejszego wieczora na własnej skórze przekonała się Miedź Legnica.
Beniaminek już w 14. minucie spotkania prowadził z Legią właśnie różnicą dwóch goli. Najpierw piłkę w siatce umieścił Angelo Henriquez, a następnie na listę strzelców wpisał się Luciano Narsingh.
Piorunujący początek podopiecznych Wojciecha Łobodzińskiego sprawił, że przy Łazienkowskiej zapachniało sensacją, niemniej jednak Legia po upokarzającym falstarcie wzięła się za odrabianie bramkowych strat.
Pościg za „Miedzianką” nie udałby się bez Filipa Mladenovicia. Serba brał bezpośredni udział przy wszystkich trzech bramkach: pierw asystował przy trafieniu autorstwa Pawła Wszołka, a później sam dwukrotnie trafiał między słupki.
Ozdobą spotkania była jego wyjątkowej urody bramka z 44. minuty, kiedy to Josue dośrodkował z rzutu wolnego w kierunku skraju pola karnego, gdzie przez nikogo niepilnowany Mladenović huknął z powietrza i bez przyjęcia.
Kosta Runjaić i spółka skutecznie zrehabilitowali się za zeszłotygodniowy blamaż 0:4 z Rakowem Częstochowa i – przynajmniej do niedzieli – awansowali na fotel lidera. W zupełnie innych nastrojach są piłkarze Miedzi, którzy są przedostatni w tabeli i nadal czekają na pierwszy zwycięstwo na wyjeździe.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.