Nie jest to jednak żadna nowość, bo kiedy tylko zbliża się okienko transferowe, przedstawiciele Wojskowych jak zdarta płyta wyrzucają z siebie dobrze znaną gadkę. Nie ma kasy na gotówkowe transfery!
Legia powolnie, bo powolnie, ale jednak zmierza po mistrzostwo, a co za tym idzie, powinna przygotowywać się do walki o europejskie puchary. Tymczasem Marek Jóźwiak i Leszek Miklas usłyszeli od ścisłego kierownictwa klubu, że mają szukać piłkarzy z kartami na ręku. Oznacza to, że Legia nie zapłaci za nowych kopaczy ani grosza.
Strategia przyjęta jakiś czas temu sprawdza się jednak połowicznie. Owszem, Ljuboja, Żewłakow czy Kuciak to wartość dodana, ale już Blanco i Novo? Tutaj pojawiają się poważne wątpliwości. Wspomniana dwójka kasuje bowiem w Legii gigantyczne pensje, ale ich gra nie różni się wiele od młodych i ambitnych chłopaków wychowanych w warszawskiej akademii.
Jeszcze niedawno mówiło się, że na Pepsi Arenę trafić może ktoś z dwójki Arkadiusz Piech – Maciej Jankowski. Zakontraktowanie każdego z nich wiąże się jednak z wydatkiem „kręcącym się” w okolicy miliona euro, więc kibice Legii o napastnikach Ruchu mogą chyba zapomnieć.
Pozostaje tylko wierzyć, że prezes Walter zdecyduje się na wyciągnięcie dodatkowych środków. Tylko on może podjąć taką decyzję.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.