Legia.Net w cyklu rozmów z zapomnianymi piłkarzami Legii Warszawa tym razem przedstawia Grzegorza Szamotulskiego. Będący obecnie zawodnikiem Olimpii Elbląg „Szamo” przyznaję, że co w życiu zrobił – nie żałuje.
– Grę w Legii zaczynałem w czasach Leszka Pisza. Młody byłem, sprzęt nosiłem, pachołki rozstawiałem i cieszyłem się, że w ogóle mogę w takiej drużynie być. Miałem trochę szczęścia, że Radek Michalski też pochodził z Gdańska i wziął mnie trochę pod swoje skrzydła. Trzeba przyznać, że nie wszyscy się w tym zespole lubili, ale na boisku byli jednością. Fali żadnej nie przechodziłem. To były inne czasy, nie było gwiazdorstwa wśród młodych graczy. Wtedy obowiązkiem było napompować piłki, zanieść sprzęt na trening czy po meczu torbę do autokaru. Każdy znał swoje miejsce w szeregu. Wszyscy byli bardzo w porządku – początki swojej przygody w Legii wspomina Szamotulski.
Popularny „Szamo” w rozmowie z Legia.Net przypomina też o niedoszłym transferze do Włoch i znajomości z innym byłym graczem Legii – Kennecie Zeigbo. – Pojawił się motyw, że miałem wyjechać do Włoch. Miałem iść najpierw do Wenecji razem z Kennethem Zeigbo. Skończyło się na tym, że pojechałem na spotkanie z działaczami, przywitałem się, pożegnałem i wróciłem. Ogólnie „Spoko, Spoko” był bardzo ciekawym gościem. Nie zapomnę, jak on przyjechał na nasze zgrupowanie we Francji. Boisko było tak twarde, że nie byliśmy w stanie chodzić po nim w lankach. A chłopaczyna przyjechał w czerwonych sztolach i już po pierwszym treningu trener Brychczy powiedział, że będzie z niego piłkarz. Kiedy wszystko zaczęło mu trybić, zaczęto kontenerami przywozić tych czarnych, bo myślano, że każdy czarny to będzie nowy Zeigbo. W konsekwencji przez Łazienkowską przewinęło się paru „asów”. Śmialiśmy się, że oni wszyscy przyjeżdżają na Cargo. Nie zapomnę, jak oni wchodzili. Co drugi, to był wygięty, ale wiadomo – czarny, to może Kenneth. On miał bardzo fajne wejście, był dobrym piłkarzem, więc nie miał problemów z odnalezieniem się w zespole. Strzelił bramkę Widzewowi, więc został też szybko zaakceptowany przez kibiców, stając się ich idolem – opowiada były golkiper drużyny z Łazienkowskiej.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.