Musiałoby dojść do trzęsienia ziemi, aby Legia Warszawa nie zakwalifikowała się do walki o fazę grupową europejskich pucharów. Rzecz w tym, że mistrz Polski niespecjalnie lubi się z międzynarodowymi rozgrywkami. Co więc można uczynić, by w kolejnym sezonie zakończyć nieustające pasmo rozczarowań?
PRZEMYSŁAW PAWLAK
Niezależnie od wyniku meczu z Pogonią Szczecin, istotnego w kontekście walki o mistrzostwo Polski, który odbył się po zamknięciu tego wydania „PN”, podopieczni Czesława Michniewicza albo wciąż są faworytem wyścigu po tytuł, albo wręcz otworzyła się przed nimi autostrada do wygrania ligi. Sprawę mistrzostwa mają więc wyłącznie w swoich rękach, ale nie o tę kwestię tu się rozchodzi, bo przy Łazienkowskiej pierwsze miejsce w tabeli na mecie sezonu jest codziennością. O grze w fazie grupowej europejskich pucharów powiedzieć tego jednak nie można, więc już dziś w kontekście zespołu z Łazienkowskiej należy zastanowić się, co wydarzy się latem, kiedy drużyna przystąpi do rywalizacji w międzynarodowych pucharach.
Ruch od piłki
Jeśli chodzi o prymat w Ekstraklasie, sztab szkoleniowy Legii nie zamierza dzielić skóry na niedźwiedziu, natomiast zmiana ustawienia zespołu i sposób gry poszczególnych zawodników pozwalają sądzić, iż szlifowane są określone schematy, które zwiększą szansę drużyny w rywalizacji europejskiej. Michniewicz wymaga od środkowych obrońców wyprowadzania piłki, ryzyka i choć defensorom Legii zdarzają się kosztowne straty futbolówki na własnej połowie, nic nie wskazuje, aby trener zamierzał z tego zrezygnować. Przy Łazienkowskiej wychodzą z założenia, że drużyna powinna się wyróżniać pod tym względem na tle ligowych rywali, a nawet jeśli nie wszyscy obrońcy czują się w pełni komfortowo w takiej grze, tylko próbowanie pozwoli na jej przyswojenie.
Zmieniło się nie tylko wyjściowe ustawienie Legii, bo zmienia się także sposób gry poszczególnych zawodników. Do piłkarzy trafia przekaz, że kiedy jeden z kolegów ma piłkę, gdy jest taka możliwość, powinni wykonywać ruch od futbolówki, a nie w jej kierunku, wbiegając w wolne strefy i w ten sposób zdobywając przestrzeń na boisku – tak gra się w Europie. Ma to dynamizować poczynania mistrzów Polski, a nie ją zwalniać poprzez podawanie piłki do nogi najbliżej ustawionego partnera z zespołu. Świetnie w taki schemat wpisuje się Josip Juranović, zawodnik mniej efektowny w ofensywie niż Filip Mladenović – zapewne trafi do wszystkich jedenastek sezonu, mimo że w grze defensywnej ma wciąż sporo do poprawy, na przykład tempo odbudowania ustawienia, co pokazał niedawny mecz Serbii z Irlandią w kwalifikacjach mistrzostw świata – ale odważnie inicjujący ataki z własnej połowy, będący w ruchu.
Większy wybór
Problem jest jednak z napastnikami. Naturalnie bramkostrzelny Tomas Pekhart wywiązuje się ze swojej roli bardzo dobrze, a i Rafael Lopes wnosi wartość do gry zespołu, natomiast są to piłkarze w pewnym stopniu do siebie podobni. Czyli lubiący dostać piłkę do nogi, nie mający w naturze zdobywania przestrzeni, rzadko wychodzący do prostopadłych podań. Krótko mówiąc, ograniczający ataki legionistów do określonych rozwiązań, więc sprowadzenie latem piłkarza o innej charakterystyce, zdolnego wykreować sobie sytuację, kogoś przypominającego stylem gry Jakuba Świerczoka, wydaje się być obowiązkiem dyrektora sportowego, Radosława Kucharskiego. Wypożyczony z Dynama Kijów Nazarij Rusyn na ten moment nie wniósł niczego do gry zespołu, w dodatku nie przypadła mu do gustu decyzja, iż musi zagrać w sparingu rezerw z Zawiszą Bydgoszcz, a i w spotkaniu trzeciej ligi z KS Kutno nie potrafił zrobić różnicy. W przypadku Ernesta Muciego trwa proces adaptacji w Ekstraklasie, poza tym szykowany jest do gry w drugiej linii, co może wcale szybko nie nastąpić, mając na uwadze wysoką dyspozycję w ostatnich tygodniach Luquinhasa oraz Bartosza Kapustki. Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć pozytywy w dotychczasowej grze Albańczyka w Legii, jednak w meczu w Zabrzu to jego przytomny ruch zabierający obrońców Górnika, pozwolił Kacprowi Kostorzowi zdobyć zwycięską bramkę. Z kolei Jasur Jakszibojew przybył do Warszawy po treningach indywidualnych, na razie sprawia wrażenie zagubionego, niemniej wkrótce zapewne dostanie więcej szans do zaprezentowania umiejętności.
Czwarty zimowy nabytek Legii, również wypożyczony z Dynama Kijów – Artem Szabanow, właściwie z marszu otrzymał miejsce na lewej stronie środka obrony, co prowadzi do wniosku, że w centrum defensywy brakuje konkurencji na odpowiednio wysokim poziomie. Inna sprawa, że w jego przypadku należy też zastanowić się, czy jest zawodnikiem, który zapewni stabilność drużynie na poziomie międzynarodowym? Jeśli klub z Łazienkowskiej latem zdecyduje, że nie będzie starał się, aby Ukrainiec został w Polsce, trzeba będzie rozglądać się na rynku transferowym za środkowym obrońcą, zagrywającym piłkę lewą nogą, bo to ważny aspekt dla schematu taktycznego preferowanego przez Legię.
Szybsze transfery
Aby wcielić w życie plan awansu do fazy grupowej jednego z trzech europejskich pucharów, klub z Łazienkowskiej powinien zadbać wcześniej o wzmocnienia – odwrotnie niż było zimą, gdy nowi zawodnicy dołączali do zespołu już po wznowieniu rozgrywek Ekstraklasy. A zmian w drużynie może być sporo, skoro kontrakty bądź wypożyczenia kończą się aż dziesięciu zawodnikom. Trudno przypuszczać, aby Legia zabiegała o zatrzymanie Joela Valencii, podobnie jest choćby w przypadku rzadko pojawiających się na boisku Radosława Cierzniaka, Mateusza Cholewiaka czy też szykowanego do roli jednego z trenerów w klubie Inakiego Astiza. Wiadomo, że Legia stara się zatrzymać Pawła Wszołka i Artura Boruca, w obu przypadkach nie będzie to jednak łatwe. 29-letni pomocnik w czerwcu zostanie wolnym zawodnikiem, stanie być może przed ostatnią szansą w karierze podpisania wysokiego kontraktu i przy okazji skasowania pokaźnej kwoty za podpis umowy. Pytanie, czy Legię stać na spełnienie finansowych oczekiwać Wszołka, skoro nie była w stanie porozumieć się z Jose Kante, który w nowym miejscu pracy, Kajracie Ałmaty, może liczyć na roczną pensję na poziomie 500 tysięcy euro. W przypadku doświadczonego bramkarza z kolei pytanie brzmi – czy skłonny będzie przystać na niższe warunki finansowe niż te, które ma zapisane w obecnym kontrakcie. Bo że drużynie jest potrzebny, nie ma wątpliwości, kilka razy w tym sezonie interwencje Boruca przekładały się na konkretne zdobycze punktowe, choćby w meczach z Lechem Poznań czy Górnikiem w Zabrzu. A przecież nie można wykluczyć, że zagraniczny klub złoży poważną ofertę za Luquinhasa, zatem zakładać należy, iż skład na letnim europejskim szlaku będzie różnić się od tego, który Legię do pucharów wprowadzi.
Piłkarze widzą, że zmiany w sposobie gry wprowadzone przez Michniewicza i jego sztab oraz wypracowywane na treningach przynoszą rezultaty. Widzi to również Dariusz Mioduski, który podobnie jak każdy z zawodników wszedł w posiadanie iPada, na który trafiają analizy przygotowane przez trenerów. Prezes klubu zdecydował się również na bliższy kontakt z Michniewiczem, raz w tygodniu panowie spotykają się i omawiają sprawy zespołu. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wcześniej nie zawsze było to w klubie praktykowane, więc do ucha właściciela docierały podszepty z różnych stron. Teraz Mioduski otrzymuje informacje z pierwszej ręki, bez zakłóceń. To słuszna koncepcja, bo prezes ma świadomość nad czym pracuje zespół, zauważa, że to, co wykonywane jest w trakcie treningów przenoszone jest na mecze, zna również charakterystykę zawodników potrzebnych Michniewiczowi.
Legia ma wciąż problem na bokach pomocy. Co prawda ustawienie stosowane przez trenera nie zakłada występów klasycznych, ukierunkowanych przede wszystkim na ofensywę skrzydłowych, to jednak dla zwiększenia elastyczności taktycznej zespołu wzmocnienie tej pozycji wydaje się być konieczne. W kadrze mistrzów Polski są więc zauważalne braki, ale nie tylko w kadrze, ponieważ niedawno z klubem rozstali się dwaj trenerzy od przygotowania fizycznego, Łukasz Bortnik (być może zostanie w Legii w innym charakterze) oraz Piotr Zaręba, a także pracujący z bramkarzami Jan Mucha.
Zwiększenie intensywności
Właściwie od momentu pojawienia się Michniewicza i jego ludzi w klubie z niektórymi członkami sztabu poprzedniego trenera Legii, Aleksandara Vukovicia, współpraca układała się różnie. O rozstaniu z Bortnikiem, Zarębą i Muchą miał przesądzić jednak wieczór przed meczem z Zagłębiem w Lubinie, a przynajmniej tak poinformował serwis meczyki.pl. Zatem przyszło im za ten wieczór zapłacić wysoki rachunek, Michniewicz bowiem wymaga profesjonalizmu, a co niemniej ważne – musi mieć do współpracowników pełne zaufanie.
Sztab Legii potrzebował będzie zatem posiłków, prawdopodobnie jednak nadejdą najwcześniej przed startem nowego sezonu. Klub zamierza poszukać trenera bramkarzy i specjalisty od przygotowania fizycznego. Niewykluczone, że poza granicami Polski. Żadna to tajemnica, że w poważniejszych ligach od Ekstraklasy piłkarze pracują w trakcie treningów na większej intensywności, zresztą na ten aspekt zwracał niedawno uwagę choćby selekcjoner reprezentacji Polski, Paulo Sousa. Warto zatem sprowadzić do klubu speca, który nie będzie zastanawiał się czy zawodnicy wytrzymają większe obciążenia, a po prostu przyjmie je za normę. Jeśli tak rzeczywiście się stanie, być może ta norma okaże się kluczowym elementem w walce o fazę grupową europejskich pucharów, bo w poprzednich eliminacjach Ligi Europy aż żal było patrzeć, gdy legioniści nie byli w stanie nadążyć za przeciwnikami… z Azerbejdżanu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.