Przejdź do treści
Legia z Sa Pinto zrobiła postęp

Polska Ekstraklasa

Legia z Sa Pinto zrobiła postęp

– Pod wieloma względami Sa Pinto jest jednym z najlepszych trenerów Legii w ostatnich latach – mówi w rozmowie z „PN” Dariusz Mioduski, prezes i właściciel największego klubu w Polsce.

Dariusz Mioduski jest przekonany, że Legia pod wodzą Sa Pinto zrobiła postęp.

Przed rokiem powiedział pan „PN”, że prowadzenie Legii to permanentne zarządzanie kryzysem. Coś się zmieniło?
Poza tym, że tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu, to nic – stwierdza Mioduski. – Ale nie mówię tego w negatywnym sensie. Taka jest po prostu specyfika futbolu. Wszystkie działania na koniec i tak sprowadzają się do meczu. Liczba tematów w sensie samego wyniku, ale też wielu innych aspektów, których kibice nie widzą, a które mogą pójść z dużym prawdopodobieństwem niezgodnie z założeniami, jest ogromna. Trzeba być do tego przyzwyczajonym, umieć sobie z tym poradzić, nie panikować. Prowadzenie klubu piłkarskiego jest bardziej skomplikowane niż to się może wydawać. Firmy obecne na Giełdzie Papierów Wartościowych raportują raz na kwartał, Legia raportuje codziennie. Tam raportuje się do akcjonariuszy, którzy mają sporą wiedzę i zdecydowali się na inwestycję, bo ufają zarządowi. Tu raportujemy do rzeszy ludzi nie będących akcjonariuszami, którzy w dodatku uważają, że wszystko wiedzą lepiej niż zarząd. Na to trzeba być uodpornionym. Ja coraz bardziej jestem. Inaczej bym oszalał.

Obecność w klubie trenera Ricardo Sa Pinto pana nerwów raczej nie koi.
Ricardo nie jest łatwym człowiekiem. Natomiast ma wiele cech od strony sportowej, także zarządzania drużyną, które spowodowały wyprowadzenie zespołu z marazmu. To rokuje na przyszłość. Co nie znaczy, że nie musi nad sobą pracować. Cała drużyna musi. Wszyscy musimy.

Sa Pinto robi w Legii wszystko na co ma ochotę?
Kompletna bzdura. Rozumiem zainteresowanie mediów i emocje, nie przepadam za wyrachowanym podejściem do prowadzenia biznesu czy drużyny piłkarskiej. Natomiast lepiej byłoby, gdyby wokół trenera było mniej negatywnych emocji. Wolałbym, żeby większa uwaga skupiała się na tym, co dzieje się na boisku. A w tym względzie Sa Pinto radzi sobie całkiem nieźle. Piłkarze są dobrze przygotowani do gry pod względem fizycznym i mentalnym. Oczywiście, są pewne rzeczy, które warto zmienić, żeby było to lepiej widać na boisku. Kierunek obrany przez klub i Portugalczyka jest jednak prawidłowy. 

Pod względem zarządzania szatnią również? Wieści z niej dochodzące mówią coś innego.
Nie zaobserwowałem, żeby w szatni był kwas. Natomiast to, że niektórym nie podoba się, iż nie grają, jest normalne. Zwłaszcza że w kadrze Legii jest trzydziestu dobrych zawodników, a nie osiemnastu, pole do niezadowolenia jest większe. Napięcia z piłkarzami, których trener uznał za niepasujących do koncepcji będą zawsze w każdym klubie. To jest odpowiedzialność trenera, jego decyzje. Ja się w to nie mieszam. Sa Pinto żyje na co dzień z drużyną, mogę kierować się tylko tym, co czuje szkoleniowiec. Z mojego gabinetu nie wszystko zawsze widać. 

Trener powinien mieć prawo podejmowania decyzji z kim chce lub nie chce pracować, problem jest z formą przekazania informacji. Arkadiusz Malarz miał szykować się do wylotu na zgrupowanie w Portugalii, miał wykupiony bilet lotniczy i nagle jego nazwisko zniknęło z listy.
Bardzo cenię Arka jako człowieka, dla Legii w ostatnich latach zrobił wiele świetnych rzeczy. Niemniej akceptuję, że trener może uważać, iż ze względów sportowych nie jest bramkarzem, na którego chce stawiać. Arek mógł się tego spodziewać, nie dostał żadnego sygnału, że Sa Pinto ma zamiar wystawiać go w jedenastce. Bilety lotnicze na zgrupowanie mieli wykupione także Cristian Pasquato czy Jose Kante. Dlatego, że klub zabukował je kilka tygodni przed wylotem do Portugalii – zespół leciał samolotem rejsowym, nie czarterem. W czerwcu kontrakty kilku zawodników dobiegną końca, nie wiedzą co dalej, są niepewni przyszłości. To powoduje narastanie niezdrowych emocji. Żeby była jasność: Sa Pinto ma pełną decyzyjność jeśli chodzi o boisko, ale w żadnym innym zakresie decyzyjności w Legii nie ma. To nie działa tak, że trener sprowadza sobie na Łazienkowską znajomych zawodników. Mamy dyrektora sportowego i dział sportowy, zajmujący się między innymi transferami, strategią budowania kadry drużyny, którego jestem częścią. Trener może jedynie zasugerować człowieka wartego poddania analizie. Tak było w przypadkach Andre Martinsa czy Iuriego Medeirosa. Byliśmy w stanie sprowadzić tych zawodników relatywnie tanio, tylko dlatego, że Sa Pinto jest w Legii, że mamy trenera z renomą, pozycją. To jest nasza duża przewaga. Natomiast było też wiele przypadków, gdy Sa Pinto sugerował innych piłkarzy, a klub powiedział: nie. 

A Krzysztof Mączyński w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” pytał: „czy to przypadek, że transfery do klubu są pilotowane przez tego samego menedżera, który reprezentuje trenera?”
Bzdura. Osoba, która nam pomagała przy kontrakcie trenera współpracuje z Legią od kilku lat. To jest nasz człowiek na tamtą część Europy. Nie jest agentem Sa Pinto. Teraz panowie mają jakąś relację, zbudowała ją jednak Legia. 

Ta osoba była również zaangażowana w zimowe transfery Portugalczyków?
Nie. Mieliśmy tych zawodników na naszych skautingowych listach, znaliśmy ich wcześniej. 

W takim razie nie wyjaśnia to obecności w wypowiedzi Mączyńskiego menedżera trenera. Co z nim?
Nic. Nie znam człowieka, nigdy z nim nie rozmawiałem. Krzysiek się pomylił. Osobę pomagającą nam przy sprowadzeniu Sa Pinto wziął za jego menedżera. To nie jest człowiek Sa Pinto. Co do Krzyśka często słyszę pytanie czy mógł się lepiej wpasować w Legię? Mógł. Czy fakt, że tego nie zrobił źle o nim świadczy? Nie. Podobnie jest z Garethem Bale’em w Realu. Nikt nie powie, że to słaby zawodnik, ale w Madrycie do końca się nie sprawdził. Czasem coś po prostu nie działa, nie da się tego łatwo wytłumaczyć, to jest ta specyfika futbolu. Tyle. Doszukiwanie się drugiego dna nie ma sensu. 

Co zadecydowało o tym, że zatrudnił pan Sa Pinto?
Szukaliśmy trenera z doświadczeniem. Pracował w kilku klubach, różnych kulturach, osiągał w większości sukcesy. Rozmawiałem z prezesami największych portugalskich klubów na jego temat, Sa Pinto jest tam gwiazdą. To nie jest „jeden z trenerów z Portugalii” – wszyscy go znają, cenią. Posiada cechy charakterologiczne, których szukaliśmy u szkoleniowca. Jest twardy, wie czego chce, stawia na dyscyplinę, opiera grę o wysoką intensywność, podnosi poziom piłkarski. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że w poprzednich klubach nie pracował długo. Zdarzały się różne sytuacje, ale gdy przeszliśmy przez każdą, istniały pewne obiektywne powody, które do nich doprowadziły. Sa Pinto przyszedł do nas w trakcie sezonu, to zawsze w pewien sposób ogranicza możliwości personalne i czasowe w kwestii doboru szkoleniowca. Zmiana trenerska w trakcie rozgrywek obarczona jest większym ryzykiem. A mimo tego Sa Pinto pod względem tematów piłkarskich, których oczekiwaliśmy, się sprawdził. 

Legia zrobiła pod wodzą Portugalczyka postęp?
Zdecydowanie! Nie ulega to w ogóle żadnej wątpliwości. Pod wieloma względami Sa Pinto jest jednym z najlepszych trenerów Legii w ostatnich latach. 

Tyle że w 20 meczach w Ekstraklasie Portugalczyk miał średnią punktów na mecz 1,9. Identyczną jak Romeo Jozak, a Chorwat na stanowisku wytrzymał jeszcze trzy ligowe mecze…
Zwolnienia trenera nie można sprowadzić wyłącznie do kwestii liczby wygranych meczów. Ważniejszy jest rozwój drużyny, podążanie w kierunku wyznaczonym przez klub. Jako zespół piłkarski, Legia zrobiła ogromny postęp. Widzę to. Jestem o tym przekonany. Wynika to z naszych analiz, badań, statystyk. Z punktu widzenia przygotowania do gry w piłkę każdy z zawodników się rozwinął. 

Nie do końca widać to w tabeli.
Gdy Sa Pinto trafił na Łazienkowską, zespół zajmował szóstą lokatę. Dziś jest wiceliderem. 

To nie jest cel Legii.
Nie jest. Ale mamy jeszcze dwanaście meczów do rozegrania. 

Mówiąc o ogromnym postępie, ma pan na myśli jakość zawodników czy grę?
Jedno i drugie. Brakuje nam tylko odblokowania się w ofensywie. Mamy jakość z przodu. 

Rzadko ją jednak można zobaczyć.
W pierwszych dwudziestu minutach meczu z Miedzią Legnica było ją bardzo dobrze widać. Mając do dyspozycji dobrych zawodników ofensywnych, trener musi znaleźć formułę, żeby ta jakość uwolniła się na boisku. 

Ale czy to jest styl Sa Pinto? Legia Portugalczyka to bardzo dobra organizacja w defensywie, tu zespół zrobił duży postęp, wyprowadzanie szybkich ataków i stałe fragmenty. 
W zeszłej rundzie tak wyglądała gra Legii. Wynikało to jednak z innej charakterystyki kadry drużyny. Nie mieliśmy skrzydłowych gotowych do gry kombinacyjnej, bardziej pasowały im kontrataki. Po zimowym oknie transferowym sytuacja uległa zmianie. 

A w Poznaniu w meczu z Lechem trener nie chciał zagrać tak jak jesienią i dlatego wystawił na skrzydle szybkiego Michała Kucharczyka?
Nie wiem, jak chciał zagrać w meczu z Lechem. Prawdopodobnie mogliśmy podejść inaczej do tego spotkania. Rywal akurat nie był w takim momencie, aby się go specjalnie obawiać. Mogliśmy postawić na swoją piłkę, iść do przodu. Ale OK, Sa Pinto też się uczy. W meczu z Miedzią zauważyłem, że wyciągnął wnioski. 

Rozmawia pan z Portugalczykiem na temat stylu gry zespołu, bo wydajecie 60 milionów złotych rocznie na pensje zawodników, a na poziomie Ekstraklasy tego nie widać?
Rozmawiamy. Tylko czy gdy Real Madryt gra u siebie z Gironą, za każdym razem można zauważyć, że ma budżet osiemdziesiąt razy większy od rywala? To nie jest tak, że mamy większy budżet, więc każdy mecz wygramy 4:0. Jesteśmy w stanie płacić zawodnikom dobrze jak na polskie warunki, część z nich się jednak w Legii nie sprawdza. Tu jest ogromna presja. Do tego dochodzi specyfika ligi. Jestem pewien, że gdyby spytać zagranicznych trenerów mających za sobą pracę w Ekstraklasie, w większości powiedzą, że polska liga jest trudniejsza od innych, w których prowadzili zespoły. Trudniej się tu gra, trudniej wygrywa, poziom jest o wiele bardziej wyrównany. 

Murawy przeszkadzają…
Też. I nie chodzi tu o wymówki. Wiadomo, że warunki dotyczą wszystkich, ale faktem jest, że przez to ciężko o pokazywanie technicznej piłki, nie ma płynności w grze. To jest też kwestia walki na boisku, tego, które przewinienia są akceptowane przez sędziów. Liga opiera się o fizyczność, bieganie. Każdy zespół jest dobrze przygotowany pod tym kątem. Trenerzy na to stawiają, dobierają zawodników nie do grania fajnego futbolu, ale do nieprzegrywania. Najważniejsze to nie przegrywać. W zeszłym sezonie wszyscy mówili: Legia powinna być jak Górnik Zabrze, w sensie kształtu kadry. Dostawałem telefony od poważnych osób w polskiej piłce z takimi teoriami. Dlaczego w tym sezonie już nikt nie podnosi tego argumentu? Co do zasady, większość klubów w Polsce powinna funkcjonować jak Górnik, natomiast Legia nie. Bo Legia musi wygrywać trofea. To jest nasza strategia: wygrywanie, awans do fazy grupowej europejskich pucharów i budowa marki klubu w Europie. Wszystko jest temu podporządkowane. Wymiany trenerów, zawodników, nawet mnie, jeśli będzie taka potrzeba, wszystko służy realizacji strategii. 

Poczuł pan zażenowanie, gdy Sa Pinto nie podał ręki Michałowi Probierzowi po meczu z Cracovią?
Na pewno nie jest to mój styl. Legia powinna być ponad to. Sytuacje są różne, niemniej do nie podawania ręki dochodzić nie powinno. Natomiast Ricardo jest człowiekiem emocjonalnym, nie wymyślił sobie tego zachowania. Z czegoś musiało wynikać. Może został sprowokowany? Czy powinien na to pozwolić – inna kwestia. W każdym razie ma trochę racji w temacie pewnych rzeczy, które się wokół Legii dzieją. On nie jest do nich przyzwyczajony. Z punktu widzenia człowieka obracającego się w kręgach europejskiego futbolu, mogę powiedzieć, że nigdzie nie spotkałem się z taką sytuacją, że najlepsze, eksportowe drużyny z danego kraju są traktowane przez otoczenie w taki sposób jak Legia. Tu się z Sa Pinto zgadzam.

To znaczy?
Podejście do Legii często jest wrogie, nieprzyjazne. Najmłodsi piłkarze czołowych klubów Hiszpanii czy Portugalii są bardziej chronieni na boisku. Dotyczy to także decyzji dotyczących np. terminarza czy wymierzania kar.
Akurat terminarz jest układany z myślą o zespołach występujących w europejskich pucharach.
Teraz, bo podnieśliśmy larum. Wcześniej tak nie było. Weźmy na przykład zeszły sezon – gdzie graliśmy w Europie, a gdzie później w lidze, ile mieliśmy dni przerwy między meczami, ile kilometrów do pokonania… Przeanalizowaliśmy te dane: z czterech klubów reprezentujących Polskę w europejskich pucharach byliśmy w najgorszym położeniu. To są fakty. Jeżeli chcemy, żeby polska piłka klubowa osiągała lepsze rezultaty, nie mówię tylko o Legii, musimy więcej o tych tematach rozmawiać. Środowisko musi być spójne, posiadać strategię. To dotyczy federacji, Ekstraklasy, sędziów, także polityków. Zaczątki tego widać. Coraz więcej osób ma tę świadomość. Z poziomu politycznego przyszło wsparcie z różnych struktur. Premier Mateusz Morawiecki zorganizował okrągły stół na temat polskiej piłki i zadeklarował wsparcie. W ostatnich dniach ogłoszono, że rząd przeznaczy 130 milionów na dofinansowanie akademii piłkarskich certyfikowanych przez PZPN. Pojawili się nowi ważni sponsorzy, jak np. PKO Bank Polski, którzy mają plan i pomysł na swoje zaangażowanie. Ostatnio miasta też coraz częściej mają przekonanie, że kluby są wartością. W lidze za chwilę pojawi się Telewizja Polska, która da nam jedną z lepszych sytuacji w Europie. Liga będzie na zamkniętej platformie, ale również zyska możliwość ekspozycji, szerokiego dotarcia do kibiców. W końcu też zaczęło się dziać więcej w temacie szkolenia. Kluby zaczynają dostrzegać, że jest sens w inwestowaniu w młodych polskich zawodników. Dziś Legia ma większe kłopoty ze ściąganiem utalentowanych chłopaków do Warszawy, bo jest konkurencja w Szczecinie, Poznaniu, Lubinie. Natomiast ciągle dużo do zrobienia jest w temacie trenerów. Potrzebujemy nie tylko bazy infrastrukturalnej, ale również ludzkiej. Szczególnie do prowadzenia zawodników z niższych pięter piramidy szkolenia. To wszystko dzieje się bardzo powoli, przypomina drogę przez mękę, widać jednak pozytywne symptomy. 

W sprawie trenerów ma pan myśli za małą liczbę trenerów czy proces kształcenia, bo PZPN uważa, że świetnie ich szkoli?
Jeżeli liczba trenerów będzie większa, przełoży się to na jakość. Zwiększy się konkurencja, pracę dostaną najlepsi. Nie musimy tworzyć własnych systemów, wystarczy pojeździć po świecie, zobaczyć, co działa i dostosować to do naszych uwarunkowań. Potrzebujemy planu. 

A na jakim etapie jest temat podziału środków między kluby z praw telewizyjnych w nowym, dwuletnim kontrakcie?
Wstępnie mamy porozumienie. Wypracowaliśmy je w Jachrance w grudniu. W najbliższym czasie powinno zostać przyjęte. 

Z porozumieniem w Jachrance jest taki kłopot, że pierwotnie kluby faktycznie się zgodziły na nowe warunki, ale po spotkaniu doszły do wniosku, iż nie do końca wszystkim odpowiada propozycja przedstawiona przez radę nadzorczą Ekstraklasy SA.
Długo rozmawialiśmy o podziale środków i udało się wypracować konsensus, pod którym wszyscy się podpisali. Nie można wykluczyć, że zajdą w nim drobne zmiany, nie jest to jednak bardzo istotne. Ważne jest, żeby szybko osiągnąć pełną zgodę, wtedy każdy będzie wiedział na czym stoi. Natomiast nie słyszałem, żeby ktoś miał problem z zasadą, według której więcej pieniędzy powinno zostać skierowane w kierunku klubów reprezentujących Ekstraklasę w europejskich pucharach. 

Przecież to już funkcjonuje, więc gdzie jest problem?
Nie możemy próbować odwzorować tego, jak pieniądze dzielone są w Anglii, Hiszpanii czy w Niemczech. Tam ligi mają charakter globalny, mają zupełnie inne cele strategiczne. W interesie największych lig jest sprawienie, żeby każdy klub zarabiał porównywalnie, co przekłada się na siłę rozgrywek, zainteresowanie nimi, w efekcie wyższą cenę telewizyjnych praw międzynarodowych. Natomiast poza tymi ligami dystrybucja pieniędzy wygląda inaczej. W Polsce mamy jeden z równiejszych podziałów środków z praw mediowych w Europie, wyłączając z wyliczanki ligi top 5. Nasze podejście jednak nie działa. Nie spowodowało, że mamy drużyny regularnie występujące w fazach grupowych europejskich pucharów. 

Pana pogląd, iż do klubów grających w Europie powinno powędrować jeszcze więcej pieniędzy między innymi opiera się na założeniu, że to pozwoli pozyskać lepszych zawodników, co przełoży się na awans do grupy i w dalszej perspektywie poprawi status ligi, na czym skorzystają pozostałe kluby. Skąd przykładowa Arka Gdynia ma mieć pewność, że Legia czy Lech wyda w teorii należne jej pieniądze na właściwych zawodników, skoro ostatnie okna transferowe pod względem skuteczności były dla Legii i Lecha przeciętne.
Badania pokazują dobitnie kto i ile wnosi do ligi. Jeżeli panowie sobie sprawdzicie, kogo ludzie chcą oglądać, za co chcą płacić, okaże się, że według tych wyliczeń taki klub jak np. Arka Gdynia powinien otrzymywać połowę tego, co dziś dostaje. Albo mniej. I to nie ja mówię. To mówią zewnętrzni eksperci, oceniający medialną wartość klubów. Prawie połowę wartości ligi stanowi za to Legia Warszawa. Oczywiście nam zależy na rozwoju całej ligi i chcemy aby inne kluby rosły i się rozwijały. Silna liga jest w interesie polskiej piłki, również naszym. Nie zmienia to faktu, że jeśli chodzi o środki z tytułu wartości medialnej to Legia dziś de facto dzieli się z innymi klubami. I dobrze, ale nie mówmy, że jest inaczej. 

Być może dlatego podejście do Legii jest wrogie, skoro klub wprost artykułuje, że jest największą wartością ligi – nawet jeśli to prawda.
Można mówić różne rzeczy żeby się wszystkim przypodobać, być lubianym, ale w ten sposób nic się nie zmieni. Oczywiście wolałbym aby takie tematy poruszali inni, bo jako właściciel Legii jestem w niekomfortowej sytuacji i niektórzy przez to myślą, że jestem arogancki. Podejmuję jednak te tematy, bo zależy nam na tym aby podnieść poziom całej ligi. Skorzystają na tym wszystkie kluby. Nie da się jednak ukryć, że Legia jest największa. Powinniśmy być fałszywie skromni? 

Jeśli chodzi o nas, to nie, jeśli chodzi o środowisko piłkarskie, być może tak.
Wszystko zależy od tego, co my jako liga chcemy osiągnąć. Jeżeli naszym założeniem jest jedynie budowa konkurencyjnych rozgrywek krajowych, to róbmy dalej to, co robimy… Od Legii kibice i środowisko oczekują więcej. I słusznie. Zdobyliśmy trzecie mistrzostwo Polski z rzędu, ale z powodu odpadnięcia z pucharów europejskich wszyscy mówią o porażce. Czyli są wobec nas jednak inne wymagania niż wobec innych klubów. To są fakty. Panowie mówią, że mają obawę o to, czy reprezentanci Ekstraklasy w europejskich pucharach dobrze spożytkują pieniądze z kontraktu telewizyjnego. Ostatnio rozmawiałem z jednym z naszych sędziów międzynarodowych, jego zdaniem jakość piłkarska Legii grubo przerasta konkurencję w Ekstraklasie, a facet sporo dobrych zawodników w Europie widział z bliska. Nie wiem, kogo mielibyśmy ściągnąć, żeby w polskiej lidze mógł zabłysnąć pełnią umiejętności. Do Wisły Kraków wrócił Kuba Błaszczykowski, wszyscy mieli wielkie oczekiwania: co to on zrobi z polską ligą. To świetny zawodnik, ale widzimy, że to wcale nie jest takie proste… 

Sam nie wygra meczu, to niemożliwe.
Czy gdyby było jeszcze kilku takich zawodników, Wisła wygrywałaby każdy mecz 5:0? W polskiej lidze mamy niezłych zawodników, którzy wyjeżdżają zagranicę. Karol Świderski poszedł do PAOK Saloniki i strzela gole jeden po drugim. Czy był aż tak wyróżniającym się zawodnikiem w Ekstraklasie? Nie. Co się zatem zmieniło? Ma inne otoczenie na boisku, inaczej się tam gra w piłkę. Polski futbol musi podjąć strategiczną decyzję: jak chcemy szkolić, jak chcemy grać w piłkę, co jest ważne. Bo dziś gramy w piłkę tak, że zawodnicy, którzy są dobrzy technicznie nie są w stanie w Ekstraklasie pokazać pełnych umiejętności, bo od razu jest wejście w nogi.

Widzi pan pełne zrozumienie w temacie szkolenia, rozmawiając z prezesami klubów Ekstraklasy?
Jest coraz większe zrozumienie, widzą w tym również interes. I bardzo dobrze, na końcu o to chodzi, żeby wartość polskich zawodników rosła. Cieszę się, kiedy odchodzi zawodnik z Cracovii czy Pogoni za duże pieniądze, bo jako liga pracujemy na wspólną markę. Pod tym względem mamy te same interesy, powinniśmy współdziałać. OK, na boisku konkurujemy, ale z pewnymi rzeczami powinniśmy pójść w kierunku, który będzie korzystny dla wszystkich.

Pana słowa o tym, że najzdolniejsi piłkarze powinni trafiać na Łazienkowską i potem zostać sprzedanymi zagranicę zostały potraktowane jako odezwa, żeby cała liga pracowała na Legię. Mówił o tym ostatnio prezes Pogoni Szczecin Jarosław Mroczek po transferze Sebastiana Walukiewicza.
Nie mówię na temat Legii. Mówię o tym co dzieje się w innych ligach. Głównym rynkiem, który działa w danym kraju jest rynek wewnętrzny, nie zewnętrzny. W Belgii czy w Holandii wielu zawodników z mniejszych klubów przechodzi przez większe, grające w europejskich pucharach i odchodzi do silnych lig. Zawodnik, który wychodzi z czołowego klubu w Polsce, z Legii czy Lecha, jest przyzwyczajony do presji, do rywalizacji na treningu. Jeżeli przeanalizujemy stu ostatnich piłkarzy w wieku do 21 lat, którzy odeszli z Ekstraklasy zagranicę, ilu odniosło sukces? Kilku. A były to największe talenty, jakie mieliśmy w Polsce. Sprzedawany był potencjał. Piłkarze często byli nieprzygotowani językowo, kulturowo, pod względem presji, do radzenia sobie z konkurencją. Nie mówię, żeby wszyscy przychodzili do Legii – takie myślenie to bzdura. A w temacie Walukiewicza prezes Mroczek może jedynie być wdzięczny, że Legia wyszkoliła dla Pogoni zawodnika, którego ta sprzedała za 4 miliony euro.

No właśnie – Pogoń zarobiła, nie Legia.
Nie mam z tym problemu. Walukiewicz ma cechy charakterologiczne, wolicjonalne, głowę, dlatego ktoś tyle za niego zapłacił. Kiedy przejąłem pełną kontrolę nad Legią temat Walukiewicza był zamknięty, piłkarz był już dogadany z Pogonią. Inna sprawa, że na pozycji Sebastiana mieliśmy w tym czasie reprezentantów Polski, nie było możliwości, żeby wszedł do pierwszej drużyny. Miał wygrać miejsce w składzie z Michałem Pazdanem w bardzo dobrej formie? Mieliśmy kilku innych zawodników, którzy odeszli do Pogoni, nie przebili się. Zawsze mówi się o tych, którym się udało, a wielu piłkarzy przepada. Niedawno zawodnik, którym się interesowaliśmy wyjechał do Anglii. Życzę mu jak najlepiej, tylko prawdopodobieństwo, że odniesie tam sukces jest bardzo małe. Jest chudy, drobny i chociażby z tego powodu będzie mu bardzo trudno. Ktoś robi mu krzywdę. Albo zawodnik, który z Akademii Legii odchodzi do małej akademii we Włoszech. Nie miałbym problemu z wypożyczeniem go do klubu w Polsce. 95 procent talentów wyjeżdżających od nas w młodym wieku przepada. To chyba nie jest w interesie polskiego futbolu? Dlatego powinniśmy współpracować: kluby Ekstraklasy, I ligi, II ligi, żeby zapewnić ciągłość, dbać o piłkarzy.

Z którymi zawodnikami z kończącymi się kontraktami w czerwcu rozmawiacie o nowych umowach?
Negocjujemy z Michałem Kucharczykiem, będziemy rozmawiać z Adamem Hlouskiem. W pozostałych przypadkach czekamy na koniec sezonu. Większość zawodników z tej grupy jest u schyłku swoich karier. Każdy z nich jest świetnym człowiekiem, w większości są od wielu lat związani z Legią, dlatego będziemy myśleć o różnych funkcjach w klubie dla nich. Ale najpierw sami muszą wiedzieć co chcą robić, niektórzy z nich mogą jeszcze chcieć grać w piłkę.

Legię dzisiaj stać na niezdobycie mistrzostwa Polski?
Mistrzostwo Polski nie oznacza dla nas zastrzyku finansowego, powiedziałbym, że wręcz odwrotnie. Natomiast tytuł jest kluczem, strategicznym celem numer jeden, otwiera ścieżkę do pucharów, otwiera kwestie związane z rozwojem Legii. Nie ma jednak możliwości, żebyśmy wygrywali mistrzostwo co roku przez następne 10 lat. Mam nadzieję, że w tym roku się uda, ale widać, że Lechia radzi sobie bardzo dobrze.

Mają dobrego trenera.
Tak. Zawsze ceniłem trenera Stokowca. To tak jak z piłkarzami: trener musi trafić na odpowiedni klub, środowisko, zawodników i czas.

Nadal żałuje pan, że przed sezonem zespołu Legii nie objął Jerzy Brzęczek?
Byliśmy bardzo blisko porozumienia, chcieliśmy to zrobić. Władze Wisły Płock nie były jednak gotowe go puścić.

PZPN wykupił jego kontrakt.
Nie poszło o klauzulę, byliśmy gotowi zapłacić. Chodziło o kwestię oddania trenera ligowemu rywalowi.

A trener Adam Nawałka? Po mundialu, a potem po zwolnieniu Deana Klafuricia mieliście z nim rozmawiać o przejęciu Legii. Temat podobno upadł między innymi przez wymagania byłego selekcjonera co do liczebności sztabu.
Wbrew temu co się mówiło z trenerem Nawałką nigdy nie prowadziliśmy żadnych negocjacji w temacie przejęcia Legii. Rozmawiałem z nim towarzysko, znamy się i mamy kontakt od dawna. Żadna oferta nie została jednak przedstawiona, choć to specjalista, którego bardzo cenię.

Legię stać na to, żeby trzeci sezon z rzędu nie awansować do fazy grupowej europejskich pucharów?
Jesteśmy tak skonstruowani organizacyjnie, że cały sens polega na grze w Europie. Jeżeli to się nie dzieje, mamy problem. Pod każdym względem. Chciałbym być w przyszłości bardziej uniezależniony od tego czynnika. Strategicznie – gdyby Legia nie miała być klubem, który co roku walczy o mistrzostwo, ale się zadowala, że jest w trójce, nie musi grać w pucharach, to po prostu jest bonus, bylibyśmy zupełnie inaczej zorganizowani. Nasz budżet byłby dużo mniejszy. Porównywanie Legii do innych klubów w Polsce z punktu widzenia budżetu jest bez sensu.

Po przebudowie, która odbędzie się latem i rozstaniu z wieloma piłkarzami będzie wydawać na pensje zdecydowanie mniej niż 60 milionów?
Dużo mniej nie. Dalej będziemy klubem najwięcej płacącym piłkarzom w Polsce, chcemy najlepszych zawodników. Kiedy popatrzy się na jakość piłkarską, jest ona powiązana z budżetami płacowymi. To prawidło funkcjonujące na całym świecie. Kiedy popatrzy się na sukces sportowy versus pensje, zależność między tymi dwoma czynnikami jest największa. Tam gdzie płacą, tam wygrywają trofea. W Legii zmieniamy strukturę wynagrodzeń i sposób w jaki są podpisywane kontrakty. Na pewno nie będziemy już podpisywać długoterminowych, drogich umów z zawodnikami, którzy wkraczają w ostatni etap kariery. Drugim naszym celem strategicznym jest wiek drużyny: zrównoważenie między doświadczeniem a młodością. W tym zakresie zrobiliśmy już bardzo dużo, po tym sezonie różnica będzie diametralna. Bez obniżenia jakości sportowej.

W przemodelowaniu struktury wydatków na kontrakty można tak naprawdę odnaleźć oszczędności?
Dokładnie. Chcąc grać w europejskich pucharach, musimy mieć inaczej zbudowaną kadrę niż zespoły walczące tylko o miejsce na podium. Potrzebujemy drużyny z ponad 20 kluczowymi zawodnikami, z rywalizacją na każdej pozycji.

Jesteście bliżej sprzedaży nazwy stadionu miastu, o czym mówi się od kilku miesięcy?
To temat, który się dzieje. Są kwestie formalne, między innymi nasza umowa z miastem, które muszą zostać dostosowane. Mam nadzieję, że do końca rundy temat zostanie sfinalizowany. Piłka jest dziś po stronie ratusza.
Jak duże rezerwy tkwią w sponsoringu Legii? Ostatnio przedłużyliście umowę z Fortuną, na koszulkach czy bandach nie ma już wiele wolnego placu, który moglibyście intratnie sprzedać, a dochody Legii znacząco by wzrosły.

Wyjątkiem jest nazwa stadionu.
Musimy wychodzić poza schematy, to nasza droga, zaczynamy myśleć w inny sposób. Tradycyjna piramida sponsorska jest wypełniona, przy ostatnich przedłużeniach umów została zoptymalizowana. Wszystkie nowe umowy są istotnie wyższe od poprzednich lub w pojedynczych wypadkach zbliżone. Musimy bardziej myśleć o naszej marce jako narzędziu do kreowania dodatkowych świadczeń przez nietradycyjne działania. To nie jest tylko kwestia, że ktoś sobie umieści logo na koszulce, tylko to jest kwestia, jak angażujemy się wspólnie z naszymi sponsorami i partnerami w promowanie i Legii, i ich marek przy okazji różnych działań brandingowych i aktywacyjnych. Często to produkcja całego kontentu medialnego, na co poświęcamy wiele czasu, środków i energii – chodzi o stworzenie struktury, która będzie gotowa, żebyśmy stali się bardziej firmą medialną. Dla przykładu, na dniach podpiszemy umowę z globalną marką, która będzie realizowała swoje aktywności praktycznie tylko w naszych social mediach. To obszar, w który wchodzimy. Z drugiej strony nowy kontrakt z telewizją i wyjście na antenę publiczną wpłynie na inny odbiór tradycyjnych środków reklamowych, jak na przykład band.

TVP pokaże maksymalnie 12 meczów Legii w sezonie?
Około. To będzie zależało od tego ile naszych meczów będzie spotkaniami pierwszego wyboru. Na nasze zlecenie renomowana firma KANTAR Millward Brown przeprowadziła badania marki. W grupie wiekowej 15+ Legia jest rozpoznawalna przez ponad 90 procent badanych; to więcej niż TVN czy Orlen. Wracając do podziału środków z kontraktu telewizyjnego, wartość medialna Legii miała ogromny wpływ na jego duży wzrost. Dlatego nieracjonalne są rozmowy o równym podziale. Dziś jednak musimy się skupić na działaniach, które przyczynią się wzrostu wartości naszych rozgrywek. Jako ósma gospodarka i szósty największy kraj w Europie, powinniśmy znajdować się w pierwszej dziesiątce lig w rankingu UEFA. Pytanie jak tam dojść. Przez równy podział środków dla wszystkich ta droga nie prowadzi, jest niemożliwa. Dekadę temu można było tak myśleć, ale teraz? Zwłaszcza że za pięć lat futbol czeka rewolucja. 

Co wydarzy się w 2024 roku, ta data przewija się w wypowiedziach osób rządzących europejską piłką?
Obecnie proces polaryzacji między małą grupą klubów o charakterze globalnych marek a resztą pogłębia się. W ostatnich pięciu latach przyspieszył dramatycznie. Mamy do czynienia z największą rewolucją w piłce nożnej od czasów wprowadzenia prawa Bosmana i zmian na rynku transferowym. Jeżeli byśmy tego nie zatrzymali, powstałaby Superliga – 95 procent pieniędzy, które obecnie krążą w europejskim futbolu, powędrowałoby do najsilniejszych klubów. Na poziomie klubów mniejszych widzieliśmy ten problem, dostrzegła go również UEFA. Ja widziałem to wyraźnie, bo w zarządzie ECA (Europejskie Stowarzyszenie Klubów – przyp. red.) zasiadam z przedstawicielami klubów, dla których utworzenie Superligi mogłoby być atrakcyjne. Dlatego przez ostatnie dwa lata pracowaliśmy nad tym, żeby zmienić ten proces. Brak europejskich pucharów z punktu widzenia klubów z lig spoza top5 rankingu, oznaczałby spadek ich wartości, ale też spadek wartości lig, które reprezentują. Stąd wziął się pomysł z utworzeniem trzecich rozgrywek europejskich. Wystartują w 2021 roku i walczę o to, by za awans można było zarobić pieniądze na poziomie dzisiejszego wejścia do grupy Ligi Europy. Celem jest zwiększenie liczby uczestników faz grupowych, danie szansy klubom dużym w mniejszych krajach i średnim w większych na uczestniczenie w międzynarodowych rozgrywkach. Powołanie do życia trzeciego pucharu pozwoli również na wykrystalizowanie się średniej klasy klubów spoza lig top5. I to jest szansa dla Polski, której nie możemy zaprzepaścić. Jeżeli będziemy grali w ciągu następnych pięciu lat w Europie, uda się nam awansować w rankingach i będziemy o wiele lepiej przygotowani na to, co stanie się po 2024 roku. 

Czyli na co?
Formuła nie została jeszcze w pełni uzgodniona. Prawdopodobnie obecne puchary międzynarodowe będą funkcjonowały jako ligi europejskie, ale nie będą konkurowały z ligami krajowymi. Zmienią się zasady wejścia do tych rozgrywek. Jeśli zmarnujemy najbliższe pięć lat, nasze kluby w skali Europy po 2024 roku zostaną zmarginalizowane, pozostaną na poziomie lokalnym. Jako Ekstraklasa musimy doprowadzić do tego, żeby mieć tam reprezentację. Pozwoli nam to na rywalizację z najlepszymi, zarabianie i zwiększenie zainteresowania polską piłką klubową w naszym kraju. Być może nie będziemy musieli tak szybko sprzedawać najbardziej utalentowanych zawodników, co też będzie korzystne dla ich rozwoju. Po 2024 roku polaryzacja między uczestnikami nowej formuły rozgrywek a resztą klubów jeszcze się zwiększy. Jeśli w najbliższych latach nie zbudujemy w Polsce klubów zdolnych do funkcjonowania w tym mechanizmie, wejście do elitarnego grona 50-60 najlepszych klubów europejskich wcale nie będzie oczywiste. Nie wiem czy zamknięte, na pewno dużo bardziej trudne.

Brzmi to jednak jakby rola lig krajowych miały spaść.
Nie spadnie prawdopodobnie rola tych największych lig. Ale ciężar przesuwa się w kierunku europejskich rozgrywek. Jeśli jako Polska – będąc wielkim krajem w Europie – wypadniemy poza systemem, będzie to po pierwsze wstyd, a po drugie – będzie to skrajnie niekorzystne. Także dla klubów ze środka ligi. Podejrzewam, że kiedy będzie źle, bo nas tam zabraknie, co na przykład przełoży się na wyhamowanie ceny praw telewizyjnych, Legia najlepiej sobie z tym poradzi. Ale nie myślę tylko o moim klubie, chcę zbudować środowisko, które spowoduje, że wszystkim klubom w Polsce będzie lepiej. Potrzebny jest jednak wspólny plan, strategia. Piłka holenderska odradza się, czy to jest przypadek? To efekt planu, który tamtejsze środowisko piłkarskie wcieliło w życie. Nie ma tu miejsca na żaden przypadek. 

Znalazł pan w Polsce chętnych do podjęcia tej dyskusji?
Niewielu. Ale cieszę się, że jest ich coraz więcej.

Rozmawiali: Michał CZECHOWICZ i Przemysław PAWLAK

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej