Legia jedną nogą w kolejnej rundzie. Kto rywalem Wojskowych na ostatniej prostej do raju?
Tak, wiemy, jest jeszcze mecz rewanżowy z Celtikiem, w Szkocji może się wszystko zdarzyć, może mieć miejsce kataklizm, piłkarze Berga mogą popełnić zbrodnię na odpowiedzialnym futbolu i w zasadzie pewny po pierwszym meczu awans do kwalifikacyjnej rundy play-off wypuścić z rąk. Takiego scenariusza nie bierzemy jednak kompletnie pod uwagę, już teraz, spragnieni wielkiej piłki, zastanawiamy się, jakie są szanse na to, że polski zespół w końcu do Ligi Mistrzów się przedostanie. A szanse na to są ogromne!
Zresztą, zastanawiamy się nad tym nie tylko my, w nocy po meczu przy Łazienkowskiej robił to także Paweł Mogielnicki z 90minut.pl, który wyliczył procentowe szanse wylosowania poszczególnych, potencjalnych rywali w kolejnej rundzie. Najbardziej prawdopodobne jest ponowne wpadnięcie na Steauę Bukareszt lub APOEL, odrobinę niższe szanse wylosowania są w przypadku Dinama Zagrzeb czy Sparty Praga. Całe wyliczenia znajdziecie pod tym linkiem – KLIKNIJ TUTAJ!Warto rzucić okiem, nawet pomimo tego, że za tydzień wiele się jeszcze może w rewanżowych meczach wszystkich zespołów zdarzyć.
Co ważne i warte skontrowania: w wielu komentarzach po meczu z Celtikiem pojawiały się opinie, że na przedostanie się do fazy grupowej Champions League Legia nie ma najmniejszych szans, bo w play-offach w drugiej połowie sierpnia i tak trzeba się będzie zmierzyć z zespołem pokroju Arsenalu, Napoli czy FC Porto. Kto jeszcze tego nie wie, niech w końcu przyswoi: takie rozwiązanie jest niemożliwe, wspomniani giganci o grupę Ligi Mistrzów bić się będą we własnym sosie, w zupełnie innej części kwalifikacyjnej drabinki – tzw. niemistrzowskiej lub inaczej ligowej.
To właśnie efekt reformy Platiniego, której najważniejsze założenie wyklucza rywalizację mistrzów ze słabszych rankingowo krajów z nie-mistrzami z najmocniejszych lig, jak hiszpańska, niemiecka czy angielska. W praktyce oznacza to – tłumacząc w kilku słowach – że w części mistrzowskiej play-off’ów zagra dziesięć zespołów, krajowych mistrzów, które pomyślnie przecisną się przez III rundę. Natomiast w drugiej części – ligowej – czeka już pięć ekip, które prawo gry na tym poziomie zagwarantowały sobie zajęciem odpowiednio wysokiego miejsca w swojej lidze (Athletic, Arsenal, Porto, Bayer i Napoli), a dołączy do nich pięć kolejnych, ścieżką niemistrzowską podążających już od III rundy.
Teraz odpowiedzmy sobie na pytanie: jaka jest szansa na wyeliminowanie przez Legię takiego zespołu, jak Steaua, Sparta czy Salzburg? Już przed rokiem warszawski zespół był o krok od wyrzucenia za burtę Rumunów, wówczas ekipie Jana Urbana zabrakło jaj w rewanżu, legioniści ugotowali się w kotle oczekiwań rozszalałych trybun przy Łazienkowskiej, w konsekwencji przegrywając mecz już w pierwszych minutach. Steaua była jednak absolutnie w zasięgu mistrza Polski, dokładnie tak samo będzie w drugiej połowie sierpnia, gdy rozpocznie się rywalizacja na śmierć i życie w tej edycji.
Kilka wniosków po samym meczu z Celtikiem? Po pierwsze taki wynik musiał strącić gigantyczny kamień z serca Bogusława Leśnodorskiego, dla którego udział w europejskich pucharach – nawet w Lidze Europy – jest koniecznie potrzebny nie tylko ze względów sportowych i wizerunkowych, ale przede wszystkim finansowych. Niemal przesądzone odprawienie Celtiku gwarantuje przecież Legii udział w Lidze Europy, nawet w momencie, gdy w sierpniu któraś z wymienionych wcześniej drużyn znów wyciśnie z nas morze łez. A to oznacza dodatkowe wpływy do klubowej kasy.
Po drugie: to, o czym mówił na łamach „Piłki Nożnej” Miro Radović okazało się prawdą, a nie tylko pustymi słowami. Kryzys formy był – piłkarz Legii przyznał to wprost, nie ściemniał, że słabe mecze na początku sezonu były tylko wypadkiem przy pracy – ale już minął i w spotkaniach decydujących o awansie do LM Legia będzie w najwyższej formie. W środę Wojskowi pokazali świetną grę, słaby Celtic rzucili na kolana. Teraz zespół Berga powinien popracować nad skutecznością, bo ta w środę stała na niziutkim poziomie. I nad głowami, bo to one zawiodły przed rokiem, gdy Łazienkowską odwiedziła Steaua. Osiemnaście lat nieskutecznego uczenia się na błędach w zupełności wystarczy, czas w końcu zdać ten egzamin.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.