Mistrz Polski rozpoczyna sezon PKO BP Ekstraklasy od zwycięstwa. Piłkarze Vukovicia wygrali z Rakowem Częstochowa 2:1, jednak przeprawa z ubiegłorocznym beniaminkiem nie należała do najłatwiejszych.
Warszawianie szybko objęli prym w tym meczu. Od pierwszych minut byli częściej przy piłce i podchodzili pod bramkę rywala. Już w 16. minucie mistrz Polski objął prowadzenie, Tomas Pekhart uderzeniem głową pokonał stojącego między słupkami Szumskiego. Wydawało się, że zdobyty gol wyłącznie uskrzydli przyjezdnych i będziemy świadkami spektaklu jednego aktora.
Stracona bramka zmobilizowała jednak piłkarzy Rakowa, stale zagrażali bramce Artura Boruca, dla którego był to pierwszy mecz w Ekstraklasie po blisko 15-letniej przerwie. Świetne okazje do zdobycia gola mieli Vladislavs Gutkovskis i Marcin Cebula, jednak w ich próbach brakowało skuteczności. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy czerwoną kartkę zobaczył Maciej Wilusz, defensor drugi raz ujrzał żółtą kartę w konsekwencji czego musiał opuścić plac gry.
Po przerwie Raków znów napierał, spychając jednocześnie Legionistów na własną połowę. Pięć minut później Patryk Kun trafił do siatki, Artur Jędrzejczyk próbował jeszcze wybić piłkę z linii bramkowej, jednak VAR wykazał, że futbolówka całym swoim obwodem znalazła się za linią i sędzia Jarosław Przybył uznał trafienie zawodnika z częstochowskiego zespołu.
No boisku pojawił się również Bartosz Kapustka. Nowy nabytek Legii zameldował się na placu gry w 75. minucie. Pomocnik kilkukrotnie rozprowadził piłkę na połowie rywala, jednak nie oddał żadnego strzału i nie pokazał nic szczególnego.
Dopiero w końcowych minutach Legia potrafiła zdobyć gola na wagę zwycięstwa. Niezawodny w ostatnim czasie Tomas Pekhart po raz drugi w tym spotkaniu trafił do siatki, Maciej Rosołek odnalazł napastnika tuż przed bramką rywala i posłał mu precyzyjne podanie, po którym Czech miał metr od pustej bramki.
Legia może świętować trzy punkty, ale nie był to udany mecz w ich wykonaniu. Przez większość czasu męczyli się z Rakowem i w niektórych momentach spotkania całkowicie oddali mu przewagę. Całą drugą połowę mistrz Polski grał w przewadze jednego zawodnika, jednak nie potrafił tego wykorzystać i dopiero w końcówce czeski napastnik wpakował piłkę do siatki.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.