Śląsk Wrocław rozgromił aż 4:0 Legię Warszawa w hicie 12. kolejki Ekstraklasy. Podopieczni Jacka Magiery obronili fotel lidera, podczas gdy dla stołecznego klubu to już czwarta porażka z rzędu.
W pierwszej połowie oglądaliśmy partię piłkarskich szachów. Dobrze zorganizowany na boisku Śląsk na niewiele pozwalał dość sennie rozgrywającej piłkę Legii. Wicemistrzowie Polski mieli optyczno-statystyczną przewagę, z której mało co wynikało w kontekście zagrożenia bramki.
Sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Tuż przed przerwą warszawianie mogli jednak objąć prowadzenie. Marc Gual niczym rasowy snajper obrócił się z piłką w polu karnym z rywalem na plecach, ale huknął tylko w poprzeczkę.
Niewykorzystane okazje lubią się mścić. Zemsta nadeszła 20 sekund po przerwie. Piotr Samiec-Talar obsłużył prostopadłym podaniem wychodzącego na wolne pole Petra Schwarza, który delikatnie zmienił tor lotu piłki i wyprowadził Śląsk na prowadzenie.
Szybko strzelony gol był zapowiedzią tego, co Jacek Magiera i spółka będą wyprawiać na boisku w drugiej połowie. A wychodziło im dosłownie wszystko, zwłaszcza między 71. a 77. minutą, kiedy to Kacper Tobiasz aż trzykrotnie był zmuszony wyciągać futbolówkę z własnej siatki.
Ustawienie w obronie legionistów wołało o pomstę do nieba, a wrocławscy napastnicy nie mieli dzisiaj litości. Erik Exposito dwa, Samiec-Talar trzy i na koniec ponownie Exposito cztery.
To był wielki mecz dla Śląska o wymiarze historycznym. Jeszcze nigdy wcześniej wrocławianie nie pokonali tak wysoko Legii na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Dodatkowo obronili fotel lidera Ekstraklasy i kontynuują serię dziewięciu meczów bez porażki w lidze.
Zupełnie inne nastroje panują w stolicy. 0:2 z Jagiellonią i 1:2 z Rakowem. W międzyczasie przegrana 0:1 z AZ Alkmaar w Lidze Konferencji. Teraz bezprecedensowa klęska we Wrocławiu. Cztery porażki z rzędu. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że podopieczni Kosty Runjaicia zagrzebali się w kryzysie formy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.