Legioniści po Śląsku: To nie był nasz zły mecz. Ostatni w takim składzie?
Jeśli ktoś sądził, że dożyliśmy w końcu momentu, w którym na czele ligi stoi lider z prawdziwego zdarzenia, będący w stanie potwierdzić dobrą formę w kilku kolejkach z rzędu, niestety po meczu Śląska z Legią musi popukać się w czoło. Legia w stolicy Dolnego Śląska dostała lanie od drużyny podzielonej wewnętrznymi konfliktami i stojącej tuż przed wielką rewolucją.
Ciężko bowiem przypuszczać, że władze wrocławskiego klubu nie tylko zatrzymają najwartościowszych piłkarzy, ale także ściągną kogoś, kto pomoże zespołowi walczyć o obronę mistrzowskiego tytułu. Z najróżniejszych powodów z klubu niemal na pewno odejdą Mila, bracia Gikiewiczowie, Stevanović oraz Voskamp, natomiast nie słyszy się nic na temat ewentualnych wzmocnień. Ciężko mówić jednak o zakupach w momencie, gdy na każdym kroku podejmowane są kroki mające na celu zaciśnięcie pasa.
Porażka legionistów musi więc boleć tym bardziej, bo przecież Wojskowi do Wrocławia jechali nie tylko po trzy punkty, ale po dowód na ich niepodważalną dominację w lidze. Z tych planów jednak nic nie wyszło. – Przez całą pierwszą połowę bardzo dobrze wywiązywaliśmy się z założeń taktycznych. W zasadzie nie dopuszczaliśmy do sytuacji, w których piłkarze Śląska mieli okazje kończyć dośrodkowania strzałami głową. Niestety jeden jedyny raz ktoś się zdrzemnął na początku drugiej części gry i mecz zakończył się wynikiem 0:1 – mówił po meczu Daniel Łukasik, jeden z trójki defensywnych pomocników wypuszczonych do boju przez Jana Urbana.
– Pretensje możemy mieć tylko do siebie, bo przecież stworzyliśmy sobie wiele okazji strzeleckich, których ostatecznie nie zakończyliśmy zdobyciem choćby jednego gola. Szkoda, bo na przykład Ljuboja w drugiej połowie mógł rozstrzygnąć mecz na naszą korzyść. Chwilę później popełniliśmy błąd i punkty odpłynęły – dodał pomocnik Legii.
– Szkoda tego spotkania, bo nie musieliśmy wcale przegrać. Graliśmy dobrze, ale nie ma to znaczenia, bo straciliśmy wszystkie punkty. Szkoda, że nie możemy się szybko zrehabilitować i będziemy żyć z tą porażką przez wiele następnych tygodni. Cóż, musimy skupić się na naszym najważniejszym celu – dobrym przygotowaniu się do rundy wiosennej i zdobyciu mistrzostwa Polski – mówił natomiast Miroslav Radović.
Nie wiadomo jednak, w jakim składzie Legia przystąpi do wiosennych zmagań. Nie jest żadną tajemnicą, że klub musi załatać dziurę w budżecie powstałą przez brak awansu do fazy grupowej Ligi Europy oraz konflikt z kibicami. Gdyby nie kontuzja, niemal na pewno zostałby sprzedany Michał Żyro. Teraz jego wyjazd na Zachód stanął pod gigantycznym znakiem zapytania. Kto opuści jednak klub zamiast niego? Mówi się o kimś z trójki Furman, Łukasik, Jędrzejczyk. Istnieje niestety możliwość, że nie będzie to tylko jeden zawodnik…
Czy kibice Legii mogą liczyć na ewentualne wzmocnienia? W legijnej kasie nie ma funduszy, więc dyrektor Jóźwiak szuka piłkarzy będących do wzięcia za darmo albo symboliczne pieniądze. Jedną z takich postaci jest między innymi… Ireneusz Jeleń, który z Podbeskidzia może odejść w zimie z 1000 złotych. Podobno jest to jedna z opcji warszawskiego klubu. Do wzięcia jest także Arkadiusz Piech, któremu za pół roku kończy się kontrakt z Ruchem. Co to oznacza? Że w lecie może odejść za darmo, więc Ruch nie będzie mógł dyktować wysokich warunków cenowych. Na tę chwilę za napastnika Ruchu zapłacić trzeba w teorii około miliona złotych, ale odpowiednie rozmowy mogą mocno tę cenę obniżyć. Napastnik będzie Legii niezbędnie potrzebny w momencie, gdy do składu nie będzie mógł wrócić Marek Saganowski.
Ani przez moment z dziennikarzami nie chciał rozmawiać po meczu ze Śląskiem kapitan Legii, Michał Żewłakow. – Nie dzisiaj – rzucił tylko I ze spuszczoną głową udał się do autokaru. Nie ma się czemu dziwić. Piłkarz przeżywa ostatnio bardzo ciężkie chwile. Byłemu reprezentantowi Polski zmarł ojciec, z którym był bardzo zżyty i który od samego początku pilotował jego karierę.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.