Legia meczem w Warszawie z północnoirlandzką drużyną Linfield Belfast zainauguruje udział w eliminacjach Champions League.
Drużyna Aleksandara Vukovicia rusza w drogę do Ligi Mistrzów. Dokąd zajdzie? (foto: M. Gilewski/400mm.pl)
ZBIGNIEW MROZIŃSKI
Mistrzowie Irlandii Północnej, żeby dojść do tego etapu kwalifikacji LM musieli wygrać będący rundą wstępną miniturniej, który odbył się w szwajcarskim Nyonie. 8 sierpnia w półfinale Linfield FC wygrał 2:0 z SP Tre Fiori z San Marino, a trzy dni później w finale miał rywalizować z Dritą Gnjilane, ale do spotkania nie doszło, bo dwóch piłkarzy mistrzów Kosowa miało pozytywny test na COVID-19 i w tej sytuacji UEFA następnego dnia podjęła decyzję o przyznaniu zwycięstwa walkowerem 3:0 drużynie z Belfastu. W ostatnią sobotę Linfield przegrał w meczu towarzyskim u siebie 0:1 ze Stoke City, w poprzednim sezonie 15. zespołem angielskiej Championship.
Legia natomiast 9 sierpnia z powodu koronawirusa nie rozegrała meczu z Cracovią o Superpuchar Polski. Dzień wcześniej okazało się bowiem, że pozytywny był wynik testu u jednego z masażystów warszawskiego zespołu, a jeszcze 6 sierpnia miał on kontakt z drużyną. W tej sytuacji pierwszą w tym sezonie próbą o stawkę była dla legionistów dopiero piątkowa potyczka w 1/32 finału Pucharu Polski z GKS Bełchatów. Zespół Aleksandara Vukovicia nie dał szans pierwszoligowcom, wygrywając aż 6:1, trzy gole strzelił Maciej Rosołek, po jednym Paweł Wszołek i Filip Mladenović, padł też samobój.
O tym jak Legia poważnie traktuje udział w europejskich pucharach świadczy to, że w czasie wakacji z drużyną pożegnał się tylko Radosław Majecki, który był jednak do Legii wypożyczony do końca czerwca po podpisaniu kontraktu z AS Monaco w styczniu. Natomiast sprowadzono kilku wartościowych piłkarzy. Po piętnastu latach w warszawskim zespole znowu broni Artur Boruc. Niby bramkarzom nie powinno się zaglądać w metrykę, bo przeważnie są niczym wino – im starsi tym lepsi, to warto jednak przypomnieć, że Boruc ma już 40 lat i w poprzednim sezonie ani razu nie zagrał w lidze angielskiej, był rezerwowym w Bournemouth, które spadło do Championship. W kadrze klubu z Premier League, Leicester City, był też zakontraktowany niedawno przez Legię Bartosz Kapustka i też w poprzednich rozgrywkach nie rozegrał w niej meczu. Najpierw 23-letni pomocnik leczył więzadło krzyżowe zerwane pod koniec marca 2019, gdy był na wypożyczeniu w belgijskim drugoligowcu OH Leuven, a w tym roku otrzymał tylko dwie szanse gry w zespole U-23 Lisów. Przyszli też dwaj boczni obrońcy z Bałkanów – 25-letni Chorwat Josip Juranović, za którego zapłacono Hajdukowi Split 400 tysięcy euro i za darmo cztery lata od niego starszy Serb Filip Mladenović poprzednio grający w Lechii Gdańsk. Kupiono też znanego z Cracovii portugalskiego napastnika Rafaela Lopesa.
Grający na lewej obronie Mladenović strzelił gola w Bełchatowie, a Juranović zmienił w 66 minucie grającego po przyjściu Serba na prawej stronie defensywy Michała Karbownika. Zagrał też Boruc, stając się najstarszym w historii piłkarzem Legii. Natomiast nie wystąpił Lopes mający pewne zaległości treningowe spowodowane urazem, gdy jeszcze grał w Cracovii. Z kolei Kapustka dopiero pod koniec ubiegłego tygodnia podpisał kontrakt i przed nim wiele pracy, żeby wrócić do dawnej dyspozycji.
Nie brakuje opinii, że takiego zadęcia nie było chyba w stołecznym klubie od 25 lat, gdy Legia w czasie przerwy letniej została wzmocniona wracającymi z zagranicy Cezarym Kucharskim, Ryszardem Stańkiem, Marcinem Jałochą i Andrzejem Kubicą oraz grającym wcześniej w ŁKS Tomaszem Wieszczyckim. Dało to znakomity efekt, bo zespół prowadzony przez Pawła Janasa awansował pierwszy raz w historii do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Tyle że wtedy wystarczyło wyeliminować tylko jednego rywala – IFK Goeteborg ze Szwecji, a teraz trzeba aż czterech.
Na dodatek Legia w trzech ostatnich sezonach nie potrafiła zakwalifikować się do fazy grupowej europejskich pucharów. W roku 2017 w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów wyeliminowała fiński IFK Mariehamn, ale w kolejnej rundzie nie dała rady FK Astana z Kazachstanu, więc zagrała w play-offach Ligi Europy, w których niespodziewanie okazała się słabsza od mołdawskiego Sheriffa Tyraspol. W 2018 legioniści w I rundzie kwalifikacji Champions League pozbawili złudzeń irlandzki Cork City, ale w II zostali wyeliminowani przez Słowacki Spartak Trnawa. Z kolei w III rundzie LE skompromitowali się, dając ograć się F91 Dudelange z Luksemburga. Wreszcie rok temu kolejno eliminowali w kwalifikacjach LE – Europa FC z Gibraltaru, Kuopion Palloseura z Finlandii, Atromitos Ateny z Grecji i zostali zatrzymani dopiero w IV rundzie przez szkocki Rangers FC, z którym u siebie zremisowali bezbramkowo, ale przegrali 0:1 w Glasgow. Cóż z tego, że to była jedyna bramka stracona przez warszawski zespół w ośmiu meczach eliminacyjnych, na dodatek padła ona już w czasie doliczonym.
Teraz planem minimum jest dla legionistów faza grupowa Ligi Europy, ale póki co walczą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Jeśli wyeliminują Linfield, w kolejnej rundzie też przy Łazienkowskiej 25 lub 26 sierpnia podejmą zwycięzcę pary Ararat-Armenia Erywań – Omonia Nikozja. Warto dodać, że cypryjski zespół prowadzi były trener Legii, Norweg Henning Berg.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 33/2020)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.